Skip to main content

Norwegia: Tromsø – śnieżne psy w zaprzęgu

Powożenie psim zaprzęgiem jest bardzo proste, stajecie obiema nogami na płozach, pośrodku jest hamulec. Jak zjeżdżacie z górki, naciskacie na niego nogą, jak jest pod górkę to odpychacie się jedną nogą, by pomóc psom. Co by się nie działo, NIGDY nie puszczacie sań. – mówi właściwie jednym tchem Tim, doświadczony maszer, który ma zrobić maszerki z nas, dwóch totalnie niedoświadczonych żółtodziobów. – Jak zobaczę, że ktoś zjeżdża z górki i nie hamuje, co może spowodować uszkodzenie mięśni u psów i ich długą rekonwalescencję, delikwenta pakuje na sanie i wraca do obozu. Czy są jakieś pytania?

– Czy mogę jednak tego jednak nie robić? – pytam nieśmiało zupełnie serio przerażona, bo z powyższego komunikatu zrozumiałam tylko tyle, że jak dam dupy, to zrobię krzywdę tym cudnym psiakom i potem nie usłyszałam już nic więcej. Docelowo miałyśmy z Ewą powozić psim zaprzęgiem przemiennie, każda po około 20 minut, co więcej ja miałam zacząć, a tymczasem mam oczy jak 5 zł i mamroczę “ja nie chcę tego robić”. Ewka, która przy okazji trochę boi się psów, idzie więc na pierwszy ogień, a ja ląduje w saniach na skórze z renifera. Harmider, jaki się wokół nas uskutecznia, jest nieprawdopodobny, kilka zaprzęgów już się wyrywa, by ruszyć, a tymczasem cały czas czekamy na wszystkich. Ujadaniu i wyciu nie ma końca, w dodatku psom podpiętym do zaprzęgów wtórują te pozostałe w obozie. Wszystkie chcą się wyszaleć.

Norwegia: Tromsø – informacje praktyczne 2017

Psie zaprzęgi – krótka historia

Na pewno domyślacie się, że psie zaprzęgi od wieków stanowiły najlepszy i najszybszy sposób przewozu ludzi i towarów na trasach syberyjskich, alaskańskich czy arktycznych. Psy hodowane w tych rejonach były odporne na warunki atmosferyczne, mało wymagające, jeśli chodzi o ich utrzymanie oraz niezwykle zdyscyplinowane. Podczas gdy w innych częściach świata najczęściej koń stanowił podstawę transportu, na dalekiej północy były to właśnie psy. Zapamiętajcie to zdanie, bo jest bardzo ważne w zrozumieniu kontynuowania idei psich zaprzęgów współcześnie.

Według Wikipedii na syberyjskiej Czukotce psie zaprzęgi wykorzystywano np. do transportu pasażerów i przesyłek pocztowych. Są doniesienia, iż tamtejsze zaprzęgi liczące 20 psów potrafiły podobno przebyć w ciągu 6 godzin odległość 120 km i ciągnąć ciężar o masie około 600 kg.

Za “wynalazców” psich zaprzęgów uznaje się Eskimosów, którzy zamieszkiwali tereny dzisiejszej północnej Kanady. Pierwsze odkrycia archeologiczne potwierdzające te informacje pochodzą sprzed ponad 1000 lat przed naszą erą! Polecam ten fantastyczny materiał, który przybliżył mi historię psich zaprzęgów. Z zaskoczeniem przeczytałam, że były one również wykorzystywane np. w Nowym Jorku czy Seattle do przewożenia towarów do sklepów!

Psie zaprzęgi współcześnie

Dziś oczywiście nawet na daleką północ Skandynawii dotarły współczesne formy transportu, jednak psie zaprzęgi wykorzystuje się nadal, choć częściej w celach rekreacyjnych niż typowo transportowych. Psi zaprzęg potrafi poruszać się ze średnią prędkością ok. 30 km/h a czasem nawet 50 km/h! W celach rekreacyjnych zaprzęg ciągnie na przykład jednego pasażera w saniach oraz jednego maszera (sterującego zaprzęgiem). Są też opcje ciągnięcia przez zaprzęg narciarza (skijöring) oraz kolarza (bikejöring).

W Tromsø i okolicach psie zaprzęgi stanowią popularny sposób spędzania wolnego czasu, jest to również jednak z najbardziej popularnych atrakcji turystycznych w tym regionie. I uprzedzając być może Wasze wątpliwości dotyczące wykorzystywania zwierząt w turystyce (na co sama zawsze zwracam uwagę), psy zaprzęgowe to lokalna wersja konia pociągowego, to rasy przyzwyczajone do wysiłku, wręcz go wymagające, które wybiegane być po prostu muszą. Nie przewożą już towarów, poczty a coś robić muszą.

No to w drogę!

Etap #1 – jedziemy

Ruszamy – ja w koszu sań, Ewka za sterami. Początek jest trochę chaotyczny, co chwila zatrzymujemy się i ruszamy, by cała kolumna zaprzęgów poruszała się razem. Z sześciu psów, które są podpięte do naszego zaprzęgu dwa, korzystając z postojów, załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne, a ja się tylko modlę, żeby nie próbowały ich, jak to psy mają w zwyczaju, zakopywać, bo wtedy mam szanse dostać psią kupą w twarz. Na szczęście uchodzę z życiem i po 5-10 minutach zaczynamy regularną przejażdżkę w absolutnie pięknych okolicznościach przyrody, ponieważ to właśnie dziś jest pierwszy widoczny wschód słońca po nocy polarnej.

Etap #2 – nie umiem prowadzić

Podczas gdy Ewa wprawia się w sterowaniu, ja wciąż nie jestem przekonana co do moich możliwości. Psy w tym czasie uradowane gnają przed siebie z językami na wierzchu, bo wreszcie przestaliśmy się zatrzymywać i im przeszkadzać w porannej przebieżce. Tuż przed lekkim wzniesieniem jednak musimy się zatrzymać, bo oto przyszedł czas na zmianę kierującego. Postanawiam spróbować, żeby nie żałować, gdyby jednak było super. Tam, gdzie powinny być płozy jest totalny lód, a hamulca nie widzę zupełnie. Ruszamy, choć daleka jestem od entuzjazmu i po jakiś 20 metrach poddaję się. Nie mam kompletnie przekonania, że panuję nad tym zaprzęgiem, saniami i całą tą sytuacją. Ewa wraca do kierowania a ja, lekko niepocieszona brakiem swoich umiejętności, sadowię się do sań.

Etap #3 – wywrotka

Psy chyba się już lekko zniecierpliwiły, bo po chwili, kiedy mamy skręcić lekko pod górkę, postanawiają pobiec na skróty przez wysoki i nienaruszony jeszcze śnieg. Choć staramy się z całych sił im pomóc, wychodzi nam z tego jedynie …. przewrócenie sań. Wypadam z mojego wygodnego lokum, Ewa też leży, ale kurczowo trzyma sanie – widać, że pilnie słuchała Tima na odprawie. Chłopaki pomagają nam się pozbierać i jedziemy dalej, a po pewnym czasie wspólnymi siłami – bo okazuje się, że balansując swoim ciałem też mogę Ewie i psom pomóc – zaczynamy wszyscy odczuwać wielką radość, z tego, co wspólnie robimy. Po 45 minutach docieramy do punktu startowego, gdzie fizycznie wykończona maszerka roku idzie odpocząć a ja… postanawiam wyczochrać w podzięce wszystkie psie grzbiety, które nas wiozły. Zdecydowanie ta rola odpowiada mi najbardziej.

Jakie rasy biegają w zaprzęgach?

W psich zaprzęgach w Norwegii najczęściej spotkacie husky syberyjskie oraz alaskańskie malamuty i husky. W innych rejonach świata będą to również japońskie psy rasy akita, psy grenlandzkie czy samojedy.

Gdzie na psie zaprzęgi w Tromsø?

Na psie zaprzęgi wybrałyśmy się do Tromsø Villmarkssenter, położonego około 25 minut jazdy od miasta. Była to jednak z atrakcji 2-dniowego pobytu, podczas którego obserwowałyśmy również zorzę polarną oraz zaliczyłyśmy nocleg w tradycyjnym saamskim namiocie. O tej przygodzie przeczytacie tutaj. Po śniadaniu, zanim wyruszyliśmy na przejażdżkę psim zaprzęgiem, było dość czasu, by poznać się z tutejszymi psami, których w Villmarkssenter jest około 300 w różnym wieku, głównie rasy alaskan husky. Mieszkają w drewnianych budach wyściełanych sianem i kocami, ustawionych parami – tak jak później biegną w zaprzęgu. Tak jak już wcześniej wspominałam, są to zwierzęta bardzo odporne na warunki atmosferyczne – choć w tym miejscu warto przypomnieć, że średnie temperatury w tych okolicach to raptem kilka stopni na minusie (między -4 a – 10 maksymalnie). Dodatkowo warto pamiętać, że to zwierzęta pracujące, pełniące znacznie inną funkcję niż psy domowe. Naturalnie potrzebują opieki (na miejscu jest mała klinika weterynaryjna), doceniają ludzkie uczucia i drapanie za uchem (choć nie wszystkie lubią się spoufalać), jednak w ich głowach jest jedno: biec! Dla bezpieczeństwa swojego oraz odwiedzających to miejsce przypięte są do bud dość długimi łańcuchami, w końcu jest ich tu tak dużo, że nie wyobrażam sobie, by nie były uwiązane. Przejęłyby to miejsce w kilka minut.

Zajrzyj alaskan husky w oczy

Kiedy wchodzę między budy, moją uwagę od razu przykuwa Lama, około 8-miesięczna suczka, którą najchętniej bym stamtąd uprowadziła do domu. To była miłość od pierwszego wejrzenia, na szczęście odwzajemniona. To do niej przyprowadzam Ewę, która nieco boi się psów, bo już wiem, że Lama jej nie przestraszy i da się potarmosić.

Choć z niewiadomych mi przyczyn rasa alaskan husky nie jest uznana przez organizacje kynologiczne, to nie jest tak, że jest to kolejna sztuczna rasa wygenerowana przez człowieka. Rodowody psów tej rasy sięgają kilku pokoleń wstecz i wbrew nazwie, nie jest to krzyżówka alaskan malamute z siberian husky. Charakterystyczne dla tej rasy oczy mogą być jasnoniebieskie, brązowe lub mieszane. Mają silny instynkt stadny oraz zamiłowanie do ucieczek, dlatego trzeba zadbać o to, by miały dużo ruchu. Naprawdę dużo! Ciekawostką jest, że psy tej rasy raczej nie szczekają, tylko wyją, o czym nie raz przyszło nam się przekonać podczas pobytu w obozie Villmarkssenter.

Jak to zorganizować?

Prowadzenie psich zaprzęgów to część pakietu z obserwowaniem zorzy i nocowaniem w lávvu poprzedniego dnia, jaki możecie zarezerwować w Tromsø Villmarkssenter. 2-dniowy pakiet w skład którego wchodzą: transport z i do Tromsø, ognisko z przekąskami, kolacja, nocleg w lávvu, śniadanie, psie zaprzęgi, tradycyjny obiad kosztuje: 2680 NOK. Oczywiście można przyjechać tylko na obserwowanie zorzy (690 NOK) lub tylko psie zaprzęgi (1590 NOK). Jednak nocleg polecam w kategorii „jedna przygoda w życiu”. Warto, nawet jeśli zapach ogniska będzie Wam towarzyszył jeszcze po powrocie do domu.

I jak Ci się podoba? Wybierasz się do Tromsø? Masz pytania, na które odpowiedź nie pojawiła się w tekście? Koniecznie daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję!

Zapraszam Cię również na mój fan page na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia!

20 myśli na temat “Norwegia: Tromsø – śnieżne psy w zaprzęgu

  1. A ja się zastanawiam, czy moi poprzednicy przeczytali dokładnie artykuł? Ja wiem, że dobro zwierząt – też jest mi ono bliskie! Ale byłam tam i widziałam, że te psy były cudownie zadbane, pełne energii i szczęśliwe. A jak rwały się do ciągnięcia sań! Trzeba było je hamować, żeby nie nadwyrężyły sobie mięśni. To odpowiedzialność, tak pokierować psem, by nie zrobił sobie krzywdy. Tu nie leci się na łeb, na szyję, nie eksploatuje psów do granic ich możliwości!

    Ważne jest, by pamiętać, że to zwierzęta pracujące. Podobnie jak woły, które w niektórych częściach świata ciągną pługi. Albo muły które pomagają transportować towary. Czy chociażby konie, które na całym świecie wożą miliony jeźdźców.

    Myślę, że większą krzywdę robią huskim właściciele, którzy trzymają je w mieszkaniach, niż ci, którzy jeżdżą z nimi w zaprzęgach…

  2. Tak jak któraś z poprzedniczek i ja także nie byłbym w stanie skorzystać z psiego zaprzęgu. Niemniej to na pewno interesujące przeżycie, zwłaszcza w takiej scenerii!

  3. Sama z chęcią wyczochrałabym te kudłate mordki 🙂 W kontekście tego co mówią dziewczyn,y zastanawiam się czy jest jakakolwiek możliwość swobodnego wybiegania psów o tak silnej potrzebie wysiłku fizycznego? Np. bikejöring na zdjęciach wygląda na solidną współpracę zwierząt i człowieka… no ale co zrobić zimą?

    1. Słuszna uwaga i od razu odpowiadam – nie ma. Tu nie chodzi o to, żeby takiego psa puścić wolno niech biega. Ich psychika skonstruowana jest w inny sposób, one są nastawione na zadanie, wysiłek. Przez wieki te psy miały konkretne cele. A jeśli komuś się wydaje, że w takim zaprzęgu to tylko one pracują, polecam spróbować prowadzić takie sanie. Ewka zeszła z nich po 45 minutach pół przytomna z wysiłku, na miękkich nogach. A psy? Już nie mogły się doczekać następnej rundy.

  4. Jakoś nigdy nie byłam przekonana do psich zaprzęgów. Ja wiem, że są rasy psów, które uwielbiają pracować i jeśli odpowiednio się nie zmęczą, to rozniosą wszystko, włącznie z właścicielem. Natomiast sama raczej z tej “atrakcji” bym po prostu nie skorzystała. Niemniej mogę sobie wyobrazić, że mimo wszystko mogło to być całkiem interesujące doświadczenie.

      1. Tylko, że własnie tu nie TYLKO o wybieganie się chodzi… Naturalnie nie zamierzam nikogo do niczego namawiać, jednak warto może chociaż zapoznać się z historią tych psów i tym jak odmiennie skonstruowane są od psa domowego.

  5. Probowalam rowniez w Tromso. Nigdy wiecej. Nie spodziewalam sie ze to takie meczace. Ale siedzenie na saniach okazalo sie grozniejsze, bo mielismy maly wypadek i sanie sie wywrocily, a psy uciekly ale zgadzam sie z Toba – husky sa fantastyczne!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.