Skip to main content

Norwegia: Tromsø – Wrota Arktyki

Kiedy naniosłam Tromsø po raz pierwszy na mapę, pomyślałam sobie, że to będzie takie fajne, urocze, niewielkie miasteczko rodem z Przystanku Alaska. W końcu skoro Reykjavik, stolica Islandii – jedyne zimne miasto, do jakiego mogę robić odniesienie – wydawał mi się mały i kameralny, to czego więcej spodziewać się po Tromsø? Ot będzie to tylko idealna baza wypadowa na zorzę i inne arktyczne atrakcje.

W jakim błędzie byłam, zdałam sobie sprawę, na szczęście jeszcze przed wyjazdem, dzięki podarowanej mi pod choinkę książce Hen Ilony Wiśniewskiej (lektura obowiązkowa!). Jakie Tromsø jest naprawdę i dlaczego nazywano je Paryżem Północy? Sprawdźcie!

Tromsø – położenie i klimat

Tromsø to największe miasto północnej Norwegii, siódme w skali kraju. Położone jest na wyspie Tromsøya, w regionie Troms, około 350 km za kołem podbiegunowym. Choć brzmi to, jak totalny ziąb, dzięki fiordom, wyspom oraz wpływowi prądu Północnoatlantyckiego, klimat jest tu wyjątkowo łagodny. Średnia temperatura zimą to raptem -4°C, latem natomiast oscyluje w granicach 12°C. Noc polarna, podczas której nie jest non stop ciemno, ale też niezbyt jasno, trwa w Tromsø od 27 listopada do 19 stycznia, dzień polarny  natomiast, podczas którego jest praktycznie non stop jasno, trwa od 19 maja do 27 lipca.

Pierwotnie miałyśmy jechać zaraz na początku stycznia, w trakcie trwania nocy polarnej, jednak ostatecznie postanowiłyśmy sprawdzić, jak to jest, kiedy można się cieszyć, wraz z mieszkańcami pierwszym od miesięcy wschodem słońca 21 stycznia o … 10:30! Niestety kapryśna pogoda pozwoliła nam zobaczyć oświetlone słońcem szczyty gór dopiero kilka dni później po zakończeniu nocy polarnej. W praktyce więc słońca podczas pobytu w Tromsø nie widziałam przez cały tydzień. Dopiero po powrocie do Polski, kiedy przywitało mnie piękne słońce, doceniłam szerokość geograficzną, w której mieszkam.

Tromsø jest naj!

Znajduje się tu najdalej na północ zlokalizowany browar Ølbryggeri założony w 1877 roku oraz przynależący do niego pub o tej samej nazwie. Nie jestem wielką fanką chmielowych drinków, jeśli jednak poza wizytą w pubie chcielibyście dowiedzieć się o arktycznym browarnictwie więcej, odbywają się specjalne wycieczki pod hasłem Beer Safari. Poza tym znajduje się tu najstarsze norweskie kino, w którym filmy puszczane są z tradycyjnej taśmy (ponoć ostatnie takie), jazz bar, w którym niegdyś mieściło się kino oraz trzeci co do wielkości uniwersytet w kraju, ale za to położony najdalej na północ ze wszystkich w Norwegii.

Tromsø jest jednak najbardziej znane jako Wrota Arktyki dzięki wielu ekspedycjom polarnym, jakie startowały stąd w XIX i XX wieku. Do najbardziej znanych eksploratorów należeli Roald Amundsen, Umberto Nobile i Fridtjof Nansen. Historii polarnictwa oraz ogólnie życia w Arktyce poświęcone jest arcyciekawe Polar Museum (wstęp tylko 60 NOK!), w którym w ciekawy i realistyczny sposób przedstawiono historię wypraw polarnych, sylwetki badaczy oraz codzienne życie mieszkańców Arktyki. Myślę, że nawet dwie godziny nie wystarczą, aby zobaczyć wszystko, co oferuje muzeum. Pozycja obowiązkowa do zobaczenia!

Ciekawostki o Tromsø

Stromo i ślisko

Warto zacząć chyba od tego, że Tromsø jest górzyste, mało przewodników o tym mówi, na pewno nie wprost. Kiedy pewna dziewczyna na Facebooku napisała mi, żebym sobie kupiła raki (takie nakładki na buty do chodzenia po lodzie), pomyślałam sobie No bez przesady! Oczywiście jak się okazało miała rację, bo o ile w pierwszych dniach cieszyłyśmy się z pięknej zimowej aury przy -4°C, o tyle końcówka pobytu przy deszczu i +6°C kilka razy mało nie kosztowała nas połamanych kończyn. I nie chodzi nawet o to, że mieszkałyśmy tak ok. 1,5 km w linii prostej od centrum, pod stromą dość górę. W samym centrum spotkać można równie strome chodniki, a przy szklance, jaka się tu tworzy po deszczu, stają się morderczą pułapką. Serio, nie dramatyzuje. Jeśli zainwestowałam dwukrotnie ponad 16 zł, by przejechać jeden lub dwa przystanki i przeżyć drogę do miasta, to wierzcie mi, że nie przesadzam. Raki przydają się oczywiście również do chodzenia po śniegu, bo pod nim często czai się lód. Chyba, że chodnik jest w samym centrum i akurat jest podgrzewany! Najlepszy wynalazek północnej Norwegii, powiadam Wam.

Nie idziemy do Polarii

W przeciwieństwie do opisu ukształtowania powierzchni Tromsø, Polaria znajduje się jako obowiązkowy punkt zwiedzania w każdym przewodniku. Zupełnie tego nie rozumiem, a oto dlaczego: wstęp kosztuje 130 NOK (czyli ok. 65 zł!), w środku męczenie fok pokazami dla turystów w małym zbiorniku oraz nudny, zaledwie 10 minutowy film o tym jak powstaje zorza polarna. Żałuję, że nie zrobiłam lepszego rozeznania przed wyjazdem, mam jednak nadzieję, że nie popełnicie mojego błędu. W porównaniu z połowę tańszym i 100 razy ciekawszym Polar Musuem, Polaria wypada jak ubogi krewny. Aha, i do Muzum Miasta Tromsø podobno też nie warto, jednak sama nie byłam, więc zróbcie research sami w necie. Nie znajduje się ono w centrum, więc może warto sprawdzić, czy wycieczka jest warta zachodu.

Zwiedzanie z przewodnikiem

Żaden książkowy przewodnik ani internety nie powiedzą Wam tyle, ile profesjonalny przewodnik. W Tromsø nie trafiłam na popularne już w większości europejskich miast free walking tour, natomiast wybrałyśmy się na bardzo ciekawe, 2,5 h zwiedzanie z Silke z Tromsø Budget Tours (250 NOK, w cenie wstęp do Polar Museum; jak na tutejsze ceny to właściwie za półdarmo). Bardzo fajnie wygląda po zmroku (czyli ok. 16:00 w styczniu) pięknie oświetlony port oraz Arktyczna Katedra po drugiej stronie mostu, arcyciekawe są historie domów położonych przy głównej ulicy Storgata. Na przykład, dlaczego większość starych domów w mieście, z których większość pochodzi z XIX wieku, ma ścięte rogi? Żeby ludzie w przypadku pożaru i wybuchu paniki, nie zderzali się ze sobą, wybiegając zza rogu. Albo, dlaczego dawniej budowano domy z maksymalnie dwa piętra? Bo dotąd sięgała drabina strażacka. A to tylko kilka z historii, jakie o Tromsø można usłyszeć od przewodnika. Przy okazji, w 1904 roku zakazano budowania drewnianych domów w centrum miasta.

Paryż Północy

A wiedzieliście, że Tromsø nazywane było Paryżem Północy? To zasługa głownie tutejszych kobiet, które zawsze ubrane były zgodnie z najnowszymi, paryskimi trendami. Jak to możliwe? Dzięki statkom, które transportowały do Europy ryby, a wracały z pięknymi kreacjami. Jednak nie tylko fashonistki wpłynęły na to określenie Tromsø, ale również francuskie słowa, które na stałe zakorzeniły się w lokalnym języku. Przykładowo nigdy nie używano norweskiego słowa oznaczającego chodnik, zawsze były to trottoir. Podobnie było z molo, które w Tromsø zawsze określano słowem jetée, nigdy zaś brygge.

Hurtigruta

Kiedy czytałam o Tromsø we wspomnianej już książce Hen Ilony Wiśniewskiej, jednym z pierwszych kluczowych dla tego regionu tematów była linia promowa Hurtigruten, którą czule nazywano Hurtigrutą. Niezmiennie od dekad na jej pokładach przewożone są towary i zaopatrzenie dla miast na Północy. Od jakiegoś czasu pojawia się na nich również coraz więcej turystów, bo trasa Bergen – Kirkenes – Bergen nazywana jest najpiękniejszą na świecie, a jej pokonanie zajmuje 12 dni. Hurtigruta zatrzymuje się w Tromsø właściwie codziennie rano i ok. 18:00 głośno oznajmia koniec swojej wizyty.

Praktycznie

Większość informacji praktycznych związanych w wyjazdem do Tromsø znajdziecie w tym wpisie: Norwegia: Tromsø – informacje praktyczne 2017 Informacja turystyczna położona w porcie, nieopodal Hotelu Radisson i punktu cumowania legendarnej Hurtigi. Jest całkiem nieźle zaopatrzona w foldery, pośredniczy również w sprzedaży wszelakich wycieczek.

Spodobał Ci się wpis? Masz uwagi lub komentarze? Podyskutuj, polub, podziel się. Dziękuję!

14 myśli na temat “Norwegia: Tromsø – Wrota Arktyki

  1. O tej porze roku takie miejsca mnie nie pociągają, wolę coś cieplejszego i słoneczniejszego 😉
    A tak poważnie, to na Twoich zdjęciach ta miejscowość robi wrażenie małej i uroczej 🙂

  2. Jestem pełen podziwu dla zwiedzających w takim śniegu 🙂 Chociaż pewnie niedługo sam się wybiorę na północ w poszukiwaniu płatków, bo np. w takim Wrocku trudno uświadczyć prawdziwej zimy 🙁 Wszak widzę, że cenowo jest faktycznie szał, tak jak wszyscy opowiadają 🙂

    1. Taaak cenowo nie ma w Norwegii przesady, tak jak się mówi o Japonii czy Islandii – w pierwszej jest normalnie, w drugiej troszkę drożej. Wszystkie opinie o drożyźnie Norwegii są jednak w żadnym razie przesadzone. Ale co zrobić, takie wyjazdy raz w życiu warto odbyć i już 🙂

      1. Pocieszyłaś mnie informacją o cenach w Norwegii – od lat marzy mi się taki wypad, ale zawsze zniechęcały mnie wydatki. Myślę, że pieniążki jednak się znajdą, a to że warto to już mnie przekonałaś ;D

  3. W zeszłym roku byliśmy w okolicach Haugesund i Stavanger, ale ciągle myślimy o północy. Piękne miejsce a sfotografowanie zorzy to moje fotograficzne marzenie. Po przejechaniu w Norwegii wielkim rondem na głębokości 60 m pod poziomem morza w tunelu mierzącym 8,9 km długości podgrzewany chodnik wcale mnie nie dziwi 😉

    1. Przerabiałam to na Islandii: w maju było jasno praktycznie całą dobę, plus “w ciągu dnia” klasyczne słońce 🙂 Odnotowałam ogromna produktywność, spać trzeba było się zmuszać, żeby po północy się kłaść ale już o 6 człowiek był znowu na nogach. Zasłanianie okien kocem pomagało, ale niewiele. Myślę, że ciężko żyć tak na co dzień …

  4. Domki rzeczywiscie przypominaja te z Reykjaviku, ale wydaja sie bardziej cozy. Trafilyscie na zime jak z filmow, tak wlasnie kojarzy mi sie Norwegia. Podgrzewane chodniki to naprawe swietny wynalazek, Holendrzy maja podgrzewane autostrady 🙂 A zorza byla?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.