Skip to main content

Tajlandia – Bangkok po raz pierwszy

Do Bangkoku lecimy Bangkok Airways, samolotem, który.. no cóż lata świetności to miał zdecydowanie za sobą. Mały, ciasny ATR jakoś nie napawał mnie zaufaniem, więc postanowiłam lot przespać. Lądujemy na znajomym już nam lotnisku Suvarnabhumi i po około 20 minutowym oczekiwaniu na autokar – wieczne korki w Bangkoku – zmierzamy do Hotelu Hilton, położonego tuż nad rzeką Chao Praya w dzielnicy Klongsan. Rzadko kiedy, jeśli w ogóle, można poczuć się w hotelu jak w domu. Cóż w Hiltonie w Bangkoku muszę przyznać, że poczułam się jak u siebie. To dziwne uczucie, ale kiedy masz wszystko pod ręką, zupełnie jak w domu, od razu czujesz się swobodniej. I ten widok – panorama Bangkoku z 23 piętra – po prostu boska. Czytaj więcej

Kambodża – Siem Reap i Angkor Wat

12 października wyruszyliśmy z Wietnamu do Kambodży, samolotem wątpliwej jakości i na pewno dość wiekowym pokonaliśmy niewielką na szczęście odległość z Sajgonu do Siem Reap. Już na lotnisku poczuliśmy, że jesteśmy w zupełnie innym kraju: skromne, niewielkie lotnisko w absolutnie azjatyckim stylu: posągi Buddy na każdym kroku, brak rękawa, schodków, schuttle busów do terminali itd. Bosko! Jesteśmy wreszcie w dziczy! Po dość sprawnie przeprowadzonych formalnościach wizowo – paszportowych nadszedł czas na pierwszy kontakt z Polską! Do tej pory co najwyżej można było mailować, bo na terenie Wietnamu nie działały polskie komórki. Pierwsze, zatem co każdy zrobił, to obdzwonił rodzinę i znajomych.
Czytaj więcej

Wietnam: Hanoi – Zatoka Ha Long – Ho Chi Ming

Naszą wyprawę do Azji Południowo-Wschodniej rozpoczęliśmy oczywiście od lotniska w Warszawie. Nie przestanie mnie zadziwiać, po co wybudowano II terminal skoro i tak większość odlotów odbywa się ze starej „jedynki”. Ale to mało ważne. Grupa stawiła się w komplecie, dosyć punktualnie, tak, że zgodnie z planem wyruszyliśmy do Hanoi via Frankfurt i Bangkok. Lot do Frankfurtu minął błyskawicznie, potem 5 godzin oczekiwania na lot do Bangkoku. Na podróż zabrałam książki, krzyżówki oraz wszelkie inne rozrywki, bez których jak sądziłam, nie przeżyję ponad 9 godzinnego lotu. Otóż błąd – po kolacji zasnęłam jak dziecko i obudziłam się ‘rano’, tuż przed śniadaniem. Godzinę później siedzieliśmy już w Bangkoku. Już tutaj odstawiłam klasyczną europejska kuchnię przestawiając się na tajskie przysmaki. Tom Yum Kung, czyli tajska ostra zupa krewetkowa za pierwszym razem wypaliła mi wnętrzności. Ostatniego dnia wyjazdu popijałam ją jak kompot. Do Hanoi dolecieliśmy wieczorem, 7 października. Odprawa wizowo – paszportowa poszła nad wyraz szybko i w ciągu 2 godzin od wylądowania byliśmy już w hotelu. InterContinental Hanoi Westlake to kwintesencja międzynarodowego luksusu i lokalnej architektury. Absolutnie obłędny hotel położony na jeziorze Tay Ho.

Czytaj więcej

Chorwacja: Split, Hvar i Dubrownik

Do Splitu przybyłyśmy oczywiście z godzinnym opóźnieniem – wiadomo – tanie linie, jednak komitet powitalny w postaci 3 przystojnych Chorwatów zdecydowanie wynagrodził nam początkowe trudy podróży. Zostałyśmy przewiezione do portu w Splicie, skąd odpływał prom na Hvar. Do promu pozostało jakieś 40 minut, więc zostawiając bagaże w porcie udałyśmy się na szybkie zwiedzanie. Split od razu mi się spodobał, choć 40 minut to zdecydowanie za mało czasu, by zobaczyć tak naprawdę cokolwiek. Ale wrócimy tu kilka dni później. Tak więc o 12.00 załadowałyśmy się na prom i udałyśmy ku przeznaczonej nam wyspie Hvar. W tym miejscu należy nadmienić, że destrukcji totalnej uległa moja nowo zakupiona walizka, druga już w tym sezonie.
Rejs na Hvar trwał około godziny, dało mi się we znaki zmęczenie spowodowane pobudką o 4 rano i wysoką temperaturą, także większość czasu przespałam. Po dopłynięciu na wyspę nasze bagaże samochodem pojechały do hotelu, a my spacerkiem udałyśmy się promenadą do Hotelu Adriana. Pierwsze wrażenie było naprawdę piorunujące:) Brukowane uliczki, małe kamieniczki, kilkadziesiąt restauracji i barów, piękne słońce, luksusowe jachty – jednym słowem wow.

Węgry: Budapeszt – wizyta przy okazji RedBull Air Show

Do Budapesztu pojechałam na pokazy lotnicze Red Bull Air Show, które, co tu dużo mówić wielką atrakcją nie były. Ale po kolei. Do Budapesztu lecieliśmy Malevem, w businessie, co było tym bardziej zabawne, że lot trwał 50 minut. Trzeba jednak przyznać, że wygoda jest nieporównywalna z ekonomikiem, szczególnie dla osoby o moim wzroście, czyli ponad 1.80 cm. Błyskawicznie więc znaleźliśmy się w Budapeszcie, który cóż, serca mojego może nie podbił, ale uważam go za sympatyczne miasto. Szczególnie podobał mi się budynek Parlamentu, ale to dlatego że gotyckie klimaty zawsze były mi bliskie. Mieszkaliśmy tuż nad Dunajem, w hotelu Ramada Plaza Budapest, który był naprawdę fantastyczny.  Czytaj więcej