Skip to main content

Nie musisz niczego rzucać, żeby podróżować … serio!

Po przeczytaniu kolejnego artykułu o tym, jaka to praca w korpo jest be, jak również na fali nurtu „rzuć pracę w korpo, jedź dookoła świata” postanowiłam zabrać w końcu głos. Jestem zdania, że każdy powinien podróżować, żyć, pracować tak, jak mu odpowiada. Żaden sposób nie jest lepszy, jednak niestety w ostatnich latach modne jest podejście, że praca na etacie to zło, korpo to już w ogóle szczyt dna i najlepiej rzucić to wszystko w cholerę i jechać przed siebie. Jednak te same osoby, które ten nurt kultywują zapominają bardzo często wspomnieć o kulisach swoich decyzji, przygotowań lub faktycznego życia w drodze. A do szerszej publiczności dociera już tylko przekaz „Rzuciłam/em pracę i wyjechałem, jest cudownie.” I pewnie, nie przeczę, że tak może być, jednak to się nie dzieje z dnia na dzień! I trzeba mieć trochę szczęścia. Siedzisz na fejsie w swojej korpo i czytasz kolejny tekst o tym, że praca na etacie to wyrok? Bo świat czeka na Ciebie z otwartymi ramionami a Ty łosiu siedzisz i pracujesz, jak jakiś frajer niemalże? Frustrujesz się, że nie jesteś bohaterką Jedz, módl się i kochaj tudzież Diane Lane z Pod słońcem Toskanii? Mam dla Ciebie super wiadomość! Nie musisz rzucać pracy (ani niczego innego), żeby podróżować! Skąd taka odważna, w dobie social mediów, teza? Otóż, od ponad dekady pracuję na etacie i podróżuje, jednocześnie rozwijam się zawodowo i zobaczyłam już kawał świata. Nie wierzysz mi? Przekonaj się! Czytaj więcej

Armenia: top 10 ormiańskich klasztorów

O tym, że Armenia klasztorami stoi odwiedzający ją po raz pierwszy, dowiadują się niemalże od razu. Na hasło Armenia w Googlach wyskakują słynne panoramy z Chor Wirap albo Tatewem w roli głównej. Szczerze Wam zupełnie powiem, że myślałam, że po pierwszych 3-4 klasztorach będę miała syndrom kolejnej świątyni, który tak często ostatnio mi się zdarzał w Tajlandii. Albo syndrom gruziński, gdzie wszystkie klasztory wyglądają tak samo. W Armenii jednak, ku mojemu zaskoczeniu, nie dość, że nie miałam ich dosyć, to jeszcze bardzo długo nie mogłam się zdecydować, który podobał mi się najbardziej! Po tygodniu jednak nie miałam już wątpliwości, który jest najpiękniejszy! Sprawdźcie ze mną!
Czytaj więcej

Słowenia: Piran i wszystko po drodze nad morze

Maleńka Słowenia ma w swoim krajobrazie wszystko: malownicze niziny pokryte uprawami winorośli, ośnieżone szczyty Alp Julijskich, obłędne jeziora, wiele niesamowitych jaskiń oraz niewielkie, jednak niezwykle urokliwe, wybrzeże Morza Adriatyckiego. To właśnie na tym krótkim, nieco ponad 46-kilometrowym odcinku kryje się Piran, nadmorska perełka, o której wielu powie, że wygląda jak Chorwacja. A ja odpowiadam, że może to Chorwacja wygląda jak Piran? Niezależnie od tego, wakacje w Słowenii nie będą kompletne bez wypadu nad morze, a ten ze stolicy, Lublany, nie powinien zająć Wam więcej niż półtorej godziny jazdy samochodem. Z resztą, w Słowenii wszędzie jest blisko. A po drodze nad morze warto zajrzeć do koni lipicańskich a także skosztować lokalnych specjałów. To jak, jedziemy?
Czytaj więcej

Berlin na weekend – praktyczny przewodnik po mieście

Tak, wiem. Zwiedzam Berlin chyba jako ostatnia na planecie. Jakoś tak się złożyło, że moje podróże po świecie zaczęłam z wysokiego C, koncentrując się na moim ulubionym regionie, czyli Azji Południowo-Wschodniej. Ile jednak można latać do Tajlandii? Wiele, to prawda. A jednak od pewnego czasu zaczęłam nadrabiać zaległości w zwiedzaniu bliższej okolicy. W zeszłym roku odwiedziłam kilka fajnych, europejskich miast, m.in.: Kolonię, Londyn (podróż sentymentalna po nastu latach) oraz Oslo. W tym roku przyszła pora na niemiecką stolicę, niegdyś podzieloną słynnym murem. Jak fajnie zaplanować pierwszy (i na pewno nie ostatni) weekend w Berlinie, wiecznie młodym mieście? Sprawdźcie!
Czytaj więcej

Armenia: zakochaj się w Erywaniu! Mini-przewodnik

Nie umiem powiedzieć, skąd bierze się ten rewelacyjny klimat Erywania. Ani nie ma tu pięknych, zabytkowych atrakcji, ani nowoczesnych super wieżowców. Ulice są zatłoczone, a klaksonom nie ma końca, bo Ormianie lubią sobie potrąbić. A jednak! Idealnie zaprojektowane do spacerów miasto, ma swój nieodparty urok, przez co łatwo zakochać się w nim od pierwszych chwil. Bo w końcu jak zdefiniować zauroczenie? Albo nam coś wpada do serca albo nie, bez szczególnej logiki. Ulice pełne są sztuki, nawet najbrzydsze pozostałości sowieckiej architektury w czerwcowym słońcu prezentują się zupełnie przyzwoicie. Różowe miasto – tak mówi się o stolicy Armenii, a to za sprawą różowego wulkanicznego tufu wykorzystywanego do budowy najznamienitszych (w czasach sowieckich) budynków. W Erywaniu można przede wszystkim fajnie spędzić czas: na dobrej lemoniadzie, gapiąc się na zachód słońca z widokiem na Ararat, zwiedzając muzea czy jedząc pyszne lody na Placu Republiki, obserwując jedyny w swoim rodzaju pokaz fontann. Co jeszcze warto zobaczyć? I gdzie spać? Zapraszam na mini-przewodnik po stolicy Armenii. Czytaj więcej