Skip to main content

Indie: Kerala Backwaters – w rejs po rozlewiskach

Przed rozpoczęciem 4. edycji Kerala Blog Express w Indiach poproszono przybywających niebawem do Krainy Kokosa blogerów, aby nagrali krótki filmik, w którym opowiemy co już wiemy o Kerali i jakie są nasze oczekiwania wobec wyjazdu. Starałam się robić jak najmniejszy research przed wyjazdem, by dać się maksymalnie zaskoczyć i popłynąć z prądem, jednak akurat o rozlewiskach Kerala Backwaters akurat już wcześniej słyszałam i nie mogłam się doczekać tego punktu programu, szczególnie, że na łodziach mieliśmy spać. Jednak żadne moje wyobrażenia nie dorównały temu, co zobaczyłam na miejscu. Rozlewiska, czy z angielskiego backwaters, to tereny poprzecinane licznymi kanałami, graniczące z Morzem Arabskim. Współcześnie stanowią głownie malowniczą scenerię dla leniwych rejsów turystycznych, które odbywają się tradycyjnymi łodziami Kettuvallam, czyli tzw. houseboats (dosłownie: domami na wodzie). Nie twierdzę, że po niecałych 3 dniach w Koczin jakoś wybitnie się zmęczyłam, ale miło było poddać się kołyszącemu rytmowi dnia na jednej z takich łodzi. Jeśli dodamy do tego najpiękniejsze zachody słońca na świecie, powstanie jedno z piękniejszych wspomnień z podróży.

Kerala Backwaters kiedyś i dziś

Ponad 100 lat temu łodzie Kettuvallam służyły, jak się nie trudno domyślić, do transportu ludzi oraz towarów po tutejszych wodach. Standardowa łódź mogła przetransportować do 30 ton produktów z regionu Kuttanad (gdzie znajdują się rozlewiska oraz miasta takie jak Kottayam, Alappuzha, inaczej Aleppey) do portu w Koczin oddalonego o nieco ponad 50 km. Kettuvallam mają długie na 30 metrów drewniane kadłuby, wykonane z drzewa, na którym rośnie popularny tutaj dżakfrut, a dachy kryte są strzechą. Na koniec łódź pokrywało się czarną żywicą z gotowanych orzechów nerkowca, co zapewniało, że będzie służyć jeszcze kolejnym pokoleniom. I tak się stało, jednak z czasem transport drogowy okazał się wydajniejszy, powstało wiele dróg, którymi łatwiej, a przede wszystkim szybciej było transportować było towary i ludzi. I kiedy łodzie Kettuvallam odeszły już prawie zupełnie w zapomnienie, ktoś wpadł na pomysł, by przekształcić je w łodzie turystyczne. Wystarczyło dobudować kabiny, bardziej zachodnią łazienkę i kuchnię i przepis na udany biznes z korzyścią dla wszystkich gotowy. Dziś po rozlewiskach pływa ponad 1500 Kettuvallam, służących głównie turystom. Jedyne co mi nie daje spokoju, że nikt jeszcze nie wpadł na to, by łodzie zasilać energią słoneczną zamiast ropą, która przy tej ilości łodzi na relatywnie niewielkim obszarze, nie pozostaje bez znaczenia dla środowiska. Silniki spalinowe łodzi powoli niszczą to, dzięki czemu cała atrakcja funkcjonuje … Ale spokojnie, sprzedałam mój pomysł, może już niebawem coś z tym zrobią.

Na pokładzie Xandari Riverscapes

Po dotarciu w okolice Alappuzha rozdzielamy się, ponieważ łodzie Kettuvallam przewidziane są co najwyżej na kilka osób. Nasza czwórka dostaje łódź należącą do popularnej w Kerali, międzynarodowej sieci hotelowej: Xandari Riverscapes, na której czekają na nas wszelkie udogodnienia tj. pokoje 2 osobowe z łazienką i klimatyzacją, piękny taras oraz wspaniałe jedzenie. To powinien być w sumie zupełnie oddzielny punkt, ponieważ nie tylko mamy genialnego kucharza, ale również pozwolono nam pomagać przy kolacji! Efekty możecie podziwiać w poprzednim wpisie poświęconym w całości jedzeniu: Indie: wszystkie powody, dla których pokochasz kuchnię Kerali.

Po zaledwie kilku, jednak szalonych, dniach najpierw musimy przyzwyczaić się do zwolnionego tempa najbliższych 24 godzin, jakie spędzimy na łodzi. Mamy też czas poznać się lepiej, porozmawiać bez pośpiechu i przekrzykiwania się, jak to ma miejsce w autobusie.

Obiad i kolacja na łodzi to majstersztyk i nie mówię tak dlatego, że pomagałam w kuchni. Wspaniałe jedzenie oraz pierwsze lekcje jedzenia ręką, bo tak należałoby jeść właściwie będąc w Indiach, to moje najpiękniejsze wspomnienia z rozlewisk. Na na finał zachód słońca, którego barw nie umiem porównać z żadnym innym, jaki widziałam wcześniej.

Na noc przycumowujemy do brzegu, wybieramy się również na małą przechadzkę, podczas której spotykamy lokalnych rybaków oraz wielkie stado kaczek, oczekujących już na sen po całym dni na polach ryżowych. Kaczuchy również będą dla nas budzikiem następnego dnia. Wraz z nastaniem zmroku pojawiają się również komary, które dość szybko przeganiają nas z dolnego pokładu, gdzie plotkujemy po kolacji. Dzień to był jednak długi, może faktycznie warto się wyspać.

Życie na rozlewisku

Następnego dnia po cudownym śniadaniu żegnamy się z naszym ekskluzywnym domem na wodzie, w końcu trzeba zejść trochę na ziemię. Dojeżdżamy do Kumarakom i tam małymi łódeczkami płyniemy poznać trochę bardziej tradycyjne życie we wsi nad rozlewiskiem. Oczywiście nie wchodzimy nikomu z butami do domu, to lokalna społeczność postanawia nas zaprosić i zaprezentować kilka tradycyjnych aspektów ich życia. Oczywiście, jest to swego rodzaju pokaz dla odwiedzających, jednak wiele przedmiotów czy metod produkcji w Kerali nie zmieniło się od dziesięcioleci. Bo po co zmieniać coś, co działa?

Spadające z palm kokosy są bardzo niebezpieczne (nie żartuję), a często używa się – jak choćby do słynnych kokosowych drinków – jeszcze niedojrzałych owoców, więc trzeba się po nie jakoś wdrapać. Oczywiście, jeśli urodziłeś się w Kerali, od dziecka włazisz na wszystkie palmy w mgnieniu oka, jednak umówmy się, jest to mało bezpieczne. Jednak keralska myśl technologiczna nie śpi i wymyślono rodzaj uprzęży, która pomaga się wspinać na palmy.

Naturalne kosmetyki w Kerali mają już światową sławę, nic dziwnego, skoro ich sekret polega na używaniu głównie naturalnych składników. Na zdjęciu poniżej naturalny szampon z hibiskusa. Suszony miąższ z kokosa sam się nie wysuszy, a po co traktować go chemią, skoro jest słoneczko?

Informacje praktyczne

Rejs po rozlewiskach w okolicach Alappuzha możecie zorganizować na dwa sposoby: albo wyruszyć np. z Kochi w całodzienny rejs (start 8:30, powrót 18:30) w cenie 1250 INR od osoby (ok. 75 zł), albo w pół-dniowy (poranny lub popołudniowy) za 750 INR od osoby (ok. 45 zł). Możliwe są również takie rejsy z Kollam, Kottayam oraz oczywiście Alappuzha. Jeśli natomiast znajdziecie się na północy Kerali, w okolicach Bekal i Kasaragod – nic straconego, tam również możecie popłynąć w podobny rejs. Więcej informacji znajdziecie tu: http://www.bekalripples.com.

Drugi sposób to wynajęcie łodzi, np. Xandari Riverscapesm, jednak najlepiej zrobić to z paczką przyjaciół, ponieważ cena kalkulowana jest za łódź: 4 lub 6 osobową.

Wizyta w lokalnej wiosce również jest możliwa, funkcjonuje pod nazwą Backwater Village Tour i kosztuje między 750 a 1200 INR za osobę, w zależności od ilości osób oraz czasu trwania. Odbywa się przy pomocy małych łódek, które mogą wpłynąć na mniejsze kanały, warto zwracać uwagę, czy nie są one łódkami silnikowymi i w miarę możliwości wybierać te, napędzane siłą mięśni. Wg mnie najlepiej dojechać autobusem, promem lub pociągiem do Alappuzha i stąd zacząć interesującą Was wycieczkę.

I jak Wam się podobały rozlewiska w Kerali? Lubicie zwiedzać z poziomu wody? Dajcie znać w komentarzach! A jeśli uznacie ten wpis za ciekawy i warty podzielenia się ze znajomymi, zróbcie użytek z kolorowych przycisków poniżej Zobacz też. Dziękuję!

14 myśli na temat “Indie: Kerala Backwaters – w rejs po rozlewiskach

  1. Uwielbiam zwiedzać z poziomu wody! Sama chętnie wybrałabym się na rejs w takich okolicznościach przyrody i na takiej łodzi. No i to jedzenie i pomaganie w kuchni! Rozmarzyłam się…
    Fajnie by było gdyby ogarnęli Twój pomysł i zdecydowali się na panele słoneczne. 1500 łodzi napędzanych ropą to jednak duże zagrożenie dla środowiska. Wystarczy zmienić podejście i będzie można cieszyć się tą atrakcją (i na niej zarabiać) przez jeszcze długi czas.

  2. korzystaliśmy z takiego rejsu i w sumie nie wszystko musi się zawsze podobać…akurat ta forma aktywności niespecjalnie przypadła nam do gustu…wydaje się nam, że nie jest to dla młodych ludzi, a raczej dla emerytów :p 🙂 no ale to nasza prywatna opinia 🙂

  3. Evi, a czy odpalą Ci procent za sprzedanie eko patentu?:) Poza tym jedzenie na zdjęciu jest tak obłędne, że muszę wstać i zrobić sobie kanapkę z jakąś smutną kiełbasą…Ech Ty 😀 I zachód słońca….. <3

    1. Obawiam się, że nie. Ale to pewnie dlatego, że tego nie opatentowałam 😛 Najważniejsze, żeby nie zanieczyszczali swojego środowiska, to by mnie ucieszyło 🙂
      Nie jedz smutnej kiełbasy, zjedz wesołe jabłko 😉

  4. Kurcze, nigdy nie miałam okazji zwiedzać miejsca z perspektywy łódki, a wydaje się to niezwykle ekscytujące! I w tym wypadku cena przyjemna 🙂 Mam nadzieję tylko, że wprowadzą Twój pomysł z silnikami na energię słoneczną 😀

  5. Ale przygoda !! To taki trochę hotel na wodzie, skoro nawet łazienki są😊 luksus, żyć nie umierać 😀 fajna taka wyprawa, inna niż tradycyjne szlaki turystyczne, i ten szampon hibiskusowy extra, nie słyszałam nigdy o nim 😱 Indyjskie kosmetyki naturalne są cudowne.

    1. Nasza łódź zdecydowanie była luksusowa 🙂 Raz na 10 lat w podróży warto sobie dogodzić 😛 Własnie ja przed wyjazdem niewiele o indyjskich kosmetykach wiedziałam, mało przywiozłam, a teraz dopiero widzę, jak są fajne!

  6. Przywołałaś miłe wspomnienia z mojego rejsu po Backwaters 😌. Bardzo fajna rzecz, którą będę wszystkim polecał, nawet mimo tego, że momentami robi się na kanałach odrobinę tłoczno ;). I tylko żałuję, że nie udało mi się wejść do kuchni na łodzi tak jak Tobie – ale szama była równie dobra :D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *