Skip to main content

Grecja: Korfu – powrót po latach

Wizyta na Korfu to był niejako powrót do przeszłości. Pierwszy raz pojechałam tam 10 lat temu i to właśnie na Korfu zdecydowałam o swojej przyszłości, którą chciałam związać z podróżami. Co prawda wtedy szczytem marzeń była posada rezydenta, który, jak sądziłam, przez 6 m-cy w roku siedzi na wyspie, zajada przysmaki i generalnie świetnie się bawi. Na szczęście dla mnie podróże wskazały mi nieco inną drogę. Tak, czy owak z wyspą wiąże się wiele miłych wspomnień, pierwsza wakacyjna miłość i takie tam pierdoły. Jednak ciężko powiedzieć, żebym poznała tę wyspę, bowiem pierwsza wizyta to była jedna, wielka 2 tygodniowa dyskoteka, dlatego tym chętniej podjęłam się prowadzenia kolejnego study touru właśnie tam.

Gdzie spać na Korfu?

Korfu to jedna z wysp jońskich, 7 pod względem wielkości. Ma mniej więcej 85 km długości i średnio 18 km szerokości. Słynie z uprawy oliwek, na wyspie znajdziemy prawie 4 mln drzewek, które widać na każdym kroku.

Stolica: Kerkyra

Na Korfu jest wiele urokliwych miejsc. Stolica Kerkyra jest po prostu ślicznym miasteczkiem, z wąskimi uliczkami, błyszczącym (i bardzo śliskim) brukiem i świetnymi knajpkami. Tu również znajduje się międzynarodowe lotnisko, które ma jeden z najkrótszych pasów startowych w Europie, ok. 2.5 km, w dodatku częściowo położony na wodzie. Mniej więcej 12 km na południe od Kerkyry mieści się Pałac Achilliona – rezydencja osławionej Sisi. Piękne ogrody oraz całkiem przyjemne posągi Achillesa, kto był i widział, ten wie co mam na myśli.

Dalej na południe, ok. 30 min jazdy z Kerkyry znajduje się Benitses, urokliwa wakacyjna miejscowość z małym portem i bardzo fajną kamienistą plażą. W Benitses co prawda standard naszego zakwaterowania był delikatnie mówiąc bardzo podstawowy, ale niewygody rekompensowała nam owa plaża, gdzie spędziliśmy kilka wieczorów przy Mythosie.

Paleokastrica i Lakones

Na północnym zachodzie leży Paleokastrica, moim zdaniem najpiękniejszy zakątek Korfu, wysokie klify, lazurowe zatoczki, malowniczo położone hotele – po prostu coś pięknego. W Lakones warto zrobić sobie przerwę na zakupy lokalnych produktów. Jakościowo znacznie lepsze od tych, sprzedawanych w sklepach z pamiątkami, a do tego przystępniejsze cenowo. Zakochałam się w dżemie z oliwek, nie miałam pojęcia, że to może być smaczne. Poza tym oliwy, mydła, kremy, kumkwat i inne specjały.

A może by tak w rejs?

Korfu to również świetna baza wypadowa na rejsy: na pozostałe wyspy jońskie, do Albanii, czy po prostu przed siebie, do pięknych lazurowych zatoczek. Spędzamy leniwie jeden dzień na takim właśnie rejsie. Och, relaks…

Północ Korfu

Następnie zmieniamy kierunek, udajemy się na północ, do St. Spiridon. Zakręty nadal dość liczne, ale już jakby trochę łagodniejsze niż w środkowej części wyspy. Północ jednak w tym roku zmagała się z plagą krwiożerczych komarów, czego doświadczyliśmy przekraczając próg autokaru. Co tu dużo mówić – zjadły nas żywcem. Nasze warunki mieszkaniowe uległy znaczniej poprawie w 4 gwiazdkowym Mareblue, a pierwsza kolacja wprawiła nas w drobne osłupienie a następnie dostarczyła nam masę zabawy, choć z boku musieliśmy wyglądać dość dziwnie 🙂 Otóż, po przystawkach i zupach każdy otrzymał talerz z rozgrzaną maksymalnie kwadratową płytą z kamienia. Do tego cielęcina pokrojona w kawałki. Zabawa polegała na tym, że każdy miał sobie usmażyć ją na tym że kamieniu jak chciał. Zadymiliśmy pół restauracji – choć na wolnym powietrzu, ale przynajmniej komary dały nam spokój 🙂 Zabawa była przednia, jadłam już różne rzeczy w różnych formach, ale to mnie naprawdę zaskoczyło.

Południe Korfu

Jadąc z północy na południe wyspy, do Messongi, która razem z Moraitiką stanowi, w sezonie, jedną wielką imprezownię, zatrzymujemy się w Kassiopi. Urokliwe miasteczko, pełno straganów i straganików, maleńki port i twierdza. Bardzo miło. W Messongi od 10 lat niewiele się zmieniło. Bar, w którym balowałam 2 tygodnie z rzędu nadal stoi, nazwa ta sama, jedynie pokusili się o remont. Restauracja, gdzie jadłam wtedy najlepsze pod słońcem moussaki i suflaki także. Bajka. Pod koniec wyjazdu niestety pogoda zaczęła nam przypominać, o tym, że to koniec sezonu i czas do domu, więc cały ostatni dzień spędziliśmy w deszczu. Chociaż nie było przynajmniej do tego zimno.

Klątwa koguta

Należy wspomnieć również o zwierzętach, konkretnie o ‘klątwie koguta”, która prześladowała mnie od pierwszego poranka: najpierw w Benitses prawdziwy kogut budził mnie codziennie o 4 rano i darł dziób do 6. Potem w St. Spiridon, w hotelu Mareblue animator zaczynał poranne gimnastyki od nagranego odgłosu piania koguta, a na koniec w Messongi ponownie wstawałam z żywymi kurami 😉 Drugi, zdecydowanie bardziej urokliwy gatunek, to oczywiście koty, które objawiały nam się na każdym kroku. Szczególnie jeden przypadł nam do gustu rozważane było porwanie i uprowadzenie do Polski.

Urok wyspy się nie zmienił, ale na szczęście tym razem poznałam ją lepiej.

Spodobał Ci się wpis? Masz uwagi lub komentarze? Podyskutuj, polub, podziel się. Dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *