Skip to main content

Sztokholm na weekend – jak zwiedzić miasto w 48h?

Sztokholm w 48 h, czyli jak zwiedzić szwedzką stolicę i nie zbankrutować (tak doszczętnie). Skandynawia to moje niegasnące marzenie, realizowane bardzo na raty z uwagi głownie na koszty, nawet nie samej podróży, co życia na miejscu. Kolejnym etapem w podbijaniu tego regionu został Sztokholm, stolica Szwecji, jej największe miasto zwane również Wenecją Północy, ze względu na położenie na łącznie 14 wyspach połączonych 53 mostami. Nazwa Stockholm pochodzi od słów stock – kłoda oraz holm – wyspa. Wiedzieliście, że w Sztokholmie urodziła się Greta Garbo?

Przelot i transfer do centrum miasta

Dostępność przelotów tanich przewoźników takich jak Wizz Air, RyanAir czy Norwegian czynią ze Sztokholmu idealne miejsce na weekendowy wypad. Z Polski mamy możliwość przelotu na dwa low costowe lotniska pod Sztokholmem: Skavsta (WizzAir i RyanAir, ok. 80 min autobusem od centrum) i Arlanda (Norwegian, 30 min pociągiem Arlanda Express). My postawiłyśmy na WizzAir z Warszawy do Skavsta, lot zajął nam równo 1h30min a chwilę po wylądowaniu siedziałam już w autobusie transferowym Flygbussarna, na który bilet kupiłam wcześniej online http://www.flygbussarna.se za 278 SEK w obie strony (ok. 123 zł). Przejazd do Dworca Centralnego (T-Centrallen) zajmuje równo 80 min. Kupujecie bilet otwarty, ważny 3 miesiące na dowolne dni i godziny. Ponoć na pokładzie jest darmowy internet, ale nie udało nam się połączyć.

Gdzie spać? Na statku!

W moim przypadku zanim zdecydowałam o samym wyjeździe wiedziałam gdzie chciałabym spać 🙂 Mianowicie w Sztokholmie nie trudno o nocleg na statku i ta opcja wydała mi się mega interesująca. Ånedin Hostel oferuje kilka rodzajów kabin, oczywiście od tych ekonomicznych (bez okna, ze wspólną łazienką) po bardziej eleganckie typu Superior. My postawiłyśmy na mix rozsądku cenowego z wygodą i wybrałyśmy małą kajutę z nieotwieranym oknem, łazienką i piętrowymi łóżkami w cenie 566 SEK za noc (ok. 250 zł).

Śniadanie jest dodatkowo płatne, dzień przed 80 SEK, tuż przed 90 SEK, jednak nas akurat wariant śniadaniowy nie interesował. Statek ma już swoje lata jednak kajuty i łazienki są w dobrym stanie, obawiałam się duchoty przez nie otwierane okna, ale okazało się, że system wentylacji działał bez zarzutu. Kajuty są małe, więc nie ma co w nich siedzieć. Darmowe i super szybko śmigające WiFi jest na pokładzie głównym, gdzie wygodnie przy stoliczkach można sobie posiedzieć na necie, zjeść własne śniadanie czy wypić piwko. Ważne: w kajutach jest często tylko jeden kontakt, więc warto zabrać ze sobą tzw. złodziejkę, żeby naładować wszystkie smartfony, aparaty czy tablety. Z ładowaniem nie ma problemu na głównym pokładzie. Dostępne w kajutach są plastikowe kubeczki, więc można wziąć ze sobą herbatę/kawę i skorzystać z ogólnodostępnego czajnika, jest również mikrofalówka (w supermarketach jest wiele dań na szybko, tylko sztućców brak).

Ånedin Hostel położony jest ok. 5 min od jednej z większych stacji przesiadkowych Slussen, gdzie mamy nie tylko metro (tunnelbana), ale również mnóstwo autobusów. Przy wyjściu ze stacji jest nieduży market, gdzie można się zaopatrzyć w podstawowe produkty. Tuż obok mieści się muzeum Fotografiska a vis a vis jest Wyspa Djurgårdenm, gdzie mieści się Muzeum Vasy, Abby czy Skansen.

Jak zaplanować zwiedzanie?

Jeszcze przed wyjazdem długo kalkulowałam co się bardziej opłaca: pojedyncze wejścia i bilety czy Stockholm card za 765 SEK (ok.350 zł), gdzie już mamy to z góry w cenie. Finalnie zdecydowałyśmy się na kartę, zaoszczędziłyśmy ok. 80 koron i czas, więc finalnie można powiedzieć, że karta się opłacała. Niestety obowiązuje ona tylko do końca 2015 roku i później i tak trzeba będzie płacić za wszystko oddzielnie.

Gamla Stan

Pierwszego dnia w hostelu znalazłyśmy się tuż przed 15:00 i nie zwlekając udałyśmy się na miejsce zbiórki darmowego zwiedzania po Gamla stan o 16:00. Niestety jednak, choć później baaardzo liczną grupę minęłyśmy na mieście, nikogo na miejscu poza nami nie było. Stwierdziłyśmy więc, że pójdziemy na Wieżę Ratuszową, bo ta jest czynna latem do 17:45. Tu też niestety zonk, bo trzeba przyjść rano i wykupić (lub w przypadku karty pobrać) bilet na konkretne wejście, a tego dnia bilety wyszły już o 14:00… OK myślę sobie, nie doceniłam jednak Sztokholmu, założyłam, że jak w innych miastach po prostu pojawimy się i będziemy płynąć z prądem. Otóż nie. Nie tracimy jednak humorów i postanawiamy samodzielnie zwiedzić Gamla Stan, historyczną dzielnicę Sztokholmu położoną na wyspach: Stadsholmen, Riddarholmen, Strömsborg i Helgeandsholmen, założoną w XIII wieku przez jarla Birgera. Budynek Parlamentu – Riksdagshuset z 1905 roku jest rewelacyjną konstrukcją, podczas gdy rokokowo-gustawiański murowany Zamek Królewski z 1754 roku nie robi na nas żadnego wrażenia, prostokątny, bez wyrazu.

Wieczorem na głównym pokładzie naszego hostelu uzbrojona w kilka map, internet i plan komunikacji planuję co do minuty sobotę, żeby nie dać się zaskoczyć jak dziś. Powstaje srogi plan zwiedzania na cały następny dzień.

Zwiedzanie od strony wody

Dzień drugi zaczynamy od Wieży Ratuszowej i pobieramy bilety na wejście o 16:35 (50 SEK bez karty) na kolejne darmowe zwiedzanie o 16:00 z dzikim tłumem szkoda nam czasu). Kolejno pobieramy bilet na rejs pt. Historical Canal Cruise (185 SEK, w cenie Stockholm Card) o 10:30 w porcie tuż obok Ratusza. Następnie idziemy na Gamla stan by zobaczyć jeszcze to, co nam umknęło wczoraj czyli: miejsce obrad stanu arystokratycznego Riddarhuset czyli Dom Rycerstwa oraz luterański Kościół na Riddarholmen. Charakterystyczną ażurową, żeliwną wieżę, która mierzy 86,60 m dodano po pożarze w 1835.

O 10:30 punktualnie wypływamy w 50 rejs wokół Wyspy Kunghsholmen z przewodnikiem w języku angielskim. Rejs jest w sam raz, nie za długi nie za krótki, a pozwala spojrzeć na miasto z innej strony, podejrzeć tych bogatszych mieszkańców i rozwiązania jakie stosują – np. mieszkania na barkach, parkingi dla łódek (chyba tu co drugie gosp. domowe ma swoją łódkę).

Muzea obowiązkowe

Muzeum Statku Vasa

Po rejsie ciśniemy z buta, bo tak jest szybciej, na początek trasy tramwaju nr. 7, który wbrew moim oczekiwaniom (wziętym – zabijcie mnie – nie wiem skąd) nie był zabytkowy, a zwyczajnie nowoczesny. Kilka przystanków później wysiadamy pod Muzeum Vasa i bardzo cieszymy się z posiadania Stockholm Card. Dlaczego? Ano dlatego, że do muzeum ciągnie się kolejka na ok. 100 osób, które dopiero będą kupowały bilet, a z kartą przechodzimy bez kolejki (130 SEK normalnie). Uff, duże szczęście, bo nie wiem czy jestem aż taką fanką marynistyki, żeby stać z godzinę po bilet.
Vasa był królewski okrętem typu galeon a jego sława po dziś dzień sprowadza się do jego spektakularnego zatonięcia w 1628 r. jeszcze w obrębie portu, kiedy pod wpływem podmuchu wiatru okręt silne przechylił się na lewą burtę i zatonął. Może i dobrze się stało, bowiem Vasa był przeznaczony do wzięcia udziału w wojnie z Polską. Z resztą teorie spiskowe o udziale Polaków w zatonięciu statku osiągnęły wręcz rozmiary histerii, niczego jednak naszym rodakom nigdy nie udowodniono. Klęska Vasy polegała na jej kluczowych wadach konstrukcyjnych: mówiąc wprost statek był za wąski i za wysoki, dlatego byle podmuch wiatru był go w stanie zatopić.
Kilkanaście lat po zatonięciu z wraku wydobyto większość dział za pomocą dzwonu nurkowego, usuwając część pokładów. Potem zapomniano o nim na prawie 300 lat. W 1956 wrak spoczywający na głębokości 32 m został odnaleziony i rozpoczęto starania o jego wydobycie, co finalnie udało się w 1961 roku. Odrestaurowany statek dostał swoje własne muzeum i aż trudno uwierzyć, że przeleżał ponad 300 lat na dnie.
Jak wiadomo morze wyciąga, człowiek robi się głodny czas więc coś przekąsić. Ceny w restauracjach, nawet tych niezbyt wyszukanych są wysokie i tu się nie ma co czarować. Można jednak troszkę zaoszczędzić stołując się – co prawda może niezbyt zdrowo – w barach szybkiej obsługi. I taki też przybytek, obok Muzeum Vasy wybieramy na obiadową przekąskę: hod dog z prażoną cebulką kosztuje 22 korony (ok. 9,7 zł).

Nordiska Muzeum

Do Nordiska Muzeum wybrałyśmy się na wystawę cukru, który jeszcze w XVI wieku był bardzo rzadkim i cennym dobrem, używano go w celach leczniczych. w XIX wieku cukier kupowali tylko najbogatsi, dopiero w 1930 roku stał się on łatwo osiągalny dla wszystkich. I wtedy Szwedzi oszaleli na punkcie cukru dodając go absolutnie do wszystkiego, mięs i ryb włącznie. Sam budynek muzeum Nordiska, szczególnie z zewnątrz, jest imponujący (wstęp normalnie 100 SEK, z kartą bez opłaty).  Tu też dowiadujemy się nieco więcej na temat koników Dala, które zdają się być nieoficjalnym symbolem nie tylko Sztokholmu ale i Szwecji. Okazuje się, że te drewniane zabawki z czasem nabrały magicznej mocy: dawano go np. małym chłopcom by rośli silni i duzi. Autorka wystawy przywołała nawet historię, jak to pewna Szwedka zakupiła konika w muzealnym sklepiku, ale po jakimś czasie uznała, że przynosi jej pecha. Nie chciała nawet pieniędzy z powrotem, chciała po prostu pozbyć się przedmiotu, który jej zdaniem przynosił nieszczęście. Rozważano spalenie felernego konika, w końcu jednak trafił na wystawę.
Minot-DalaHorse

Muzeum ABBY

Choć nie jest wliczone w kartę, to warto się tam wybrać (bilety kupuje się online na konkretną godzinę, 195 SEK). Przystanek tramwajowy dalej wysiadamy pod Muzeum ABBY, gdzie spędzamy ponad godzinę. To wyjątkowe miejsce zostało otwarte 7 maja 2013 i od tamtej pory jest jednym z najchętniej odwiedzanych w Sztokholmie, oczywiście jeśli komuś bliska jest twórczość ABBY. Ja uwielbiam, szczególnie w związku z polskim musicalem Mamma Mia! Muzeum jest interaktywne, można sobie potańczyć, pośpiewać (a potem ściągnąć ze strony muzeum gotowy plik mp3), obejrzeć filmy poświęcone ABBIE jak również dowiedzieć się o innych artystach szwedzkiego pochodzenia jak Roxette, Eagle Eye Cherry, Neneh Cherry i wielu innych, wszak Muzeum ABBY należy do Swedish Music Hall of Fame. Świetna zabawa!

Punkty widokowe w Sztokholmie

Eriks Gondolen

Nieopodal stacji Slussen można wjechać za free na punkt widokowy Eriks Gondolen.

Wieża Ratusza

Około 16:00 wracamy pod Wieżę Ratuszową, mamy jeszcze pół godzinki więc wylegujemy się na trawie i obserwujemy liczne śluby – w końcu jesteśmy w miejskim ratuszu 🙂 Stadshuset, bo tak brzmi jego nazwa zbudowany został w 1923 roku i uznawany jest za jeden z symboli stolicy Szwecji. Architektem ratusza był Ragnar Östberg, zainspirowany weneckim Pałacem Dożów. Z ciekawostek od roku 1934 w sali błękitnej ratusza wydawane są uroczyste przyjęcia na cześć laureatów Nagrody Nobla. O 16:35 po kilku zdaniach wprowadzenia ruszamy na górę – do 6 piętra można wjechać windą, następnie idziemy piechotką w sumie niezbyt męczącym korytarzem powoli w górę. Widok jest absolutnie obłędny i warto było robić dwa podchody do Wieży. Z resztą całe to miejsce stało się szybko naszym ulubionym w Sztokholmie.

SkyView

Wydawać by się mogło, że zobaczyłyśmy dziś już wiele, ale czeka na nas jeszcze jedna atrakcja nazwana przez nas potocznie kulką, czyli SkyView. Z centrum łatwo tam dojechać zieloną linią metra (T-19, przystanek Globen, normalnie 150 SEK)). Ericsson Globe, bo tak naprawdę nazywa się kulka to szwedzka arena narodowa, gdzie odbywają się mecze, koncerty i wszystkie inne imprezy masowe w mieście. Oddano ją do użytku 19 lutego 1989 roku i jest to największy sferyczny budynek na świecie. Cała zabawa z filmem wprowadzającym trwa ok. 20 min., widoki i panoramy nie są może powalające, ale sama obecność i konstrukcja jest niezwykle ciekawa i fajnie się choć raz w życiu w czymś takim znaleźć.

Metro w Sztokholmie

Na statek wracamy wykończone, ale szczęśliwe, że Sztokholm okazał się dla nas dziś łaskawy 🙂 Miałyśmy pomysł aby jeszcze zwiedzić słynne stacje metra, ale postanawiamy zrobić to w niedzielę rano, przed wyjazdem na lotnisko. Jak się okazuje była to dobra decyzja, bo ktoś, kto twierdzi, że metro w Sztokholmie to dzieła sztuki powinien iść do pierwszego lepszego muzeum i przypomnieć sobie co to znaczy. Niedzielny poranek spędziłyśmy głęboko pod ziemią w granatowej linii T-11 poszukując tych dzieł a trafiałyśmy tylko na zwykłe, czasem brzydkie zwyczajnie stacje. O wiele lepiej byłoby poleżeć sobie w tym czasie pod Ratuszem, no ale nic to. Przynajmniej mogę Was uprzedzić 🙂 Na podziwianie sztokholmskiego metra nie warto tracić czasu.

Nadchodzi czas by się zbierać, wylot do Warszawy mamy 13:20, decydujemy się więc na autobus na lotnisko o 10:20 i o 11:40 jesteśmy na miejscu. Skavsta jest lotniskiem mocno lowcostowym, nie ma WiFi i zakupów jakiś szczególnych też tu nie zrobicie. Tym samym 48 h weekend w Sztokholmie dobiegł końca. Polecam gorąco 🙂

Spodobał Ci się wpis? Masz uwagi lub komentarze? Podyskutuj, polub, podziel się. Dziękuję!

26 myśli na temat “Sztokholm na weekend – jak zwiedzić miasto w 48h?

  1. Polecam Moderna Museet – wstęp wolny i mnóstwo wybitnych dzieł sztuki. Reszta miasta nudna jak flaki z olejem, taki skansen trochę, warto połazic po Sodermalm, tam jest więcej życia.

  2. Do Sztokholmu zawsze chętnie wracam. Zazdroszcze wjazdu na SkyView, mnie poki co zawsze cena zniechęcała. A jeśli chodzi o metro, zbyt wielu stacji nie zwiedzałem, ale Solna Centrum zrobiła na mnie ogromne wrażenie 🙂

  3. Dobrze, że trafiłam na ten wpis i na Twojego bloga, bo planuję odwiedzić Sztokholm. To miasto, które od zawsze mnie interesowało, głównie ze względu na sporą ilość zabytków i atrakcji, jak chociażby Pałac Królewski Kungliga Slottet, Katedra Storkyrkan, czy Ratusz Stadshuset. Mam nadzieję, że za niedługo uda mi się tam pojechać, chociaż na kilka dni ;).

  4. Piękny ten Sztokholm. Byłam nam kilka lat temu i strasznie chciałabym wrócić. Bardzo klimatyczne miejsce. niby jedna ze stolic Europy, ale w zupełnie innym charakterze.Stacje metra są niesamowite 🙂

  5. Też się zastanawiałam nad noclegiem na barce, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że w styczniu może być tam trochę za zimno 😛 Ale szkoda, bo to dość niecodziennie miejsce noclegu i chyba jedno z tańszych w centrum Sztokholmu.
    Ciekawe, dlaczego likwidują Stockholm Card – nie opłaca im się?
    A co do metra, to mnie się podobało, szczególnie to, że stacje podziemne są wykute w skale. Nazywane jest nadłuższą galerią sztuki, dlatego, że każdą ze stacji projektował inny artysta i każda (ładniejsza lub brzydsza), dzięki temu jest wyjątkowa. Mnie się podoba bardziej niż warszawskie 😉

    1. Jak wynika z mojego podsumowania głownie brak konieczności stania w długaśnej kolejce do Vasy przemawiał na korzyść karty. Pewnie wydałybyśmy tyle samo kupując wstępu oddzielnie. I biorąc pod uwagę chętnych do Vasy (jakieś 100 osób w kolejce) chyba faktycznie Stockholm Card nie jest zbyt popularna. Na dworcu tez nikt poza nami się o nią nie dobijał 🙂
      Na barce zimą podobno jest ciepło, z resztą są i grzejniki i taki system coś jak centralne, może wiać chłodem albo ciepłem, więc powinno być OK 🙂
      Porównując z naszym metrem KAŻDE inne jest piękniejsze 😛 Mnie jednak sztokholmskie w ogóle nie porwało, rzecz gustu zapewne 🙂

  6. piękny Sztokholm. 🙂 właśnie sami chcieliśmy sobie zaplanować taki wypad, więc ta notka bardzo nam się przyda w planowaniu wyjazdu. 🙂 a spanie na statku to świetny pomysł, sama też lubię w takich nietypowych miejscach nocować. 😉
    pozdrawiam.

  7. Przeczytałam! I jak tylko czas pozwoli (nie mój rzecz jasna, tylko mojego współtowarzysza), to się wybiorę do Wenecji Północy 🙂 Pozdro!
    demi

  8. Stolicę Szwecji wspominam … tylko dobrze. Ja także poleciałem tam na 2 lub 3 dni, nie pamiętam już dokładnie. Bilet udało mi się kupić za całe 38 zł w dwie strony więc czego chcieć więcej. Jasne, najwięcej kosztował dojazd z/na Skavstę i nocleg. Ogólnie rzecz biorąc nie jest nie wiadomo jak drogo – jeżeli chodzi o sklepy spożywcze (moim zdaniem). Co do stacji metra to nie poświęciłem im zbyt wiele miejsca na blogu, ale nie uważam, że są brzydkie. Niektóre z nich mi się podobają. Z pewnością za Tobą intensywny weekend. Do samego Sztokholmu jeszcze raz bardzo chętnie wrócę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *