Skip to main content

Słowenia: Piran i wszystko po drodze nad morze

Maleńka Słowenia ma w swoim krajobrazie wszystko: malownicze niziny pokryte uprawami winorośli, ośnieżone szczyty Alp Julijskich, obłędne jeziora, wiele niesamowitych jaskiń oraz niewielkie, jednak niezwykle urokliwe, wybrzeże Morza Adriatyckiego. To właśnie na tym krótkim, nieco ponad 46-kilometrowym odcinku kryje się Piran, nadmorska perełka, o której wielu powie, że wygląda jak Chorwacja. A ja odpowiadam, że może to Chorwacja wygląda jak Piran? Niezależnie od tego, wakacje w Słowenii nie będą kompletne bez wypadu nad morze, a ten ze stolicy, Lublany, nie powinien zająć Wam więcej niż półtorej godziny jazdy samochodem. Z resztą, w Słowenii wszędzie jest blisko. A po drodze nad morze warto zajrzeć do koni lipicańskich a także skosztować lokalnych specjałów. To jak, jedziemy?

Gdy popatrzymy na mapę, nieco niesprawiedliwą wydaje się przynależność Triestu do Włoch, a nie Słowenii, co dało by jej znacznie większy dostęp do Morza Adriatyckiego. Jednak spór o Wolne Terytorium Triestu po II wojnie światowej wtedy jeszcze Jugosławia z Włochami przegrała, i w konsekwencji linia brzegowa Słowenii wynosi dziś niecałe 47 km. To i tak dwukrotnie więcej niż trafiło się po rozpadzie Jugosławii Bośni i Hercegowinie. Słoweńcy więc nie narzekają, nieco się może nad Włochami wyzłośliwiają, jakieś tam zadry pewnie jeszcze siedzą, jednak z aktualnymi granicami nikt nie dyskutuje.

Kraskie przysmaki

W drodze nad morze przejeżdżamy przez malowniczy słoweński Kras, region w dużej mierze pokryty skałami wapiennymi. To tu kryją się najpiękniejsze jaskinie Słowenii – Jaskinie Szkocjańskie, o których napiszę już niebawem, jak również smakołyki, które gdyby Kras właśnie nie smakowałyby tak dobrze. Przynajmniej tak twierdzą miejscowi.

Kiedy dojeżdżamy do niewielkiej wsi Lokev znowu zaczyna siąpić deszcz. Dziś pogoda od rana jest niezdecydowana, jednak na moje szczęście pada tylko gdy jesteśmy pod dachem. Szybko chowamy się w niewielkiej restauracji Muha, gdzie za chwilę czeka nas kulinarny odlot podczas degustacji tradycyjnych smaków Krasu. Na stoły pokryte klasycznymi obrusami w kratę wjeżdżają Kraški pršut – szynka długo dojrzewająca na słońcu i wietrze, czasami dodatkowo podwędzana, miejscowy ser owczy (Kraški ovčji sir), obłędna oliwa i oliwki oraz czerwone wino Teran (Kraški teran). Już od pierwszego kieliszka wiem, że to mój smak! Winogrona z odmiany teran rosną nie tylko w tym regionie, jednak to właśnie krasowe podłoże sprawia, że mają tak intensywny kolor i smak. Gdy posadzić je gdziekolwiek indziej, owoce będą smakowały zupełnie inaczej. Wino można dostać w większości marketów oraz na lotnisku, litrowa butelka kosztuje w zależności od rocznika miedzy 3,5 a 10€. Ależ to wszystko było dobre! Zupełnie nie chce się wychodzić, jednak przed nami kolejna atrakcja zanim dojedziemy nad morze.

Stadnina koni lipicańskich

Niecałe 5 km od Lokev znajduje się miejscowość Lipica, z której pochodzą słynne konie lipicańskie, znane ze spektakli Hiszpańskiej Szkoły Jazdy w Wiedniu. Stadnina w Lipicy została założona w 1580 roku, gdzie do dziś hoduje się te wspaniałe stworzenia. Co ciekawe, Lipicany rodzą się karogniade lub kare, i dopiero między 6. a 10. rokiem życia ich maść zmienia się na siwą. Zdarzają się jednak przypadki, że konie nie wybarwiają się, jednak wszystkie, które widzieliśmy w stadninie były siwe. Konie lipicańskie nie są bardzo duże, w kłębie miewają średnio ok. 155 cm, jednak, może dzięki umaszczeniu, sprawiają wrażenie wyniosłych, eleganckich. Mimo naszych usilnych starań, gdy tylko orientują się, że nie przywieźliśmy ze sobą ani jabłek ani marchwi, tracą nami zainteresowanie.

Słoweńskie wybrzeże – popołudnie w Piranie

Gdy tylko opuściliśmy stadninę w Lipicy deszcz rozpadał się już konkretnie a my już na autostradzie na wybrzeże… Podczas gdy ja jestem lekko przerażona wizją zwiedzania Piranu w deszczu, wjeżdżamy do tunelu. Na jego końcu jakby zupełnie inny świat! Piękne słońce a na horyzoncie lśniąca tafla Morza Adriatyckiego! Do pogody też trzeba mieć w życiu trochę szczęścia. Po zjechaniu z autostrady pierwszy przystanek to uroczy punkt widokowy, z którego rozpościera się piękna panorama Izoli, jednego z popularniejszych wśród turystów miast na wybrzeżu.

Mijamy Portorož, który przypomina mi francuskie Cannes, zatłoczone, mocno turystyczne z niezbyt atrakcyjną zabudową, która lata świetności ma zdecydowanie za sobą. Cieszę się, że nie jest to celem naszego dzisiejszego wypadu. I wreszcie jesteśmy! Na samym cypelku, najdalej wcinającym się w morze. Piran w dużej mierze jest strefą bez samochodów, nawet mieszkańcy poruszają się shuttle busami z parkingów zlokalizowanych przed wjazdem do miasta. My też poruszamy się już pieszo, mijając szumnie brzmiący terminal promowy, pełen małych żaglówek i nieco większych jachtów, docieramy do głównego placu Tartini (Tartinijev trg). Stąd można rozpocząć eksplorowanie miasta.

Zaczynamy z Ewą od mojej ulubionej perspektywy, czyli spojrzenia na miasto z góry. Choć większość turystów wybiera w tym celu wieżę kościoła Św. Jerzego, jednak ja dostrzegam ruiny murów miejskich, które wydają mi się lepszym pomysłem, mimo, że trzeba się do nich bardziej wdrapać. Jednak przed wysiłkiem trzeba się posilić, tuż przy placu Tartini, po jego prawej stronie stojąc tyłem do portu znajduje się świetna lodziarnia. Trzeba Słoweńcom przyznać, zapewne dzięki bliskiemu sąsiedztwu Włoch, choć nikt tu tego nie przyzna, że potrafią robić dobre lody. Odpowiednio zmotywowane kwadrans później jesteśmy już na murach (wstęp 2€), skąd rozpościera się moim zdaniem najlepsza panorama Piranu.

Następnie nieśpiesznie spacerujemy wąskimi i klimatycznymi uliczkami aż do samego cypla z niewielką latarnią morską. Wcześniej mijamy kościół Św. Jerzego, jednak jest tak upalnie, że żadna z nas nie ma ochoty na kolejną wspinaczkę na wieżę i punkt widokowy (wstęp 1€).  Większość zabudowy Piranu pochodzi z okresu, kiedy był on wenecką twierdzą na wybrzeżu Istrii. Wenecka architektura jest imponująca, a samo miasto uchodzi dziś za najlepiej zachowane na wybrzeżu adriatyckim.  Nazwa Piran wywodzi się od greckiego słowa ogień, ponieważ na cyplach takich jak ten, na którym leży Piran, palono ogniska, które wyznaczały drogę statkom. Na koniec długiego spaceru zasiadamy w jednej z nadmorskich kawiarni (Prešernovo nabrežje) i delektujemy się słońcem i szumem morza. Takie wakacje to ja rozumiem!

Informacje praktyczne

Na wycieczkę na wybrzeże z przystankami pośród słoweńskiego Krasu wybrałyśmy się z Roundabout Travel Slovenia, które zapewniło nam komfortowy transport z Lublany oraz opiekę świetnego przewodnika Sanjin’a, którego mogłyśmy wypytać o wszystko, co nas na temat Słowenii nurtowało podczas dotychczasowego zwiedzania. Wycieczka Karst & Coast Mystery obejmowała: Jaskinie Szkocjańskie, degustację słoweńskich przysmaków, wizytę w stadninie w Lipicy, Piran oraz w drodze powrotnej przystanek przy Zamku Predjama, co było o tyle fajnym doświadczeniem, że byliśmy tam dawno po zamknięciu i mogliśmy podziwiać zamek w spokoju (tylko z zewnątrz). Wycieczka kosztuje 53€, jednak wstęp do Jaskiń oraz degustacja są dodatkowo płatne (odpowiednio 16€ i 6€).

Oczywiście podobną trasę możecie zrobić własnym lub wynajętym samochodem, lub komunikacją miejską. Autobus z Lublany do Piranu w zależności od trasy jedzie od 1,5 do ponad 2,5 godziny. Bilet w jedną stronę kosztuje 11,10€, w obie strony kupiony z góry: 17,76€. Z Lublany do Jaskiń Szkocjańskich można dostać się pociągiem, należy dojechać do miejscowości Divača (ok. 1,5 godziny, cena od 7,70€ w jedną stronę), a następnie czeka Was 35-minutowy spacer ze stacji prosto do Jaskiń.

I jak Ci się podobało? Przekonałam Cie do odwiedzenia Piranu? Co zrobiło na Tobie największe wrażenie? Koniecznie daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję!

Zapraszam Cię również na mój fan page na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia!

10 myśli na temat “Słowenia: Piran i wszystko po drodze nad morze

  1. Jeszcze kilka lat temu nie zwróciłabym na Słowenię większej uwagi… ale to chyba z niewiedzy 😉 bo od pewnego czasu zaczynam chorować coraz bardziej! Super wpis i czekam na Jaskinie Szkocjańskie <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *