Skip to main content

Armenia: zakochaj się w Erywaniu! Mini-przewodnik

Nie umiem powiedzieć, skąd bierze się ten rewelacyjny klimat Erywania. Ani nie ma tu pięknych, zabytkowych atrakcji, ani nowoczesnych super wieżowców. Ulice są zatłoczone, a klaksonom nie ma końca, bo Ormianie lubią sobie potrąbić. A jednak! Idealnie zaprojektowane do spacerów miasto, ma swój nieodparty urok, przez co łatwo zakochać się w nim od pierwszych chwil. Bo w końcu jak zdefiniować zauroczenie? Albo nam coś wpada do serca albo nie, bez szczególnej logiki. Ulice pełne są sztuki, nawet najbrzydsze pozostałości sowieckiej architektury w czerwcowym słońcu prezentują się zupełnie przyzwoicie. Różowe miasto – tak mówi się o stolicy Armenii, a to za sprawą różowego wulkanicznego tufu wykorzystywanego do budowy najznamienitszych (w czasach sowieckich) budynków. W Erywaniu można przede wszystkim fajnie spędzić czas: na dobrej lemoniadzie, gapiąc się na zachód słońca z widokiem na Ararat, zwiedzając muzea czy jedząc pyszne lody na Placu Republiki, obserwując jedyny w swoim rodzaju pokaz fontann. Co jeszcze warto zobaczyć? I gdzie spać? Zapraszam na mini-przewodnik po stolicy Armenii.

O tym, jak się dostać do Erywania i co jak zorganizować wyjazd do Armenii przeczytać możecie we wcześniejszym wpisie: Armenia – informacje praktyczne 2017. Dziś skupimy się na stolicy i moich ulubionych miejscach, dzięki którym, mam nadzieję, zakochacie się w tym mieście.

Wstęp do Erywania

Zanim jednak przejdziemy dalej kilka słów o współczesnym Erywaniu. W dużej mierze swój obecny wygląd zawdzięcza radzieckiej myśli architektonicznej połączonej ze współczesnymi wizjami miasta. Toporne sowieckie budowle są dziś trochę nieporadnie upgrade’owane do nowoczesnych wersji, niekiedy bez jakiegokolwiek poszanowania zasad estetyki, o bezpieczeństwie budowlanym nie wspominając. Tak, jakby trzęsienie ziemi z 1988 roku niczego niektórych nie nauczyło. Pełno jest tu niedokończonych nowych budynków, nad którymi prace albo stanęły, albo posuwają się w tak ślimaczym tempie, że można odnieść wrażenie, że nic się nie dzieje. Sklepikom i butikom, również tych najbardziej znanych marek, w tym wielbionego tu Armaniego, nie ma końca, choć nie trudno zauważyć, że ruchu w nich nie ma prawie wcale. Supermarkety czynne są często 24 h albo przynajmniej do 1:00 w nocy, zupełnie nie wiem po co. Za to słyszałam od Šušan, przewodniczki z Erywania, że młodzi Ormianie w Sylwestra lubią wybrać się właśnie do całodobowych marketów i wraz z kasjerami na zmianie o północy świętować nadejście nowego roku.

Komunikacja miejska to skomplikowany dla turysty system marszrutek i trolejbusów, każdy ma numer, jednak trasa napisana jest już po ormiańsku więc bez pomocy się nie obejdzie. Na szczęście miasto zaprojektowane jest tak, że bez trudu dojdziecie wszędzie pieszo. Poza tym jest też metro, choć z mojego punktu widzenia nigdy nie było mi z nim po drodze.

To jak, idziecie ze mną na spacer?

Kaskady i widok na Ararat

Muzeum Sztuki Cafesjiana

Jeśli już mnie trochę znacie, to wiecie, że lubię spoglądać na każde nowe miasto z dwóch perspektyw: od strony wody oraz z góry, z fajnych punktów widokowych. W przypadku Erywania pierwsza opcja wyjątkowo nie ma zastosowania, natomiast punkt widokowy na Kaskadach rekompensuje to z nawiązką. Mogłabym tam siedzieć godzinami, szczególnie że jest to jednocześnie Muzeum Sztuki Cafesjiana z pokaźnymi zbiorami sztuki współczesnej. Na Muzeum składają się same Kaskady z zewnątrz, ukryte wewnątrz wystawy oraz park pełen rzeźb, który miniecie po drodze. W parku im. Aleksandra Tamanjana, architekta Erywania, który była autorem pierwotnego projektu Kaskad, znajdziecie m.in. 2 konie wykonane wyłącznie z podków, ptaka kiwi nienaturalnie ogromnych rozmiarów, grubaśnego kotka autorstwa pewnego hiszpańskiego artysty, czy wreszcie lew wykonany ze starych opon.

Kaskady – konstrukcja

Liczące ponad 570 stopni, szerokie na 50 metrów Kaskady stanowią dziś wizytówkę Erywania. To miejsce spotkań mieszkańców, szczególnie w okolicy zachodu słońca, gdzie toczy się życie towarzyskie pod okiem dumnego Araratu. Schody z białego porfiru, ozdobione co kilka poziomów fontannami, rzeźbami oraz współczesnymi chaczkarami są imponujące. Budowla powstała w latach 80., jednak z braku środków po tragicznym trzęsieniu ziemi w 1988 r., nie została ukończona, a dźwigi wciąż skutecznie burzą estetykę Kaskad. Wewnątrz konstrukcji, jeśli wejdziecie do środka z lewej strony, czekają na nas ruchome schody, którymi za darmo między 8:00 a 20:00 można wygodnie wjechać na (prawie) samą górę. Po drodze na kilku poziomach znajdują się kolejne, bardzo ciekawe wystawy sztuki współczesnej.

Punkt widokowy

Zachody słońca w czerwcu zaczynały się około godz. 20:30, jednak żeby nie wspinać się na górę, zawsze staram się wjechać tuż przed zamknięciem ruchomych schodów. Latem podobno ciężko o czysty widok Araratu, jednak mnie góry lubią (podobnie było z Kazbekiem), więc cieszyłam się widokiem na świętą górę Ormian wielokrotnie. Lepszy widok od tego zapewnia (podobno) punkt widokowy przy pomniku Matki Armenii, położonym jeszcze wyżej, ale nigdy nie zebrałam dość sił, by się tam wgramolić.

Plac Republiki i Tańczące Fontanny

Tak, tak wiem, kolorowe, muzyczne fontanny są kiczowate, a jednak te w Erywaniu, może przez to, że jestem tu na wakacjach, nie wydały mi się takie złe. Od 21:00 przed budynkiem Galerii Narodowej oraz Muzeum Historii Armenii w jednym, gromadzą się tłumnie całe rodziny, młodzież oraz oczywiście turyści. Utwory muzyki klasycznej oraz szlagiery mniej lub bardziej współczesne w połączeniu z grą świateł dają naprawdę fajny pokaz i dostarczają rozrywki przez kolejne godziny (uwaga, nie ma pokazów we wtorki!). Co ciekawe od 2007 roku, kiedy atrakcja autorstwa inżyniera i naukowca Abraham Abrahamian, poddana została renowacji, jest sterowana komputerowo.

Sam Plac Republiki to kolejne dzieło architekta miasta, Aleksandra Tamanjana, który zaprojektował go w 1924 roku w ramach wielkiej przebudowy miasta. Zaokrąglony kształt placu przywodzi na myśl klasyczny ormiański dywanik, co dostrzec możecie jedynie patrząc na mapę, ponieważ natężenie ruchu wokół placu jest tak ogromne, że trudno dojrzeć sam plac. Budynki z różowego tufu wokół, które mają zaokrągloną fasadę, to siedziba poczty oraz hotel Marriot (który ma bezpłatne, niezrywające się WiFi), poza tym przy placu najdziecie również budynki rządowe (Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Administracji Terytorialnej Armenii oraz Ministerstwo Finansów). Przy placu siedzibę ma też wiele biur podróży, sprzedających wycieczki prosto z samochodu. Nie mówię nie, ale raczej wybrałbym się do normalnej agencji, których też w Erywaniu nie brakuje.

Opera i Jezioro Łabędzie

Spokojnie, nie idziemy na spektakl! No chyba, że chcecie. Budynek Opery w Erywaniu to jeden z bardziej rozpoznawalnych w mieście, w dodatku okolica została zagospodarowana jako genialne miejsce spotkań w licznych kawiarniach i restauracjach na powietrzu. Sam budynek Opery do najpiękniejszych nie należy, ale już usytuowane tuż obok Jezioro Łabędzie (poważnie!) jest już bardzo fajnym miejscem, dającym wytchnienie w tym głośnym mieście. Wspominanie już kawiarnie i restauracje to doskonałe miejsce na orzeźwiającą lemoniadę albo lekki obiad.

Muzeum Ludobójstwa Ormian i Cicernakaberd

Temat mało przyjemny, jednak uważam, że nie można odwiedzić Armenii i Erywania bez wizyty w tym miejscu i poznania tragicznej historii narodu ormiańskiego. Pomnik pomordowanych przez Turków w 1915 roku Ormian, Cicernakaberd, znajduje się nieco poza ścisłym centrum miasta, na wzgórzu o tej samej nazwie. Został wzniesiony 1967 roku przez władze radzieckie w odpowiedzi na potężne manifestacje z 1965 roku w związku z 50-leciem tej strasznej tragedii. Pomnik to właściwie trzy budowle: obelisk o wysokości 44 metrów, dwanaście pochylonych pylonów otaczających kręgiem wieczny ogień oraz ściana pamięci o długości stu metrów z nazwami miejscowości, z których pochodziły ofiary ludobójstwa. W 1995 roku na wzgórzu otwarto również Muzeum Ludobójstwa Ormian, które dokumentuje tragiczne losy narodu ormiańskiego przed 1915 rokiem i wiele dziesięcioleci później. Wstęp do Muzeum jest bezpłatny, najlepiej podjechać tam taksówką. Uczciwa cena przejazdu  w jedną stronę, korzystając z aplikacji Yandex to 400 AMD, zwykła taksówka nie więcej jak 600 AMD.

Co przerażające, są kraje, które do dziś z uwagi na polityczne rozgrywki nie uznają ludobójstwa Ormian. Należą do nich np. Stany Zjednoczone, które z uwagi na sojusze wojskowe z Turcją nie chcą przyznać, że to Turcy byli odpowiedzialni za wymordowanie milionów Ormian. Polska na szczęście należy do pierwszych krajów, które uznały tragedię z 1915 roku za ludobójstwo. Na wzgórzu Cicernakaberd znajdują się również aleje parkowe, przy których sadzone są przez międzynarodowe osobistości (prezydentów, księży itd.) drzewa upamiętniające ofiary zbrodni. Corocznie w dniu 24 kwietnia pomnik staje się miejscem uroczystości poświęconych pamięci ofiar ludobójstwa. Jeśli będziecie mieli okazję być w Erywaniu w tym czasie, nie zapomnijcie wziąć w nich udziału. U Kami możecie podejrzeć przejmujące obchody sprzed 2 lat.

Kino Moskwa i plac Aznavour’a

Jedno z pierwszych miejsc, do których trafiłam po przyjeździe do Erywania, w poszukiwaniu kantoru i czegoś na sensowne śniadanie. Plac przed Kinem Moskwa okazał się idealnym dla głodnej i spragnionej turystki. Na placu im. Charles Aznavour’a – francuskiego kompozytora ormiańskiego pochodzenia, tuż przed budynkiem kina stoi m.in. rzeźba przedstawiająca niedźwiedzia autorstwa Ary Alekyan’a, ormiańskiego artysty, który po trzęsieniu ziemi w 1988 roku zaczął tworzyć dzieła z żelaza, jako bardziej wytrzymałego tworzywa, przedstawiające jego ulubiony temat – zwierzęta. Na placu znajduje się też ogromna plansza i pionki do gry w szachy, narodowego sportu Ormian (kilka lat temu stał się obowiązkowym przedmiotem w szkole!). Na śniadanie możecie się wybrać do Martini Royal naprzeciwko fontanny Zodiak, którą zaprojektował Arsen Melikyan, a wykonali Ararat Hovsepyan i Vladimir Atanian. Jak nie trudno się domyślić, fontanna przedstawia wszystkie znaki zodiaku.

Błękitny Meczet

Tuż w bezpośrednim sąsiedztwie mojego hostelu mieści się wciśnięty między kamienice Błękitny Meczet, jedyny meczet w Erywaniu. W 1827 roku, kiedy Rosjanie przejęli Erywań, zbudowany w XVIII wieku Błękitny Meczet był jednym z ośmiu jaki ocalał, resztę wysadzono. W czasach ZSRR zamieniono go w muzeum miejskie, jednak funkcja religijna została przywrócona po uzyskaniu przez Armenię niepodległości. Meczet uznawany jest za symbol dobrosąsiedzkich stosunków między Iranem a Armenią (jedyne otwarte granice Armenia ma z Gruzją i Iranem). Dość skromny meczet wyróżniają błękitne i turkusowe mozaiki, które w słońcu robią naprawę imponujące wrażenie. Do meczetu może wejść każdy, pod warunkiem stosownego stroju i w godzinach otwarcia, tj. od 10:00 do 13:00 i od 15:00 do 18:00.

Gdzie spać w Erywaniu?

Szukając noclegu, kierowałam się lokalizacją, ceną oraz możliwością zakwaterowania w pokoju 1-osobowym, co do łazienki nie miałam szczególnych preferencji. Ponieważ mój plan zakładał jednodniowe wypady z Erywania, planowałam cały pobyt spędzić w jednym miejscu. Padło na bardzo przystępny cenowo Hostel Caucasus należący do MGA Hostels&Tours, gdzie za 5 nocy zapłaciłam 45 000 dramów (ok. 68 zł za noc) i miałam do dyspozycji pokój jednoosobowy (co prawda bez okna, ale z klimatyzacją), dwie wspólne w pełni wyposażone łazienki oraz aneks kuchenny. Dodatkowo w cenie było proste, acz pożywne śniadanie (od 9:00 do 10:00). Hostel oferuje również 2 pokoje 2-osobowe z oknem oraz dormitorium 4-osobowe. Co jednak najważniejsze, to że miejsce jest niezwykle przyjazne, właścicielka i cała ekipa super miła i pomocna, hostel czysty i fajnie położony, raptem 10 min spacerem od Placu Republiki. Za rogiem znajduje się spory supermarket czynny do 01:30 w nocy.

Erywań jako baza wypadowa

Erywań jest idealnie położony pod kątem jednodniowych wypadów w głąb kraju, ponieważ wszystkie warte odwiedzenia miejsca znajdują się w zasięgu całodniowej wycieczki. Osobiście skorzystałam z dwóch lokalnych biur:

  • Oświecona Armenia – wycieczka po głównych klasztorach w bliskim sąsiedztwie stolicy organizowana przez agencję Envoy. Wycieczka kosztuje 18 900 AMD (ok. 35€), co wydaje się sporą kwotą, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że w trakcie wycieczki w cenie jest pyszny, domowy obiad u lokalnej rodziny, a grupy są kameralne 8-12 osób, to tak kwota, przynajmniej wg mnie, jest zupełnie uczciwa. W dodatku Envoy ma super przewodniczki, które nie recytują podręcznika do historii, tylko ciekawie powiadają o danej i obecnej Armenii. W programie: Echmiadzin, Chor Wirap i Noravank oraz wizyta w winiarni Areni.
  • Esencja Armenii – to kolejna wycieczka Envoy’a, która skupia się na pozostałych, ważnych klasztorach w okolicach Erywania oraz naturalnym pięknie kraju. W programie Jezioro Sewan, klasztory: Sevanavank i Hayravank po dwóch stronach jeziora, cmentarz z chaczkarami Noratus, klasztor Geghard wyrzeźbiony częściowo w skale oraz świątynia Garni, która wygląda jak zwędzona z Akropolu. W cenie wycieczki (ponownie 18 900 AMD) domowy obiad u lokalnej rodziny oraz wstęp do świątyni Garni.
  • Na północny zachód od Erywania kryją się takie cudeńka jak nieco absurdalny pomnik ormiańskiego alfabetu, jezioro Kari położone na wysokości 3500 metrów nieopodal szczytu Aragac, ruiny zamku Amberd wraz z malowniczo położonym kościółkiem Św. Astvatsatsina oraz winiarnia ArmAs, którą charakteryzuje pełna automatyzacja produkowanego wina (w przeciwieństwie do Areni). Na taką wycieczkę wybrałam się z Hyur – największym biurem podróży w Armenii. Choć niedroga, 8000 AMD (niecałe 15€), wycieczka miała już zupełnie masowy charakter, przewodniczka mówiła w 3 językach jednocześnie (po angielsku, rosyjsku i ormiańsku), jednak było w sumie dość fajnie i dziewczyna starała się, abyśmy byli zadowoleni. Choć obiad był już dodatkowo płatny (nieobowiązkowo) i dość drogi (3200 AMD) jak na ormiańskie warunki.
  • Klasztor Tatew to jedna z wizytówek Armenii co czyni go jednocześnie obowiązkowym punktem do odwiedzenia. Niestety, jedyną pewną firmą organizującą tę wycieczkę w jeden dzień (do pokonania jest 180 km w jedną stronę po ormiańskich drogach) był ponownie Hyur. W ramach wycieczki, poza klasztorem Tatew, zatrzymaliśmy się w winiarni Areni oraz przy wodospadzie Szaki, oba punkty raczej po to, by rozprostować nogi niż żeby były warte zwiedzania. Wycieczka była długa a przewodnik bardzo słaby, nie dość, że niegrzeczny to jeszcze nudny jak flaki z olejem. Jednak była to jedyna opcja, więc trzeba było zacisnąć zęby. Cena jak na tak długi przejazd akceptowalna = 18 000 AMD (33€, bilet na kolejkę do Klasztoru Tatew w cenie), obiad w stacji kolejki na Tatew (nieobowiązkowy, ale alternatyw nie ma) kosztował najmniej 4200 AMD, co już jest pewnym zdzierstwem.

Mapka Erywania do zwiedzania

Przekonałam Cię do odwiedzenia Erywania? A już masz w planach wypad do stolicy Armenii? Mam nadzieję, koniecznie daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi, korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję!

Zapraszam Cię również na mój fan page na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia!

17 myśli na temat “Armenia: zakochaj się w Erywaniu! Mini-przewodnik

  1. Yerevan lubię 🙂 Niemniej to miasto potrafi zmęczyc jak żadne inne, zwłaszcza latem, przy którejs z rzędu wizycie. Ale ma w sobie ten magnes, który każe wracac tam od czasu do czasu 🙂 A w opisie miejsc zabrakło Matenadaran Museum i Muzeum Historii Armenii- bez tych miejsc, spotkanie z Yerevanem i Armenią jest niekompletne. Jako miejsce do spania polecam Center Hostel 🙂

  2. Hm… mi niestety Erywań nie spodobał się tak jak Tobie 🙁 Może dlatego, że byłam tam za krótko. Ale generalnie kocham Armenię za jej przyrodę, więc wybieram bardziej obrzeża niż miasta 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *