Skip to main content

Co zobaczyć w Tokio – część druga

W pierwszej części subiektywnego przewodnika co zobaczyć w Tokio [część pierwsza] odwiedziliśmy wspólnie dzielnice: Asakusa, Shinjuku, Shibuya, a także pandy w Ueno ZOO, darmowe punkty widokowe, Godzillę, tradycyjny japoński cmentarz, hałaśliwe salony gier oraz kilka japońskich ogrodów. Dziś zabieram Was na drugą część zwiedzania Tokio. Poczujecie atmosferę zapasów sumo, odwiedzicie największy targ rybny na świecie, poznacie historię 47 roninów, zabiorę Was pod Statuę Wolności oraz przywitam Was jak na Duloc przystało. Jedziemy!

Szczegółowe informacje nt. komunikacji i noclegów w Tokio znajdziecie we wpisie: Japonia – informacje praktyczne.

Dzielnica Ryogoku

W Tokio ogromne są kontrasty między poszczególnymi dzielnicami. Z takiej szalonej, kolorowej i głośnej Shinjuku bardzo szybko można przetransportować się do Ryogoku, spokojnej i klimatycznej dzielnicy sumo, gdzie znajduje się ogromna arena do zapasów sumo, liczne stajnie, czyli miejsca gdzie żyją i trenują zawodnicy sumo oraz restauracji tematycznych, często prowadzonych przez byłych zawodników.

W 1909 roku na terenie Ryogoku powstała pierwsza trwała hala do zapasów sumo. Dzisiejsza arena Kokugikan jest czwartą zbudowaną w Tokio, powstała w 1985 roku. Mieści ponad 10.000 widzów i jest miejsce dla 3 z 6 dorocznych turniejów cesarskich (w styczniu, maju i wrześniu). Choć arena jest powszechnie dostępna i bezpłatna dla zwiedzających poza dniami turniejowymi niestety z niewiadomych przyczyn nie pozwolono nam wejść do środka. Postanowiłyśmy więc poszukać restauracji z areną sumo na obiad, by choć trochę poczuć klimat.

Sumo

Nieźle wkręciłam się w zapasy sumo, zapewne dlatego, że nasz pobyt w Japonii zbiegł się z jednym z sześciu turniejów cesarskich i w telewizji dominowały relacje live z Fukuoki, gdzie odbywały się zawody. Dobrze, ale o co chodzi w tym sumo? Mamy śmiesznie ubranych (a właściwie rozebranych), lekko spasionych panów, którzy mocują się w kółku. Jak się jednak w to wgryźć bardziej okazuje się, że to bardzo ciekawy sport. A więc po kolei: polem walki jest koło o średnicy 4,55 m, wyznaczone przez okrąg wykonany ze słomy ryżowej (shōbu-dawara), zwiniętej w gruby powróz i do połowy wkopanej w dohyō, czyli podwyższony, kwadratowy ring o boku 6,7 m, wykonany z ubitej gliny. Dohyō jest budowane na nowo przed każdym turniejem i usuwane po jego zakończeniu. Pojedynek polega na wypchnięciu przeciwnika poza pole walki lub spowodowaniu, aby dotknął powierzchnię dohyō jakąkolwiek inną częścią ciała, niż podeszwy jego stóp.
Yves Picq http://veton.picq.fr
Przed rozpoczęciem pojedynku zawodnicy ważący niekiedy ponad 150 kg rzucają przed siebie garść soli, aby oczyścić arenę przed złymi duchami i wykonują shiko, czyli przenoszą ciężar ciała z jednej nogi na drugą podnosząc je bardzo wysoko i uderzając o podłoże z dużą siłą. To też służy przędzeniu złych mocy, ale również jest demonstracją siły przed przeciwnikiem. Kolejno przyjmują pozycję i patrzą na siebie najgroźniej jak się da, by wystraszyć przeciwnika. Obecnie zawodnicy dysponują aż 100 sposobów na pokonanie przeciwnika i wypchnięcie go poza okrąg. Ceny biletów na zapasy zaczynają się od 1500¥.
Na obiad nie udało nam się trafić do restauracji z areną – żebym mogła jej w końcu dotknąć, ale do lokalu poświęconego słynnym zawodnikom. Na ścianach wisiało wiele odcisków rąk, zdjęć, plakatów a atmosfera, choć nie rozumieliśmy się z obsługa wcale, była urocza.
W tym miejscu warto napomknąć, że Japonia nie poszła za Europą i nie zakazała palenia w miejscach publicznych i restauracjach, ale mają wybitne wyciągi i właściwie nic nie czuć.

Świątynią 47 roninów

Być może dlatego, że każda japońska świątynia wygląda bardzo podobnie Sengakuji, czyli zwana potocznie Świątynią 47 roninów nie zrobiła na mnie jakiegoś ogromnego wrażenia, szczególnie, że dojazd do niej jest niełatwy, a może raczej nie tani (wymaga biletu dziennego za 1000¥). Tak naprawdę nie sama świątynia a cmentarz do niej przylegający związany jest z historią 47 roninów. Opowieść o 47 roninach to jedna z najpopularniejszych opowieści historycznych w Japonii. Powstał również amerykański film pt. 47 roninów, osobiście uważam, że całkiem nie najgorszy. Ale spytacie – o co chodzi?

A więc w 1701 roku lord Asano z Ako zaatakował lorda Kirę w zamku Edo, sprowokowany przez wielokrotnie aroganckie zachowanie Kiry. Kira uszedł z życiem, ale Asano za próbę zabójstwa został skazany na popełnienie seppuku – rytualnego samobójstwa. W efekcie samurajowie Asano zostali bez pracy, za to z rządzą zemsty, bowiem zachowanie Kiry było jawnie wrogie i z góry zamierzone, by doprowadzić do śmierci Asano. Przez ponad półtora roku samurajowie przygotowywali się do zemsty, by 14 grudnia 1702 roku zaatakować i zabić lorda Kirę. Oczywiście zgodnie z prawem samurajowie również musieli popełnić seppuku, a było ich 47… Obecnie rocznicę ich śmierci obchodzi się dość hucznie w Świątyni Sengakuji.

Targ rybny w Tsukiji

Targ rybny w Tsukiji to największy na świecie targ rybny, gdzie sprzedawanych jest ok. 2000 ton ryb dziennie a pracę znajduje (oficjalnie) 65 tys. ludzi. Aktualny adres targu ma jednak ulec zmianie w 2016 roku i z obecnej lokalizacji, łatwo osiągalnej dzięki kilku liniom metra ma przenieść się w mniej atrakcyjne pod kątem dojazdy miejsce, mianowicie na sztuczną wyspę Odaibę, gdzie aktualnie dociera tylko jeden pociąg Yurikamome (bezzałogowy) a bilet nie zawiera się w żadnym dziennym (przynajmniej póki co). Do tego czasu jednak targ można odwiedzić albo o nieludzkiej porze, czyli 5:00 i 5:30 – każda tura to max. 60 osób, a wszystko po to by obejrzeć aukcję tuńczyków, lub wybrać się w okolicach godziny 9:00 tak jak ja, kiedy widoki też są nie gorsze.

Aukcja tuńczyków http://www.japan-guide.com/e/e3021.html
Każda porządna knajpa w Tokio i okolicach zaopatruje się w świeże ryby własnie tu. Co więcej w najbliższej okolicy można bardzo dobrze i przystępnie cenowo zjeść, jak choćby w taki barku jak poniżej:
Jeśli będziecie chcieli wybrać się wcześnie rano i nie mieszkacie w sąsiedztwie targu dotrzecie tam tylko taksówką, bowiem metro rusza dopiero o 5:30, a żeby załapać się na pierwsze 120 osób trzeba tam być koło 3:00 nad ranem. Pamiętajcie, że taksówki są w Japonii bardzo drogie. Niezależnie jednak od pory polecam założyć buty nieprzemiękające lub takie, z którymi chcecie się pożegnać w Japonii, bo wszędzie jest woda pięknie rybnie pachnąca, poza tym na stoiskach nieszczególnie przejmują się obecnością turystów i robią swoje. Można więc oberwać resztkami.

Zegar Nittere Ohdokei

Nieopodal stacji Shimbashi znajduje się dość nietypowa atrakcja. Pamiętacie ze Shreka, jak przyjechali z Osłem do Duloc? To mniej więcej taka atrakcja – grający zegar Nittere Ohdokei autorstwa reżysera i rysownika anime Hayao Miyazakiego. To największy (ponoć) animowany zegar na świecie, ma prawie 10 m wysokości i ponad 17 m szerokości, a waży 28 ton! Odzwierciedla on słynny film Howl’s Moving Castle. Zegar w akcji możecie obejrzeć TU [KLIK] Show zaczyna się 3 min i 45 sek przed: w tygodniu od pon do pt: 12:00, 15:00, 18:00 i 20:00 oraz w weekendy: 10:00, 15:00, 18:00 i 20:00.

Odaiba

Odaiba (Daiba) to popularna dzielnica handlowo-rozrywkowa położona na sztucznej wyspie w Zatoce Tokijskiej połączonej Tęczowym Mostem (Rainbow Bridge) z centrum Tokio. Zbudowana została w 1853 roku jako pozycja obronna przed ewentualnymi atakami Tokio od morza. W ostatnich latach XX wieku Odaiba rozwijała się jako port a następnie od 1990 roku stała się miejscem osiedli mieszkaniowych dla studentów, cudzoziemców oraz dzielnicą typowo rozrywkową. Co krok znajdziemy tu ogromne centrum handlowe, zamieszkał tu również Mech, czyli ogromny robot (nie mylić z transformersem) czy Statua Wolności w miniaturze.
Rainbow Bridge by Iza http://japonia.travelingilove.com/47-prefektur
Rainbow Bridge by Iza http://japonia.travelingilove.com/47-prefektur
Rainbow Bridge by Iza http://japonia.travelingilove.com/47-prefektur

Shinkansen Sushi

W jednym z tutejszych centrów handlowych Drivers City polecam Wam wybrać się do restauracji, która jest atrakcją samą w sobie: Shinkansen Sushi. Dla fanów Japonii lepiej być nie może: sushi wybiera się przez tableta, a zamówienie przyjeżdża do stolika shinkansenem! Można również łapać talerzyki jadące na zwykłej taśmie między stolikami. Cena za talerzyk od 120¥ do 280¥, na talerzyku w zależności od rodzaju 2 albo 6 kawałków sushi. Mnie rachunek za 10 sztuk wyniósł 614¥ choć była dopiero 14:30 to był ostatni posiłek tego dnia.

I jak Ci się podoba Tokio? Wybierasz się niebawem do Japonii? Masz pytania, na które nie ma odpowiedzi w tekście? Koniecznie daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję!
Zapraszam Cię również na mój fan page na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia!

10 myśli na temat “Co zobaczyć w Tokio – część druga

  1. Myślę, że jednym z pierwszych miejsc, do których bym się wybrał, byłoby sumo. Od jakiegoś czasu śmieję się, że ze względu na zwiększenie się mojej wagi, mógłbym startować w sumo kategorii piórkowej! 😀 Zazdroszczę tej Japonii, piękne miejsce! Pozdrawiam!

  2. Ależ ciekawa ta Japonia. Z każdym, kolejnym postem przekonuję się, że w samym Tokio mogłabym spędzić z dziesięć dni, tyle tematów, tyle ciekawych kadrów, raj dla fotografa. Jeżeli pojadę to Ryogoku odwiedzę obowiązkowo, chciałabym też zobaczyć walkę na żywo 🙂

  3. Również uwielbiam oglądać walki SUMO i podoba mi się cała otoczka z tym związana. To fascynujący sport i zjawisko kulturowe w Japonii. Chętnie dowiedziałbym się więcej na ten temat… zaraz… na którym kanale mam Fightbox? 😉

  4. Targ rybny robi trochę przerażające wrażenie, ale ja ogólnie ryb i mięsa nie jem od 12 lat i mimo wszystko (choć mocno ideologiczna nie jestem) wolę je oglądać żywe, jak pływają sobie w wodzie 😉

  5. Zaskoczyłaś mnie tą ceną pogrzebu, ale z drugiej strony nie mają oni zbyt wiele miejsca na pochówki. Czekam na dalsze Twoje zwiedzanie Tokio i jestem ciekawa ile rzeczy zobaczyłam ile ominęłam i na odwrót 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.