Skip to main content

Hiszpania: boska Andaluzja

W piątek, 05.06 wyruszamy do Málagi superszybkim pociągiem AVE z mojego ukochanego Dworca Atocha. Pierwszy raz mam okazję podróżować słynnymi szybkimi kolejami (no może z wyjątkiem pociągu na trasie Rzym – Fiumicino), o których w Polsce myślę możemy jeszcze długo marzyć. Odprawa w terminalu przypomina nieco odprawę na lotnisku – każdy bagaż musi zostać prześwietlony i dalej, czyli do ‘poczekalni’, o peronach nie wspominając, nikt, kto nie ma biletu nie wejdzie. Na każdy peron przygotowane są gate’y (jak na lotnisku), przy których sprawdzane są bilety. Dopiero wtedy możemy dostać się na peron.Do dziś nie udało mi się dowiedzieć, czy wagon, którym jechałyśmy z koleżanką był zwykłej klasy czy biznes, w każdym bądź razie jakiej by nie była, w tak komfortowych warunkach nie podróżowałam nawet w klasie biznes w samolocie. Bardzo szerokie fotele, bardzo dużo miejsca na nogi (co przy moim wzroście jest nieocenione) i niesamowita wręcz obsługa. Zanim jeszcze odjechaliśmy zimny napój, a po wyruszeniu z Madrytu: lunch, film, muzyczka, napoje – wszystko w cenie biletu (ok. 107€). I tak w ciągu niespełna dwie i pół godziny znalazłyśmy się w Máladze (Estaciõn Maria Zembrano).

Andaluzja – Málaga

Málaga to niewielkie, urokliwe miasteczko, którego architektura zgrabnie łączy ze sobą elementy hiszpańskie i arabskie. Zaczynamy od obiadu, bo i o tej porze przybywamy do miasta. Jedziemy nad morze i w jednej z małych knajpek, pośród klasycznej zabudowy a’la wioska rybacka serwują nam ryby i owoce morza prosto z rusztu. Przed restauracją bowiem pod drewnianym daszkiem siedzi sobie pan, który na palenisku zrobionym z małej starej łódki przyrządza dla nas ryby i inne smakołyki.
Nie jestem pewna, czy tylko tam można taki obrazek zobaczyć, niemniej jednak ja spotkałam się z tym pierwszy raz, choć to moja 5 wizyta w Hiszpanii. Atrakcyjność Málagi polega raczej na jej małomiasteczkowym uroku niż na oszałamiających zabytkach. To, na co warto zwrócić uwagę, to arena do walki z bykami widziana ze wzgórza Gibralfaro, Muzeum Picassa urodzonego w Máladze, ogromną, jakby wciśniętą w ciasne uliczki Katedrę i oczywiście śliczną starówkę.

Andaluzja – Benalmádena

Późnym popołudniem udajemy się z Málagi do naszego hotelu, położonego 22 km od stolicy prowincji, w miejscowości Benalmádena. Po drodze ukazują nam się dość smutne krajobrazy, przedstawiające boom turystyczno – budowlany z lat 50 – 80 w postaci szkaradnych hotelowych blokowisk. Nasz hotel, Torre que Brada (Złamana wieża) oczywiście nie odstępuje od reszty, dwa ogromne budynki 5* hotelu straszą tuż nad brzegiem morza. Zaznaczyć warto, że hotel ten mógłby pochwalić się co najwyżej 3* lub naciąganymi 4*, bowiem od lat jego powstania niewiele w wystroju i funkcjonalności się zmieniło. Jedyny plus – sezon się jeszcze nie zaczął, więc w hotelu jest może 50 na możliwych 1000 gości.

Andaluzja – Mijas

Wieczorem jedziemy na kolację do Mijas, pięknej małej miejscowości, położonej w górach. Tu udajemy się do winiarni (Wine Museum of Mijas), gdzie najpierw będziemy degustować lokalne trunki a następnie zjemy kolację. Niesamowita atmosfera tego miejsca jak i całego miasteczka sprawia, że zostajemy tam niemal do rana.

Warto wspomnieć, że na post tourze, czyli na tej części wyjazdu w Máladze jesteśmy z Anią jedynymi osobami z Polski, a w naszej grupie znaleźli się m.in. Litwini, Czesi i przeuroczy Chorwaci, z którymi z uwagi na dość podobne usposobienie szybko łapiemy kontakt. Później również jeden z nich uratuje mi tyłek w Rondzie, bowiem wykazałam się ignorancją totalną.

Andaluzja – Ronda

Następnego dnia bowiem wyjeżdżamy do Rondy – miejsca, gdzie mieści się jedna z najstarszych aren do walki z bykami, niezwykłe akwedukty i która położona jest dość wysoko w górach. Ignorancja moja polegała na kompletnym pominięciu przy kompletowaniu na ten dzień ubioru mojej wiedzy o położeniu Rondy, jak również zawierzeniu Trinny, naszej pilotce, że będzie ciepło.
Otóż ciepło nie było już w busiku a ja – jestem do cholery w czerwcu w Hiszpanii – ubrałam się w rybaczki i bluzkę na ramiączka. Szczękając zębami z każdym metrem w górę było coraz chłodniej, do tego padał deszcz. Bowiem – blondynka dawno nie była w górach i zapomniała jak to bywa z pogoda a raczej jej zmiennością. Ronda zatem przywitała nas siąpiącym deszczem, co po 2 godzinach jazdy z lodowatym busiku nie napawało nikogo optymizmem. Nasz znajomy Chorwat jednak – nie wiem opatrzność mi go zesłała – wziął ze sobą 2 kurtki i jedną był łaskaw mi oddać, za co myślałam, że go wycałuje 🙂

Spodobał Ci się wpis? Masz uwagi lub komentarze? Podyskutuj, polub, dodaj +1. Dziękuję!

3 myśli na temat “Hiszpania: boska Andaluzja

  1. Serdecznie witam, na wycieczce objazdowej po Andaluzji byłam w lutym 2016r,dziś z przyjemnością czytam Pani opisy podróży po tamtych stronach, dzięki nim wróciły piękne wspomnienia. Mama nadzieję, że pozostałe opisane przez Panią podróże będą dla mnie inspiracją do planowania kolejnych eskapad. W ubiegłym tygodniu byłam w barze El Caribe w Warszawie – przy drinku Mohito potarłam trawą o krawędź według pani wskazania, to działa! Podobnie, jak to miało miejsce na tarasie Ambos Mundos w listopadzie 2015r, serdecznie pomyślałam o Pani. Pozdrawiam Maria

    1. Pani Mario, dla takich własnie komentarzy warto pisać bloga podróżniczego! Naprawdę! Bardzo mi miło i mam nadzieję, że znajdzie tu Pani więcej inspiracji do kolejnych podróży! Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.