Skip to main content

Włochy: Rzym – krótka wycieczka po Wiecznym Mieście

Startujemy punktualnie, 11.50 jesteśmy już w powietrzu. 13.40, a więc 40 minut przed czasem lądujemy na Porcie Lotniczym Leonarda Da Vinci – Fiumicino. To jak na standardy tanich przewoźników, tj. Norwegian niebywałe. Odprawa i odnalezienie bagaży idzie bardzo szybko i sprawnie. Przed wyjściem czeka na nas kierowca od znajomego z Rzymu, Emilio Lopardo, który ma nas zawieźć do hotelu. Nie bardzo mówi po angielsku więc rozmowa się nie klei, my z nosem przy szybie podziwiamy wszystko na około:) Kierowca robi nam też krótką wycieczkę przejeżdżając koło największych atrakcji. Pierwszy raz widzimy Koloseum – „Wow, myślałam, że będzie większe…” Docieramy do hotelu, który mieści się w starej kamienicy, na 5 piętrze. Wita nas bardzo miły starszy pan i jego pies, wyleniały kundelek Jimmi, który bardzo lubi nowych gości.

Pierwsza eksploracja Rzymu

Wybywamy na pierwszy spacer, jako że najbliżej wg mapy jest Piazza di Spagna i Schody Hiszpańskie, tam też się kierujemy. Via Sicilia, Via Veneto, Via Liguria, Via F. Crispi, Via Sistino do szczytu Schodów Hiszpańskich. W dół miedzy tłumem do Piazza di Spagna. Następnie Via del Babuino do Piazza del Popolo.Dwa bliźniacze kościoły Santa Maria Miracoli i Santa Maria dei Montesanto. Tu zaczyna się też jedna z najsłynniejszych handlowych ulic Rzymu – Via del Corso, na którą później będziemy jeszcze wielokrotnie wracać. W między czasie zaczyna lekko kropić a na ulicach od razu pojawiają się sprzedawcy z parasolami. Ale jesteśmy twardzi, chodzimy arkadami i galeriami, między innymi Galerią Alberto Sordi – piękne stare wnętrza przerobione tylko nieznacznie na galerię handlową. Via del Tritone zmierzamy do Fontanny Di Trevi – w deszczu również wygląda imponująco, tu również będziemy często wracać 🙂 Następnie do Piazza Barberini (fontanna z obeliskiem), Piazza della Republica – kolejne ulubione miejsce, pół okrągłe arkady (a’la Plac Konstytucji). Następnie idziemy do Piazza dei Cinquecento i Dworca Kolejowego Termini. Coraz mocniej już pada, ale nadal jesteśmy twardzi. Po drodze znajdujemy Tabbacchi, gdzie kupujemy bilety tygodniowe na komunikację miejską. Będąc pod Termini leje już nie na żarty, więc wsiadamy do autobusu nr 92 i wracamy do hotelu. Szukamy w okolicy hotelu jakiejś restauracji, trafiamy do baru – pizzerii – pierwsza pizza z pomidorami, oliwkami i anchovies – pyszności.

Zwiedzanie najpopularniejszych atrakcji

Przed 9.00 wyruszamy w kierunku Porta Pia, skrzyżowania blisko hotelu, skąd odchodziły liczne autobusy. Co śmieszne na przystankach nie ma rozkładu jazdy, chyba, że na nocne linie, natomiast jest oczywiście numer, trasa oraz okres kursowania. Brak jest również ławek, pewnie dlatego, że autobusy kursują naprawdę często co 5-7 min. Dziś mamy w planach Rzym antyczny jedziemy więc autobusem nr 60 do Koloseum. Jedziemy ok. 15 min, po koszmarnej kostce brukowej. Docieramy na miejsce i wysiadamy pod samym Koloseum. Jeszcze nie robi na nas tego wrażenia, co od środka. Zaraz obok Łuk Konstantyna, jeden z niewielu ogrodzonych, pod który nie można wejść. Kolejka nie jest wielka najwyżej 20 osób, ale jako, że nie do końca połapałam się w tabliczkach w poszukiwaniu kasy obchodzimy całą budowle. Pokryta jest licznymi dziurami, jak się później doczytaliśmy, zrobionymi hakami, którymi rozkradano kamienie z Koloseum, gdy potrzebne były do innych budowli. Stajemy w końcu w kolejce, bo pierwsza kolejka jest to prześwietlania turystów, zupełnie jak na lotnisku. Następnie kolejka po bilety, ale również sprawnie idzie. Lżejsi o 22 EUR wchodzimy do środka Koloseum. No, teraz to robi wrażenie, rozległa, wielokondygnacyjna budowla, chciało by się wszystko zobaczyć od razu. Obchodzimy najpierw parter, ale dopiero z poziomu pierwszej kondygnacji można podziwiać ogrom tego kolosa. Podziemne korytarze, w których trzymano w klatkach zwierzęta do walk, fragment areny, odbudowanej tylko miej więcej do ¼ , fajne łuki i zapadnięte sektory dla widzów. Bilet wstępu obowiązuje również do Mostry – galerii na terenie Koloseum. Akurat jest tam wystawa pod hasłem Eros. Po jej obejrzeniu postanawiamy opuścić Koloseum. Nieco zmęczeni zwiedzaniem idziemy do kafejki vis a vis Koloseum na Cappucino grande oczywiście. Następnie udajemy się w kierunku Palatynu, ale nie wchodzimy na samą górę. Bardziej interesuje nas Forum Romanum, które jest po prostu obłędne. Wygląda trochę jak duży plac zabaw z porozrzucanymi zabawkami. U wejścia piękny Łuk Tytusa, następnie niesamowicie wielka Bazylika Maksencjusza i Konstantyna, a raczej pozostałości po niej – gigantyczne łuki i sklepienia kasetonowe. Potem kolejno Świątynia Romulusa, oraz Świątynia Antonia i Faustyny. Następnie wyjście Łukiem Semtymiusza Sewera, obok Kolumny Fokasa i Świątyni Saturna. Stamtąd przechodzimy na Piazza Venezia pod Pomnik Wiktora Emanuela – gigantyczny pomnik – budowla, u szczytu ma dwa piękne rydwany, u dołu piękną fontannę.
Z Piazza Venezia udajemy się w stronę Panteonu. Wąskimi uliczkami, zachodzimy Panteon od tyłu. Już jego bok powala swoją masą, ale dopiero gdy wchodzimy na plac przed Świątynią dopiero robi ogromne wrażenie. Ze szczęką do pasa wchodzimy do środka, jest ok. 13.00 i światło z okulusa w kopule Panteonu pada akurat na wejście. Zaprojektowany tak by promień światła oświetlał poszczególne ściany Panteonu, niegdyś posągi bóstw, teraz ołtarze chrześcijańskie. Ogrom tego miejsca i jego masa są przytłaczające. Z zewnątrz świątynia ledwo mieści się w kadrze. Na wprost Panteonu, Piazza Della Rotonda z śliczną fontanna i obeliskiem.
Kolejny przystanek to Piazza Navona z trzema fontannami, w tym Fontanną Czterech Rzek z egipskim obeliskiem projektu Berniniego. Mniejsza fontanna, w zachodniej części placu to Fontanna del Moro z główną postacią – bogiem morza. Liczne kafejki i restauracje, oraz malarze i rysownicy – wszystko to sprawia, że przypomina to nieco nasza Starówkę. Wzdłuż placu rozpościera się także Sant’ Agnese in Agone – świątynia, której autorem pięknej wklęsłej fasady jest oczywiście Bernini. Następnie przeszliśmy nad Tyber, aby udać się na spacer wzdłuż rzeki na północ miasta. Po drodze piękna budowla – Palazzo di Giustiza. Do dziś nie wiemy co to. Zeszliśmy na dół nad samą rzekę, ale smród obszczanych schodów (tak to niestety trzeba brzydko ująć) jest nie do zniesienia. Wdrapujmy się na górę i postanawiamy wrócić do hotelu i trochę odpocząć. Idąc Via Tomacielli napotykamy na sklep Ferrari, gdzie oczywiście musimy wejść. Autobus jakoś nie bardzo chciał przyjechać w te rejony, więc piechotą przez Piazza do Spagna i Schody Hiszpańskie, następnie wzdłuż Via del Corso i Willi Borgese idziemy do domu. Spać się nie da z uwagi na hałas klaksonu i młota pneumatycznego pod oknami, więc postanawiamy udać się do jakiegoś marketu po napoje pieczywo. Chłopak z hotelu łamaną angielszczyzną udziela nam trzech wskazówek, przez co mniej więcej godzinę szukamy marketu, który jest tuż za rogiem. Poczyniliśmy stosowne zakupy, w tym lokalne piwo i udajemy się do hotelu, mijając po drodze jeszcze 4 supermarkety. Wieczorem upatrzyliśmy sobie super miejsce na kolację za grosze, na pierwszy ogień lasagne, do tego deser i dzbanek domowego, pysznego wina. Mniam! Wieczorem, po kolacji postanawiamy jeszcze pojechać do Fontanny Di Trevi, wokół której nawet wieczorem są tu tłumy.

Czy Usta prawdy mówią prawdę?

Kolejnego dnia przed 7.00 jesteśmy skutecznie wzbudzeni przez jakieś oszalałe dźwięki alarmu czy innej syreny, więc dzień zaczyna nam się wcześnie. Po śniadaniu jedziemy autobusem do Termini, by tam zwiedzić trochę stacje, rozejrzeć się jak dojechać na lotnisko ostatniego dnia, a następnie udać się do metra. Poza tym jest to najszybsza droga by udać się do, zupełnie nie potrzebnie uważam osławionej, Piramidy. W metrze czujemy się jak szczury w kanałach, wąskie, ciemne i cuchnące trochę, pociąg stary, pomazany i odrapany – masakra. Na szczęście tylko 4 stacje. Wysiadamy przy Piazza Ostinse i idziemy pod Piramidę. Naprawdę – nic specjalnego, można sobie spokojnie darować. Potem wzdłuż parku Via Aventino do Circo Massimo – dziś to zwykłe pole z trawą, niegdyś dumna i okazała budowla. Przyjemny spacer pozwala nam obejrzeć Palatyn z drugiej strony. Idąc wzdłuż Circo Massimo dochodzimy do Santa Maria in Cosmedin, gdzie znajdują się słynne Usta Prawdy. Odstajemy swoje, bym mogła sobie zrobić zdjęcie z ręką włożoną w słynne usta, następnie mijamy Fontannę dei Tritoni znajdująca się na wprost Kościoła Cosmedin, oraz Świątynie na Forum Boarium – Herkulesa i Portulusa. Dalej idziemy wzdłuż Tybru w stronę Isola Tiberina – wyspy w kształcie statku, gdzie niegdyś przebywali chorzy na zarazę, dziś jest tu Kościół, kilka kafejek oraz szpital. Kolejny cel naszej wędrówki do Campo de Fiori – uroczy targ, gdzie można kupić świeże warzywa, owoce, przyprawy ale również pamiątki, ubrania i biżuterię. Chwilę wcześniej zatrzymujemy się w uroczej kafejce na cappuccino. Na Campo de Fiori kupujemy pięknie pachnące włoskie przyprawy i ruszamy dalej, w stronę Kapitolu. Dochodząc do Piazza Venezia siadamy na wprost Pomnika Wiktora Emanuela w cieniu i odpoczywamy. Następnie Kapitol i Piazza del Campidoglio, projektu Michała Anioła. Z bocznych uliczek widać jeszcze wspaniałe Forum Romanum, więc jeszcze na chwilę rzucamy na nie okiem. Następnie idąc Via dei Fori Imperiali skręcamy w Via Covour, ponieważ mamy odwiedzić naszego znajomego Emilio. Mamy do przejścia jakieś 200 numerów budynków, a buty wtapiają się w asfalt, więc łapiemy busa, po drodze zahaczamy o Santa Maria Maggiore, ale ze zmęczenia dość pobieżnie. Trafiamy do Emilia i GTS Roma bez problemu. Wizyta krótka, bo on w pracy a ja na wakacjach jakby nie było 🙂 Wracamy do hotelu na sjestę – styl życia Włochów bardzo nam przypadł do gustu:-) Po południu postanawiamy przejechać się odkrytym autobusem, którym można zwiedzić miasto. Dojeżdżamy do Termini, ale okazuje się, że autobus jest kapkę drogi i niestety nasz bilet tygodniowy go nie obejmuje. Rezygnujemy zatem z pomysłu i metrem, tym razem linią A udajemy się do Piazza di Spagna. Linia A jest nieco nowsza jeśli chodzi o pociągi, reszta niestety bez zmian. Z metra na Piazza di Spagna wychodzi się w wąską alejkę, miedzy kamieniczkami. Przypomina to podróż w czasie. Kolejne do testowania były kasztany pieczone. Zdecydowanie paskudne, gołębie natomiast nie narzekały. Następnie ulubiona Via Corso do Fontanny Di Trevi ponownie, skąd autobusem do restauracji koło hotelu. Dziś czas na pizzę, taką prawdziwą włoską. Taka też była pyszna i ogromna. Do tego oczywiście vino de la casa. Po kolacji, gdy już się zrobiło ciemno jedziemy pod Koloseum. Nasze aparaty nie koniecznie chcą robić od razu super zdjęcia, ale używając latarni jako statywu jakoś daliśmy radę.

Zwiedzanie Watykanu

Przedostatniego dnia budzimy się znowu wcześnie, tym razem z własnej woli i jak się okazuje dobrze, bo już o 8.00 rano jesteśmy na Placu Świętego Piotra. Na szczęście o tej porze nie ma jeszcze tłumów. Poddając się kontroli i prześwietleniu, wchodzimy do Bazyliki Świętego Piotra. Jest ogromna i naprawdę fantastyczna! Nad wejściem pięknie wpada światło dając trzy idealne smugi. Okrążamy całą bazylikę fotografując najpiękniejsze detale. Czas na Kopułę. Za 7 EUR kupujemy bilet wstępu, i możemy pojechać cześć trasy windą a pozostałe 322 schody trzeba pokonać pieszo. Jak się okazuje dla kogoś, kto ma klaustrofobię może być to stresujące wejście, ponieważ w wielu miejscach albo wchodzi się cały czas do góry w kółko albo bardzo wąskim korytarzem i to pod kątem kilkunastu stopni. Masakra. Zlana zimnym potem wdrapuję się na górę. Warto było, bo widok jest rewelacyjny. Plac Świętego Piotra wygląda rewelacyjnie, mimo ostrego porannego słońca. Ogrody Watykańskie i Fontanna Orła ustrzelone aparatem, jak się okazuje dobrze, bo można tam wejść wchodząc do Muzeów Watykańskich, do których kolejka była ponad kilometrowa. Niestety przy okazji nie zobaczyliśmy Kaplicy Sykstyńskiej. Woleliśmy poświęcić najbliższe 4h na zwiedzanie innych miejsc, niż stanie w kolejce.
Spod Muzeów Watykańskich autobusem 990 jedziemy w stronę Piazza Cavour, do Zamku Anioła. Bardzo fajnie wygląda cała budowla, okrągły kształt jest bardzo oryginalny. Do środka na taras widokowy jednak nie wchodzimy, bo nogi odmawiają nam posłuszeństwa. Idziemy do Piazza Cavour, skąd autobusem podjeżdżamy w okolice Via Tomacielli, gdzie znajduje się wcześniej wspomniany sklep Ferrari, tym razem zostaje porządnie sfotografowany jak również zakupujemy najdroższa smycz świata – za całe 10EUR oryginalna smycz z hologramem. Bajer. Następnie idziemy już wolnym spacerkiem do Piazza Di Spagna, by stamtąd metrem pojechać do Piazza della Republica, do MacDonalds’a na wczesny lunch. Żeby nie było próbujemy też lokalnego macdonaldowego specjału – Panzerotti – pierożków z serem mozzarella i pomidorami. Pyszności.
Po południu gdy już odzyskaliśmy władze w nogach po porannych wędrówkach postanowiliśmy iść już na taki zupełnie luźny spacer, gdzie nas nogi poniosą oraz kupić trochę souvenirów, jak się okazuje słusznie, bo na lotnisku jest ich nie wiele i 3 razy droższe. Jedziemy oczywiście do Fontanny Di Trevi, gdzie w okolicy poczyniliśmy pamiątkowe zakupy. Kubek Ferrari jeszcze się też załapał, popielniczki, fartuszki, breloczki, kieliszki. Lubimy takie pierdoły, poza tym rodzinę trzeba trochę obdarować:-) Następnie cappuccino w małej kafejce i dalszy spacer. Ostatnie spojrzenie na Fontannę, naszą ulubioną, skoro już tu jesteśmy to idziemy do Panteonu. Jest już po 16.00 wiec promień światła z okulusa oświetla już kasetony, ale i pięknie rozświetla całą świątynię. Siadamy przy Fontannie i Obelisku Macuteo. Kontemplujemy ogrom i piękno Panteonu, a następnie idziemy na Piazza Navona, który w popołudniowym słońcu wygląda wprost magicznie. Siadamy przy Fontannie i słuchamy gitarowych coverów w wykonaniu ulicznego muzyka. Jest pięknie i zupełnie nie chce się stąd ruszać, ale trzeba. Po drodze do autobusów odkrywamy wspaniały sklep z kamieniami półszlachetnymi. Kupuje tam najtańszą rzecz – kotka z czerwonego jaspisu (wg mnie przynajmniej). Sklep nazywa się Marmi Line Gifta i mogłabym tam zamieszkać. Podczas, gdy przekopywałam półmiski z kamieniami, na ekranie telewizorów można było obejrzeć cały proces produkcji o obróbki kamieni. Jedziemy na Termini, by sprawdzić, o której dokładnie mamy pociąg itd. Jak się później okaże ta nadmierna ostrożność w sprawdzaniu okazuje się zbędna, bo cały ten dojazd jest dziecinnie prosty. Jedziemy do hotelu zostawić pakunki i na ostatnią kolację do naszej knajpy. Postanawiamy zaszaleć, ale przynajmniej w moim wypadku szaleństwo kończy się w połowie Penne z grzybami:-) Wieczorem ponadto odkrywamy, że w pokoju do którego nas przeniesiono tego dnia jest jednak mini łazienka – w szafie!
Żegnamy się z naprawdę miłym hotelikiem, idziemy na ulubioną Porta Pia i 90 jedziemy na Termini. Tam kupujemy bilet na express Leonardo Da Vinci na lotnisko. Jak się okazuje, bilet obowiązuje przez następne 3 miesiące i nie ma na nim godziny. Kasuje się go w zewnętrznym kasowniku na peronie i od tego czasu obowiązuje na najbliższy pociąg. O 11.06 kasujemy bilety i wsiadamy do pociągu – przedziały niczym polski IC, z klimatyzacją. Całkiem spory tłok. 11.22 ruszamy. Jedziemy tą częścią Rzymu, którą poznaliśmy najmniej, nie wiele się różni od terenów kolejowych w okolicach Dworca Zachodniego. Poza palmami oczywiście. Na lotnisko dojeżdżamy w ciągu 30 minut i stacja jest już de facto na lotnisku. Bez większych problemów docieramy do domu, mimo drobnego opóźnienia. Miniony tydzień był naprawdę uroczy.

Za czym zatęsknię?

  • Brakowało mi będzie najbardziej:
  • Pysznego jedzenia i vina de la casa 🙂
  • Panteonu i Fontanny Di Trevi
  • Małych i przytulnych kafejek
  • Często kursujących autobusów i braku korków
  • Dworca Termini i placu Piazza della Republica
  • Ciepła i niezwykle przyjaznej atmosfery
  • Języka włoskiego (byle nie w nadmiarze)

A za czym wcale nie zatęsknię?

  • Skuterów i szalonego ruchu ulicznego
  • Imigrantów sprzedających parasolki, roleksy, biżuterię i wszystko co się tylko da
  • Sporego hałasu i trąbienia skuterów
  • Metra
I jak Ci się podoba Rzym? Wybierasz się niebawem do Włoch? Masz pytania, na które nie ma odpowiedzi w tekście? Koniecznie daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi milo, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję!
Zapraszam Cie również na mój fan page na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.