Skip to main content

Norwegia: Tromsø – informacje praktyczne 2017

Kiedy w sierpniu 2016 roku, jak zwykle spontanicznie, wraz z Ewą z Daleko niedaleko podjęłyśmy decyzję, by wyjechać na północ Norwegii w styczniu, długo do mnie nie docierało, że naprawdę to zrobimy. Dlaczego akurat tam, gdzie zimno, a nie do takiego na przykład ciepłego Meksyku? Otóż zachciało nam się podziwiania zorzy polarnej, a im bardziej zgłębiałyśmy temat, tym bardziej chciało nam się również spotkać renifery, przejechać się psim zaprzęgiem czy nakarmić z ręki fiordy. Ambitnie nieprawdaż? Na bazę wypadową wybrałyśmy Tromsø, które sprawdziło się w tej roli idealnie. A jak się tam dostać? Gdzie się zatrzymać? Jak zrealizować wspomniane wyżej aktywności? Sprawdźcie w tym poście praktycznym!

Gdzie jest Tromsø?

Największe miasto północnej Norwegii leży na wyspie Tromsøya, za kołem podbiegunowym, nazywane wrotami do arktycznej przygody i faktycznie, coś w tym jest. Od samego początku planowania wyjazdu nie miałyśmy wątpliwości, że miejscem docelowym będzie Tromsø.

Jak dotrzeć do Tromsø?

Aktualizacja wrzesień 2017: WizzAir wprowadził właśnie bezpośrednie połączenia z Gdańska do Tromsø. Połączenia będą realizowane od grudnia 2017 dwa razy w tygodniu: we wtorki i soboty oraz od końca marca trzy razy w tygodniu – do dotychczasowych dni dojdzie jeszcze środa. Przykładowa cena za połączenie w styczniu, wylot sobota-sobota kosztuje bez karty WDC 358 zł z bagażem podręcznym. Ja w styczniu 2017 leciałam liniami norwegian.no z Warszawy (WAW) przez Oslo (OSL – główne lotnisko), rezerwacji dokonałam mniej więcej pół roku przed wylotem, bilet w obie strony z 2 bagażami rejestrowanymi 20 kg oraz 1 bagażem podręcznym 10 kg kosztował wtedy ok. 1000 zł od osoby.

Bardzo ważna sprawa dotycząca przelotu do Tromsø z Polski z bagażem rejestrowanym. Otóż obowiązuje tu ciekawa i niespotykana przeze mnie wcześniej procedura polegająca na tym, że po przylocie do Norwegii (w tym wypadku do Oslo), przed kontynuowaniem lotu na terenie kraju, należy odebrać nadany w Polsce bagaż, nadać go ponownie i przejść przez security. I pewnie nie byłby to AŻ taki problem, gdyby nie 50-minutowe opóźnienie, jakie złapał nasz samolot jeszcze w Warszawie i niewiele czasu na samą przesiadkę, o całej powyższej operacji nie wspominając. Co ciekawe, procedura obowiązuje tylko w jedną stronę, na powrocie wszystko odbywa się normalnie.

Jeśli przyszłoby Wam do głowy lecieć na raty, czyli najpierw tanią linią do Sandefjord-Torp – przypisywanemu do Oslo, to pamiętajcie, że jest ono oddalone od miasta o ok. 2,5 h drogi!

Przejazd z lotniska do centrum

Lotnisko w Tromsø jest całkiem sporym portem lotniczym oddalonym od centrum miasta o ok. 5,5 km. Najtańszą opcją przejazdu do centrum jest komunikacja miejska i autobusy nr 40 i 42. Są to autobusy dzienne, które kursują co 20 -30 minut. Bilet ważny 80 min możecie kupić:

  • u kierowcy za 50 NOK (1 NOK = 0,50 PLN),
  • w kiosku za 36 NOK,
  • przez bardzo fajną aplikację na smartfona Troms Mobillett, do której możecie podłączyć kartę kredytową lub konto na pay pall i przy odrobinie internetu (np. łącząc się z lotniskowym WiFi) za 32,50 NOK.

Drugą opcją jest shuttle bus Flybussen do centrum za 90 NOK w jedną stronę lub 140 NOK w obie strony, jednak pamiętajcie, że wśród zagranicznych turystów jest to najpopularniejsza opcja, więc może się zdarzyć, że długo poczekacie na swoje miejsce. Flybussen nie kursują w nocy i przed 5:00 rano.

Taksówka z/na lotnisko kosztuje w ciągu dnia ok. 200 NOK, wszystkie korporacje mają właściwie takie same ceny, a za przejazd można płacić kartą.

Tanie spanie

Już od pewnego czasu nie podróżuję najtaniej jak się da, co akurat w przypadku Norwegii i tak byłoby średnio możliwe. Jednak są sposoby, żeby doszczętnie nie zbankrutować. Jedną z opcji są noclegi przez Airbnb, które w porównaniu z Booking.com wychodziły naprawdę korzystnie. Ceny za prywatny pokój dla 2 osób w prywatnym domu/mieszkaniu w Tromsø zaczynają się od ok. 180 zł za noc a przy tygodniowym pobycie można dostać dodatkową zniżkę 5%.

My zatrzymałyśmy się u Maud w pięknym mieszkaniu na wzgórzu, miałyśmy do dyspozycji przytulny pokoik z dostępem do łazienki, w pełni wyposażonej kuchni i pięknego salonu, a podłogi wszędzie były podgrzewane. Właścicielka mieszkania była bardzo miła i ani razu nie czułyśmy się skrępowane jej obecnością. Dostałyśmy swój komplet kluczy, a co za tym idzie totalną swobodę. Najkrótsza droga do centrum zajmowała niecałe 15 minut w dół i niewiele dłużej w górę. Dopiero kiedy pod koniec wyjazdu pogoda się popsuła i zrobiło się ślisko, zaczęłyśmy chodzić na około lub jeździć autobusem, ponieważ bez raków (inaczej kolców na buty, do kupienia w aptekach) ryzykowałyśmy trochę życie.

Specjały kuchni Arktyki

Kuchnia północnej Norwegii to dania proste i pożywne. Jada się głównie ryby – dorsze i śledzie – oraz mięso – w tym powszechnie tu jedzone mięso renifera. Pysznego renifera. Tak, już słyszę Wasz zgrzyt – reniferki, takie słodkie a ja mówię, że pyszne! Jednak jeśli pomyślicie o nich jak o naszych rodzimych krowach, a takie odniesienie najłatwiej tu zastosować, bo na północy Norwegii nikt nie hoduje krów, tylko renifery właśnie. Jedyna różnica, że są dużo słodsze od krów.

Bidos nazywany potrawą saamskich pasterzy to gulasz z renifera, który dziś uchodzi za danie na specjalne okazje jak na przykład wesela. W gulaszu poza mięsem znajdują się również ziemniaki, marchew i cebula. Danie jest niezwykle pożywne i smaczne, mięso renifera dla mnie ma smak najbardziej zbliżony do kaczki lub gęsi i jest bardzo delikatne. Mięso renifera podaje się również w formie steków – reinsdyrstek, dodatkiem do nich są zwykle ziemniaki.

Solboller to pączek na specjalną okazję, jaką jest pierwszy po nocy polarnej wschód słońca. Oryginalnie z kremem waniliowym, występują również w wersji bez niego, tylko z cukrem pudrem na wierzchu. W ostatnich latach w Tromsø modne są również Mørketidsboller – pączki polane ciemną czekoladą z jasnym kremem, które je się z okazji rozpoczęcia nocy polarnej w październiku.

Brunost nie jest może specjałem tylko z Arktyki, ale skoro już tu jesteście, warto go spróbować. Brunost to szczególny rodzaj sera, który jest brązowy i … słodki. Robi się go z serwatki i dodaje mleko (zwykle kozie) i/lub śmietanę. Najpopularniejszym jest Gudbrandsdalost z serwatki i mleka krowiego z dodatkiem koziego. Występuje w wersjach twardych lub do smarowania, obie formy idealne są na kanapki, szczególnie z jakimiś cierpkimi powidłami, lub na gofry. Warto wspomnieć, że jest to bardzo kaloryczny ser, dzieci w lokalnych szkołach dostają go tylko w wybrane dni, bo niestety nie jest to najbardziej pożywny produkt spożywczy.

Będąc w Arktyce, warto spróbować również pysznej kiełbasy z baraniny, najlepiej kupić ją w sklepach Eide Handel sprzedających wyłącznie lokalne produkty. Popularnym produktem jest również sztokfisz (tørrfisk) suszony na słońcu dorsz – jednak co do walorów smakowych się nie wypowiem, bo nie przyszło mi spróbować. Dostępny jest natomiast w każdym markecie (EuroSPAR, REMA 1000, Extra, Coop itp.)

Aktualne ceny w Norwegii

Nie będzie to dla nikogo zaskoczeniem – Norwegia jest droga i niewiele da się z tym faktem zrobić, jak tylko to zaakceptować. Zabranie ze sobą produktów spożywczych, pod warunkiem, że macie je gdzie przechowywać i przygotowywać, na pewno dobrze wpłynie na Wasz budżet. Inne koszty są raczej nieuniknione. Ceny biletów komunikacji miejskiej podałam powyżej, pozostałe ważne dla turysty pozycje w budżecie to np.:

  • 1 litr benzyny – między 13,5 a 17, 3 NOK, najtańszą stacją benzynową była Esso. Olej napędowy jest tańszy o 1-2 NOK względem benzyny
  • paczka parówek – 40 NOK
  • ser brunost Gudbrandsdalost – 39,90 NOK/500 g, 76,90 NOK/1 kg, 24,90 NOK/12 plasterków
  • margaryna – 28,50 NOK/opakowanie
  • kabanos z renifera – 40 NOK – na lotnisku
  • tørrfisk – od 30,90 NOK w zależności od wielkości opakowania
  • 6 sztuk jajek – 27 NOK
  • sześciopak piwa NORD LYS – 33,90 NOK x 6
  • sześciopak piwa pilsner Aass – 28,90 NOK x 6
  • sześciopak piwa pilsner Mack – 31,90 NOK x 6

Godziny otwarcia sklepów

Bardzo ważna sprawa, ponieważ większość sklepów, również dużych jest nieczynna w niedzielę. Na dużych marketach w mieści i na obrzeżach zwykle nad wejściem podane są godziny otwarcia np. 6-23 i obok w nawiasie (7-22) – to oznacza, że sklep czynny jest od poniedziałku do piątku (Man-fre) od 6:00 do 23:00 a w sobotę (Lør) od 7:00 do 22:00. Niektóre sklepy, jak REMA 1000 są otwarte również w niedziele (Søn).

Jakie ciuchy zabrać?

Mogłoby się wydawać, że lokalizacja 350 km za kołem podbiegunowym oznaczać będzie kilkunastostopniowe mrozy, jednak mimo swojego położenia, klimat w Tromsø nie jest wyjątkowo surowy, ze względu na silny wpływ Prądu Zatokowego. Noc polarna trwa tu od 27 listopada do 19 stycznia, dzień polarny od 19 maja do 27 lipca. Średnia temperatura w mieście to -4 stopnie, kiedy jest przyjemnie zimno, śnieżek chrupie pod nogami i ogólnie jest miło. Jednak z powodu ocieplania klimatu co raz częściej padają tu deszcze a temperatura w styczniu może dojść nawet do 6 stopni na plusie. Chodniki zamieniają się wtedy w lodowisko i nawet rozsypywanie żwirku (nikt tu nie używa piasku z solą) czasem nie pomaga.

Jednak, kiedy przychodzi do wyczekiwania na zorzę albo do psich zaprzęgów porządne ciuchy będą niezbędne. Podstawą utrzymania ciepła podczas długiego przebywania na dworze będą:

  • Bielizna termoaktywna + skarpetki – klucz do przetrwania, tak naprawdę, jeśli tu się nie postaramy, to żadne kurtki i ogrzewacze na niewiele się zdadzą. Ja postawiłam na bieliznę wełnianą (z merynosów) firmy Brubeck (bluzka z długim rękawem i legginsy), która poza ciepłem zapewniała również – jako bezszwowa – niesamowitą wygodę. Ważna uwaga – nie przesadzajcie z rozmiarem, bielizna musi dobrze przylegać, żeby spełniała swoją funkcję. Drugi bardzo ważny element bielizny to skarpetki. Trzeba wybrać odpowiednie do rodzaju aktywności i nie przesadzić, zakładając np. dwie pary. Ponownie postawiłam na produkty Brubeck’a i się nie zawiodłam: skarpety na trudne warunki i super ultra ciężkie warunki sprawdziły się idealnie. Więcej o tym jak nie zamarznąć w Arktyce przeczytacie tutaj!
  • Spodnie narciarskie/snowboardowe – złapałam je do walizki dosłownie w ostatniej chwili, jednak na długie stanie na dworze w oczekiwaniu na zorzę sprawdziły się idealnie! Ich zaletą są również szelki i ochrona pleców tam, gdzie kończy się ich szlachetna nazwa.
  • Buty – najlepiej za kostkę, nieprzemakalne, z myślą o długim przebywaniu na dworze, w śniegu itd. Wcale nie musicie wydawać kilkuset złotych, moje ze znanej sportowej sieciówki nie kosztowały nawet 200 zł, a sprawdziły się idealnie. Uzupełnieniem mogą być praktyczne nakładki na buty (podeszwy konkretnie) takie z kolcami (zwane też rakami). Jak w Tromsø popada deszcz, to chodniki zmieniają się w ślizgawki, po których chodzenie staje się udręką.
  • Kurtka – choć bielizna termiczna to podstawa bez dobrej, nieprzewiewnej kurtki będzie Wam trudno. Obowiązkowo zawracamy uwagę na membranę, czy w ogóle jest (jeśli nie, kurtka będzie bezużyteczna) i jak dobra. Nie wdając się specjalnie w szczegóły, im większa liczba np. 10000 tym lepiej. Inna sprawa, żeby kurtka miała sporo zapinanych kieszeni, bo jak się biega po nocy za zorzą, łatwo pogubić jakieś drobiazgi typu dekielek od obiektywu czy rękawiczki. Bardzo ważny jest też regulowany kaptur, nie wiem jak Wy, ale ja nie znoszę jak mi spada na twarz 🙂
  • Ogrzewacze – ja zabrałam ze sobą dwa serduszka. Wiem, jak to brzmi, ale wierzcie mi, to jeden z genialniejszych wynalazków, o jakich słyszałam. Przed użyciem ich zawartość musi być płynna, następnie zawartą w środku blaszkę odciskamy w drugą stronę i gotowe! W ciągu kilku sekund serce rozgrzewa się jak szalone, a płynna substancja w środku twardnieje. Aby odwrócić proces serduszko trzeba zagotować, aby znowu było płynne. Ogrzewacz daje ciepło całkiem długo, choć zależy to oczywiście od tego, w jakich warunkach je odpalicie. Raz musiałam je zastosować podczas spaceru po Tromsø, innym razem wrzuciłam je do śpiwora w okolice stóp, kiedy spałam w tradycyjnym saamskim namiocie lávvu. Cena na Allegro to ok. 5 zł za sztukę.
  • Poza tym czapka, kominiarka (taka jak narciarska) i rękawiczki (odradzam raczej takie narciarskie, wystarczą zwykłe, tylko np. dwie pary).

Co robić w Arktyce?

Polowanie na zorzę polarną

To będzie zapewne Wasz główny punkt programu i nic dziwnego! Tromsø i najbliższa okolica nadają się do tego idealnie. Pamiętajcie tylko, że zorza najpiękniej wygląda jednak na zdjęciach (ludzkie oko nie rejestruje jej tak dobrze, jak obiektyw aparatu na długim czasie naświetlania) i to taka zołza trochę, która może Wam się wcale nie pokazać. Nawet wyposażeni w 10 aplikacji do powiadamiania o zorzy (współczynnik KP 3-4 i więcej oznacza aktywność zorzy), możecie jej przez chmury i inne cudowne zjawiska pogodowe nie zobaczyć, bo pojawia się ona aż 100-150 km nad ziemią! Jednak jeśli jesteście szczęściarzami, jak ja, zobaczycie ją na pewno, nawet kilka razy! Czytaj więcej o moim polowaniu na zorzę polarną!

Firm organizujących wycieczki z Tromsø, których celem jest polowanie na zorzę jest mnóstwo, a ceny są w sumie dość podobne – ok. 1550 NOK. My wzięłyśmy udział w polowaniu zorganizowanym przez Green Fox Guiding.

Spotkanie z reniferami

Nie trzeba daleko jechać od Tromsø, by przenieść się do świata Saamów, rdzennej ludności Północy, dla których życie w zgodzie z naturą i w tempie przemieszczania się stada reniferów jest priorytetem. To nie jest skansen i, choć oczywiście w kieszeni tradycyjnego stroju gákti znajdzie się smartfon, to Saamowie nadal mocno pielęgnują swoją kulturę, przez tak długi czas tępioną przez Norwegów. Spotkanie z reniferami to możliwość przyglądania się tym fascynującym tworzeniom, nakarmienia ich, uskutecznienia małego spaceru na saniach, które ciągnie renifer i .. spróbowania najsłynniejszej potrawy saamskich pasterzy – bidos, o której pisałam wyżej. Pamiętajcie renifer w Norwegii to jak nasza krowa, tylko, cholera, słodszy na pysku. Przeczytaj więcej o moim spotkaniu z reniferami.

Osobiście polecam Wam rodzinną firmę Tromsø Arctic Reindeer Experience, której niewielka w sumie ekipa dba, aby swoim gościom dostarczyć maksimum informacji o reniferach i Saamach, jednocześnie dbając o środowisko, w którym żyją. Cena wycieczki w zależności od wariantu: 995 NOK – 1490 NOK

Wypatrywanie wielorybów

Nie specjalnie byłam przekonana do tej aktywności, ponieważ naczytałam się, jak łodzie, które zabierają turystów by pokazywać im morskie stworzenia, zagrażają ich życiu. Zdecydowałam się, dopiero gdy znalazłyśmy odpowiednią firmę Arctic Whale Tours, która po pierwsze ściśle przestrzega tzw. dobrych praktyk, czyli: nie podpływają bliżej niż na 50-100 m do wielorybów, nie blokują im drogi, redukują hałas i zaczynają zwalniać już na 300-400 m od wielorybów (pełny zbiór przestrzeganych zasad – kliknij). Po drugie firma współpracuje z lokalnymi badaczami i WWF, rejestrując wszystkie spotkane danego dnia stworzenia i przekazując informacje naukowcom. O tym, co konkretnie wypatrzyłam na wodzie przeczytacie w tym wpisie: Zobaczyć wieloryba, który umrze.

Cena wycieczki w wersji zimowej, czyli po wodach wokół fiordów (nie na otwartym morzu) wynosi 1400 NOK.

Psie zaprzęgi

Przez wieki podstawowy środek transportu północnej Norwegii, dziś być może częściej służy przyjemności, niż jako sposób przemieszczania się. Psy rasy alaskan husky to zwierzęta pracujące (to je odróżnia od psów domowych), wymagające ogromnej ilości ruchu, dlatego w zaprzęgach sprawdzają się idealnie. Oczywiście potrzebują też opieki i uczucia, które zapewniają im opiekunowie, jak w Tromsø Villmarkssenter, gdzie również przyszło nam spędzić noc w tradycyjnym saamskim namiocie lávvu. Przygoda życia, powiadam Wam! Przeczytaj więcej o śnieżnych psach!

Ceny są zróżnicowane, w zależności czy wybierzecie tylko psie zaprzęgi czy pobyt w Villmarkssenter z noclegiem, jak również czy psi zaprzęg będziecie prowadzić sami czy jednak zdacie się na profesjonalistów. Sama przejażdżka psim zaprzęgiem kosztuje od 1590 NOK, a pakiet z noclegiem i 3 posiłkami – 2680 NOK.

Fiordy co jedzą ręki

Widoki to zdecydowanie jeden z największych atutów Norwegii, na szczęście w Tromsø i okolicach ich nie brakuje! Pierwotnie rozważałyśmy wynajem auta – w końcu to tylko jazda wzdłuż fiordów i przystanki na fotografowanie, prawda? Otóż nie do końca. Po pierwsze zimą pogoda w ciągu jednego dnia potrafi zmienić się kilka razy, z deszczu w śnieżycę i z powrotem. Po drugie, nawet mają auto 4×4, opony z kolcami i łańcuchy, jeśli nie mamy umiejętności i doświadczenia w prowadzeniu auta w takich warunkach, nie warto ryzykować. Drogi są wąskie, oblodzone i czasami dość strome. Wygodniej, bezpieczniej i wcale nie drożej wychodzi kilkugodzinna wycieczka, przynajmniej my postawiłyśmy na taką opcję i nie żałowałyśmy ani przez chwilę.

Arctic Explorers Norway organizuje różne wycieczki, m.in. właśnie na fiordy i wraz z wspaniałymi przewodnikami, jak Jana, zapewniają wspaniały czas – również dla fotografów – na fiordach wyspy Kvaløya położonej nieopodal Tromsø. Wycieczka kosztuje 1300 NOK. Przeczytaj relację z norweskich fiordów!

Zwiedzanie Tromsø

Zwiedzanie miasta na własną rękę jest oczywiście bardzo proste, jednak nigdy nie dowiemy się tylu ciekawostek co od lokalnego przewodnika. Na ponad 3-godzinne zwiedzanie udałyśmy się z Silke z Tromsø Budget Tours, w którego czasie odwiedziliśmy również wspaniałe Muzeum Polarne (wstęp 60 NOK, w cenie) oraz najstarszy lokalny pub Ølhallen (piwo już na własny koszt). Koszt takiej przyjemności to 250 NOK. Ponadto dostępne są również wycieczki poświęcone lokalnym browarom oraz… loty samolotami by podziwiać zorzę polarną! Ostatnia pozycja to nowość i podczas naszego pobytu nie zebrała się grupa – min. 20 osób, jeśli jednak macie nadwyżkę budżetową, może ta opcja Was zainteresuje.

Odradzam natomiast wizytę w znanej w Tromsø Polarii, do której bilet kosztuje aż 130 NOK. Po pierwsze te biedne 4 foki w niezbyt wielkim basenie, po drugie żenujący 10-minutowy film o powstawaniu zorzy polarnej… i to wszystko za tyle pieniędzy. Zdecydowanie, zamiast tego warto wybrać Muzeum Polarne za 60 NOK z masą arcyciekawych eksponatów. Przeczytaj więcej o zwiedzaniu Tromsø!

Jedną z większych atrakcji Tromsø jest kolejka Fjellheisen zapewniająca genialną panoramę miasta, a przynajmniej tak się to prezentuje na zdjęciach, bo niestety z powodu słabych warunków pogodowych nie udało nam się skorzystać z tej atrakcji. Bilet w obie strony kosztuje 170 NOK (lub 110 NOK, jeśli interesuje Was tylko zjazd).

Ubezpieczenie

Choć karta EKUZ (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego) obowiązuje w Norwegii, to warto pamiętać, że ma znaczące ograniczenia, tzn. obowiązuje w wyznaczonych placówkach, z którymi NFZ ma podpisane umowy oraz tylko i wyłącznie w sytuacji konieczności ratowania życia. Skręcone kostki, połamane ręce i tym podobne przypadki, które mogą się zdarzyć w podróży, wymagają inwestycji w ubezpieczenie podróżne. Na szczęście będzie to najtańsza inwestycja w święty spokój i bezpieczeństwo – w HanseMerkur dziennie ubezpieczenie kosztuje raptem 5 zł i wierzcie mi – nie warto ryzykować za 5 zł dziennie.

Jednym zdaniem

  • Darmowe (bez logowania) i śmigające WiFi złapiecie np. w sklepach REMA 1000.
  • W 99% sytuacji z Norwegami dogadacie się po angielsku.
  • Pamiątki są dość drogie i nieszczególnie pięknie. Magnes na lodówkę mały to koszt 49 NOK, czapki czy rękawiczki z norweskim motywem 140-200 NOK, sztuczna skóra renifera 600 NOK.
  • Prawie wszędzie da się płacić kartą, zabieranie dużej ilości gotówki nie jest konieczne.

Lektura obowiązkowa

Wyjątkowo polecam Wam nie tradycyjny przewodnik a doskonały reportaż Ilony Wiśniewskiej pt. “Hen” z 2016 roku, z którego wiecie się wszystkiego o północnej Norwegii, Tromsø, Norwegach, Saamach i … łososiach. Przeczytajcie koniecznie!

Spodobał Ci się wpis? Wybierasz się do Tromsø? Masz uwagi lub komentarze? Podyskutuj, polub, podziel się. Dziękuję!

26 myśli na temat “Norwegia: Tromsø – informacje praktyczne 2017

    1. Myślę, że tydzień to jest optymalnie i zasadniczo nie polecam nastawiać się tylko na zorzę, jak pojedziesz np. na 3 dni i przez 3 dni będzie fatalna pogoda to cały wyjazd do kitu. My też raz przekładałyśmy wyjazd na zorzę powodu pogody i raz wycieczkę na fiordy, bo lało jak z cebra. Mogłyśmy to zrobić, bo byłyśmy właśnie tydzień 😉 Warto zaplanować sobie inne atrakcje, żeby się nie rozczarować. Bo zorza to zołza 😀

    1. Niedźwiedzie to tylko plotki- nie ma ich w Norwegii, za to można spotkać wyżej- na Spitsbergenie. Pytałem o nie w Hamerfeście, który jest około 150 km od Nordkapp i ma w herbie białego niedźwiedzia. Byłem tam w okresie letnim, także… 🙂

    1. Ja płaciłam za lot w styczniu jakoś tysiaka właśnie, nawet 300 zł to będzie dobra cena. To będzie taki kierunek jak Islandia – mega tani przelot a na miejscu dramat cenowy 😂 choć na Islandii w porównaniu z Norwegią nie było AŻ tak źle, szło się przyzwyczaić 😉

  1. Mega dziewczyny! 😀 I to jak daleko na N ode mnie!

    Gratuluję Wam przepięknych zdjęć zorzy (więcej fotek na fb widziałam!). Ja to zorzę mam prawie każdej nocy, a podziwiam ją z sypialnianego okna (dobra już się nie będę przechwalać)… Tak naprawdę, to w Reykjaviku ostatnio słabo z zorzą bo duże mamy zachmurzenie :<.

    Dziś kupiłam najgrubszą, jaką widziałam w Islandii kurtkę, więc chyba na Tromso też będzie w miarę :), jestem totalnie zakręcona na punkcie Północy/Skandynawii, więc biorę Twój wpis, jako główne źródło wiedzy przy planowaniu wyprawy. Pewnie nie w tym roku, ale na pewno tam zawędrujemy! Dzięki!

  2. Pytanie od czapy – gdzie można spotkać dziko żyjące renifery w lecie? 🙂 Podejrzewam, że na wiosnę migrują na północ, ale zastanawia mnie, jak wysoko…

    1. Takich dzikich-dzikich bez właściciela to już raczej prawie nie ma. Stado może się co najwyżej dać zagonić na farmę albo nie 🙂 Latem te renifery co mają właściciela, ale nie dały się zagonić schodzą na wybrzeże, zimą kierują się w głąb lądu.

  3. Raki można kupić w aptece? To mi się spodobało najbardziej! A poważnie, to kusi mnie coraz bardziej daleka północ. Zorza i przejażdzka psim zaprzęgiem są u mnie wysoko na liście. Tylko czemu musi być tak zimno? 🙂

    Co do cen, byliśmy na fjiordach w Norwegii w sierpniu i muszę przyznać, że ceny mnie zaskoczyły, mimo że spodziewałam się że nie będzie tanio. To że jest drożej niż w Londynie (gdzie mieszkam) to akurat nic, ale potem byliśmy w Japonii i wydaliśmy chyba połowę tego co w Norwegii (szczególnie na jedzenie). Tanio nie jest. Ale pięknie 🙂

    1. Japonia taniuśka w porównaniu z Norwegią! No, może nie aż tak jak Tajlandia, ale daleko jej do poziomu cen w Norwegii. To z resztą popularny mit, że Japonia jest droga 🙂

  4. Kolejny rewelacyjny wpis w Twoim wydaniu! Prawdziwa skarbnica wiedzy! Szkoda, że nie mogę od razu spakować manatek i tam sobie polecieć! Tyle ciekawych rzeczy do zrobienia i do zobaczenia! Dzięki za polecenie książki, nie wiedziałam, ze wyszło coś po “Białe”, które pochłonęłam jednym tchem!

  5. mnie jakoś na północ niezbyt ciągnie (no chyba, że na rosyjską), ale okolice Tromso i Lofoty chciałbym odwiedzić – chociaż i tak chyba nie w zimie

  6. 6-ciopak piwa w Norwegii kosztuje 6x ok.30 NOK., czyli ok. 180 koron, a nie 30. 30 koron kosztuje w markecie 1 (słownie jedno) i to raczej z tych najtańszych. Piwo w Norwegii w markecie ma najwyżej 4,5%.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *