Skip to main content

Nie musisz niczego rzucać, żeby podróżować … serio!

Po przeczytaniu kolejnego artykułu o tym, jaka to praca w korpo jest be, jak również na fali nurtu “rzuć pracę w korpo, jedź dookoła świata” postanowiłam zabrać w końcu głos. Jestem zdania, że każdy powinien podróżować, żyć, pracować tak, jak mu odpowiada. Żaden sposób nie jest lepszy, jednak niestety w ostatnich latach modne jest podejście, że praca na etacie to zło, korpo to już w ogóle szczyt dna i najlepiej rzucić to wszystko w cholerę i jechać przed siebie. Jednak te same osoby, które ten nurt kultywują zapominają bardzo często wspomnieć o kulisach swoich decyzji, przygotowań lub faktycznego życia w drodze. A do szerszej publiczności dociera już tylko przekaz “Rzuciłam/em pracę i wyjechałem, jest cudownie.” I pewnie, nie przeczę, że tak może być, jednak to się nie dzieje z dnia na dzień! I trzeba mieć trochę szczęścia. Siedzisz na fejsie w swojej korpo i czytasz kolejny tekst o tym, że praca na etacie to wyrok? Bo świat czeka na Ciebie z otwartymi ramionami a Ty łosiu siedzisz i pracujesz, jak jakiś frajer niemalże? Frustrujesz się, że nie jesteś bohaterką Jedz, módl się i kochaj tudzież Diane Lane z Pod słońcem Toskanii? Mam dla Ciebie super wiadomość! Nie musisz rzucać pracy (ani niczego innego), żeby podróżować! Skąd taka odważna, w dobie social mediów, teza? Otóż, od ponad dekady pracuję na etacie i podróżuje, jednocześnie rozwijam się zawodowo i zobaczyłam już kawał świata. Nie wierzysz mi? Przekonaj się!

Praca w korpo w Polsce jest be

Związana mniej lub bardziej z Twoim wykształceniem, gwarantująca ubezpieczenie, często prywatną opiekę medyczną, różnego rodzaju benefity (karty sportowe, zniżki, bilety do kina), pozwalająca na umiarkowaną stabilność, wzięcie kredytu (jeśli się ma takie potrzeby). I to jeszcze 5 dni w tygodniu. Po średnio 8 godzin dziennie. To wszystko brzmi koszmarnie. Nie wiem tylko czemu korpo jest be, ale już nauczanie języka angielskiego w Azji Południowo-Wschodniej, bez żadnego przygotowania merytorycznego (to że jako tako znasz angielski nie czyni z Ciebie nauczyciela, sorry), odbierając pracę lokalesom, przez 6 dni w tygodniu bez żadnego zabezpieczenia jest lepsze. W końcu obie prowadzą do zarabiania pieniędzy, które kolejno przeznaczasz np. na podróże, więc dlaczego korpo (w której więcej zarobisz) jest nagle tą gorszą opcją?

Moje życie zawodowe vs. podróże

Bardzo szybko zorientowałam się, że chce pracować w turystyce, choć wtedy moje cele koncentrowały się wokół pracy rezydenta biura podróży. O moich początkach możesz przeczytać tu! Pół roku lub rok zagranicą brzmiało jak praca marzeń. O ile się lubi pracę z ludźmi, czyli nie mój case. Najpierw pracowałam przez ponad 8 lat organizując głównie wyjazdy firmowe, aktualnie robię w marketingu dużego biura podróży. W trakcie mojej 10-letniej kariery zawodowej odwiedziłam prywatnie i służbowo, według aplikacji been, bo nie liczą takich rzeczy sama: 17% całego świata i w 50% Europę. Łącznie 42 kraje, w tym niektóre wielokrotnie. Z każdym rokiem podróżuję coraz więcej, średnio raz w miesiącu gdzieś wyjeżdżam, czy to na 3 tygodnie do Indii, czy do Berlina na weekend albo na tydzień na Kaukaz. Tylko w tym roku polowałam na zorzę w Norwegii, spędziłam ponad 2 tygodnie w Indiach, odwiedziłam Słowenię, Armenię, spędziłam weekend w Berlinie i własnie pakuję się by zobaczyć Kijów i Czarnobyl. Przede mną Brandenburgia, Hiszpania, Portugalia, Ateny, może Emiraty Arabskie. Fakt, 26 dni urlopu to nie jest dużo, ale trzeba umieć kombinować, średnio spędzam w podróży 2 a nawet 3 razy tyle. Znam też rekordzistkę Kami z Kami and the rest of the world, która pracując na etacie, w 2016 w podróży spędziła 117 dni! Można? Pewnie! I niczego nie musiała rzucać. Święta, weekendy, nadgodziny…. A wiecie o istnieniu urlopu bezpłatnego? Dodatkowo przyznaję się, że praca w turystce może i nie jest super płatna, ale liczne zniżki i programy lojalnościowe w hotelach bardzo pomagają w podróżowaniu. Przeczytaj więcej o możliwościach pracy w turystyce!

#2016bestnine #9trips #year #of #traveling

A post shared by Those who travel live twice (@evi_mielczarek) on

Praca na etacie vs. praca zdalna

Cyfrowi nomadowie – taki nowy termin się wykluł dla osób, których praca pozwala na wykonywanie jej zdalnie i faktycznie jest cała masa zawodów, które można wykonywać właściwie z każdego miejsca na Ziemi. Grafik komputerowy, programista, pisarz, dziennikarz, webmaster itp. Szczególnie na nowoczesnym rynku pracy jest zapotrzebowanie na usługi wyżej wymienionych. Jeśli umiesz się zorganizować bez szefa, który nad Tobą stoi, umiesz zaplanować sobie kalendarz pracy, masz stały dostęp do dobrego internetu… Widzisz już, dokąd zmierzam? Kiedy jadę na 3 tygodnie do Azji to zwiedzam, bawię się, odpoczywam. Internet – mogę mieć, mogę go nie mieć, zresztą potrzebuję go tylko do aktualizowania statusów na fanpage’u, coby moja rodzina wiedziała gdzie jestem i jak żyję. Pracując zdalnie możesz być w najpiękniejszym miejscu na Ziemi i dostać zlecenie, które podreperuje Ci budżet, albo musisz skończyć zlecenie, a tu jak na złość net nie współpracuje. Bo do pracy zdalnej i przesyłania efektów swojej pracy potrzebny jest porządny net. Możemy być w tym samym miejscu, ja się będę opalać, Ty ganiać za internetem. Nawet jeśli jest w tym odrobina przesady (choć są to historie z życia wzięte), weź to pod uwagę, zanim uznasz, że rzucasz pracę w korpo, chłopaka i kota. Jak wszystko w życiu, to nie tylko cud, miód i jednorożce. Podobnie jak praca w korpo.

Pieniądze vs. podróże

Na pewno jest korpo i korpo, w jednym płacą lepiej, w innym gorzej, jednak jeśli płacą Ci mało, to po prostu zmieniasz korpo. Nie ma w tym większej filozofii. Wiele osób, które rzuciły pracę dla podróżowania zapomina wspomnieć ile lat sobie w korpo odkładały pieniądze, żeby mieć jakiekolwiek zabezpieczenie na start. Albo że mają partnerkę lub partnera, który wciąż pracuje i jest jakąś taką poduszką awaryjną. Albo ile zleceń muszą na siebie wziąć, też bardzo często niezwiązanych z podróżami w ogóle, byle zarobić trochę grosza. Bo w końcu powietrzem i wolnością bezetatowca garnka się nie zapełni. Mam ogromny szacunek do osób, które owszem rzuciły dotychczasowe życie z korpo włącznie by spełnić marzenie o podróży dookoła świata, jednak przygotowywały się do tego długo i systematycznie. Nie wyjechały z kilkoma studolarówkami licząc na cud, ewentualnie “jakoś to będzie”. Do takich osób należy Kamila z Kami Everywhere, którą podziwiam za upór w dążeniu do celu, cierpliwość, bo jej przygotowania do podróży, która aktualnie trwa już prawie rok, trwały naprawdę długo. Mowa oczywiście głównie o oszczędzaniu. Ja też oszczędzam, z każdej pensji część trafia na konto oszczędnościowe, co jakiś czas sprzedaje przeczytane książki, mam mały sklepik internetowy. Zawsze parę dodatkowych groszy wpadnie. Mieszkanie wynajmuję, samochodu nie mam, nad czym ubolewam, ale jego utrzymanie kłóci się u mnie z potrzebą oszczędzania.

Ale ja lubię swoją pracę!

To już jest aspekt, o którym prawie w ogóle zdaje się nie mówić w kontekście rzuć pracę i jedź. O ile cytat rób to co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia jest dla mnie totalnie denny, bo skoro Ci płacą to pracujesz, o tyle znam wiele osób, które lubią swoją pracę w korpo czy zwykłych firmach, ba, nawet w państwowych! Lubią to co robią, umieją połączyć pracę i podróżowanie, bo w końcu naprawdę nie jest to fizyka kwantowa. Kwestia priorytetów. Ja bardzo lubię swoją pracę w turystycznej korporacji, pracuję w branży, która jest moją pasją, codziennie uczę się czegoś nowego. Nie budzę się z myślą “dżizas znowu do pracy“. Podróże pozwalają mi zachować dystans i higienę psychiczną, praca również. Według mnie wszystko, co staje się rutyną może się znudzić, podziwiam etatowych podróżników Karolinę i Bartka z Tropimy Przygody, którzy w podróży są już prawie dwa lata. Obawiam się, że choć lubię życie w drodze mogłoby mi się znudzić, jak każda inna rutynowa czynność. Ciągła równowaga między życiem zawodowym i podróżami pozwala mi podchodzić entuzjastycznie zarówno do jednego jak i drugiego. Taki jest mój sposób. Nie lepszy, nie gorszy. Inny.

Żyj i pozwól żyć innym

Puenta jest dla mnie taka: chcesz rzucić pracę i jechać z 200 dolarami w kieszeni w podróż dookoła świata? Super, jedź! Ale nie uważaj się za kogoś lepszego od tych, którzy wolą wyjechać na 2-3 tygodniowe wakacje, na które długo odkładali. Twój sposób na życie nie jest lepszy, jest inny. I super, bo by było strasznie nudno, jakby wszyscy widzieli świat tak samo. Praca na etacie nie jest dla każdego, ale w korpo można pracować również na własnej działalności, z korpo można współpracować, jest sporo możliwości. Życie nie jest czarno-białe, nie ma jednej słusznej drogi. Ja i dziesiątki innych blogerów podróżniczych, na których strony pewnie zaglądasz, pracujemy na etacie, zarabiając na kolejne wyjazdy. Zakładamy rodziny, kupujemy samochody, przyczepki, mieszkania. Niczego nie musieliśmy rzucać i Ty też nie musisz.

Nie frustruj się. Zainspiruj się!

Można fajnie podróżować jednocześnie pracując, i wcale nie musi być to okupione olbrzymimi wyrzeczeniami. Poniżej tylko kilka przykładów najbliższych mi blogów, które udowadniają, że nie trzeba rzucać pracy, żeby podróżować. Sama staram się Was, czytelników inspirować do podróżowania, pokazując nowe miejsca, albo dając gotowe przepisy na weekendowe wypady, zachęcam, żebyście ruszyli się z domu. A to wszystko robię pracując 8 godzin dziennie 😉
Etatowcy w podróżniczej blogosferze: Osmol.pl – Notatki z podróży, Poszli-Pojechali, Jedź, baw się, Love traveling, Daleko niedaleko, WojażerTroPiMy, Złota proporcja, Okiem MalenyZapiski ze świata, 4 ever moments

Podróżujące rodziny: 8 stóp, Weekendowi, Łukasz Kędzierski – podróże i fotografia

Podróże autem z przyczepką i psem: Makulscy.com, Wolves on the road

A Ty jak uważasz? Korpo to zło? A może trend “rzuć wszystko i jedź” jest przereklamowany? Masz swój sposób na pogodzenie pracy i podróży? Koniecznie daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję!

Zapraszam Cię również na mój fan page na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia!

55 myśli na temat “Nie musisz niczego rzucać, żeby podróżować … serio!

  1. Kiedys liczylam ze pracujac na etacie 5 dni w tygodniu, majac 26 dni urlopu+ swieta+ weekendy, wyjezdzajac na wyjazd po pracy w kazdy dzien poprzedzajacy dzien wolny (wiec kolejne pol dnia w trasie) mozna spedzic na wyjazdach ponad 150 dni w roku. Wiec dac sie da- a potem juz jest tylko kwestia czy chcemy. Ja zwykle pracujac spedzalam na wyjazdach okolo 100-130 dni w roku. Bo wiecej mi sie nie chcialo 😀

  2. A możesz opisać troszeczkę więcej?
    Korzystasz tylko ze standardowych 26 dni urlopu rocznie (plus kombinowanie żeby brać je przy okazji świąt, robiąc sobie często “długie weekendy”), czy też masz dobrego szefa który pozwala Ci brać urlop bezpłatny, dzięki czemu poza firmą jesteś dłużej niż 26 dni?
    A może wszystko poza urlopem to delegacje?

    1. Urlopu bezpłatnego jeszcze nie musiałam brać, ale mam taką opcję. W delegacje w tej chwili nie jeżdżę zbyt dużo, choć umiem z nich korzystać tak, by coś zobaczyć choćby przez godzinę. Trzeba umieć dobrze kombinować 😉

  3. Ależ no oczywiście i bez żadnej wątpliwości nie musisz! Poznawanie świata jest cudowne na każdą, nawet mikro skalę, a ci co rzucają, żeby jechać, robią to, bo mają na to ochotę – tak jak cudownie może podróżować każdy, kto nie ma na to ochoty 🙂 . Podróżujmy jak chcemy! I żyjmy, jak chcemy

  4. Super wpis! Też jestem etatowcem realizujacym się w podróżach. Weekendy, urlop, a dodatkowo możliwość korzystania z programu Erasmus+ i innych programów dla uczelni wyższych 🙂

  5. Aż mnie zaciekawiło co za tekst Cię tak poruszył 😀 Ale Twój, szerze mówiąc, wydaje mi się stronniczy. Jedni mogą uważać, że praca w korpo jest super, a inni, że to dno i należy uciekać. Jedni i drudzy mają do tego prawo, po co licytacje? 🙂

    1. Ależ ja nie twierdzę, że praca w korpo czy w ogóle na etacie jest tylko super, jak wszystko ma swoje wady i zalety i wydawało mi się, że nawet podobne zdanie znalazło się w tekście. Twierdzę natomiast, że nie trzeba rzucać pracy, żeby podróżować i mówię to ze swojego doświadczenia. Buntuje się również przeciwko popularnemu ostatnio trendowi hejtowania etatu, jako ograniczającego i generalnie szczyt dna, przy jednoczesnym gloryfikowaniu “rzucania pracy i ruszania w podróż” jako jedynej słusznej drogi. Tydzień w Tajlandii? Nie no, musisz tam pomieszkać, wtedy NAPRAWDĘ poznasz/zrozumiesz/poczujesz (*niepotrzebne skreślić). Buntuje się przeciwko wmawianiu ludziom, że jeśli siedzą w korpo na etacie i podróżują od czasu do czasu a nie uczynili z tego swojej życiowej drogi to są gorsi. Bo nie są. Jeśli ktoś mi wmawia, że jego sposób jest jedynym słusznym, mam prawo się z tym nie zgodzić. Licytacja? Może. Dla mnie pokazanie, że są inne opcje. Zależało mi również by pokazać właśnie przykłady ludzi, którzy nie muszą niczego rzucać, żeby podróżować, ale to już jakby zdradza tytuł 🙂

    2. Ok, po przeczytaniu tekstu odebrałam go inaczej. Nie do końca się z Tobą zgodzę. Jest ogromna różnica między byciem gdzieś tydzień, miesiąc i rok. Jednej osobie starczy tydzień, innej miesiąc, innej nie wystarczy rok – bo każdy podróżuje jak chce. Nie zmienia to faktu, że gdy pobędziesz gdzieś na spokojnie 3 miesiące poznasz to miejsce lepiej niż w tydzień. Na teksty hejterskie czy piętnujące nie trafiałam, może czytam inne blogi, ciezko więc mi się odnieść. Czy ktoś podrózuje na etacie czy pracuje w drodze nie widzę powodu, by po komkolwiek tak jechać, jednemu się sprawdziło to o tym opowiada, drugiemu się super podróżuje na etacie – i pisze, że to jest super, ale po co zaraz walka? 🙂 Chętnie przygarnę linki do blogów, gdzie się wmawia, że jedni są cacy a inni be, serio zaciekawiłaś mnie. Może dlatego, że ich nie widziałam Twój tekst wydał mi się taki ostry i stronniczy. Może warto pokazać jednych i drugich w tym samym świetle: “Znalazłam swoją drogę i nią podążam”. Pozdrawiam – człowiek na rozdrożu, bo i w drodze i z etatem.

    3. Oczywiście, że jest różnica między spędzeniem gdzieś tygodnia, miesiąc albo roku. Przecież ja tego nie neguje. Natomiast uważnie się za lepszego lub umniejszanie innym, bo się gdzieś było dłużej i tak jest lepiej jest nie w porządku. To mnie wkurza. Każdy właśnie jeździ tak, jak lubi i może i nikomu nic do tego. Znam takich podróżników co na hasło all inclusive wykrzywają się z obrzydzeniem. A wszystko jest przecież dla ludzi.

      Kto tu walczy? Ja tylko wyraziłam swoje zdanie i masz rację, że mój wpis jest stronniczy. Pisze bloga nie wiadomości w gazecie, więc wyrażam swoją opinię, z mojej pozycji etatowca, który mimo wszystko zobaczył już tak wiele. I masz rację, że jest ostry bo się wkurzyłam. Bo chyba najbardziej w kultywowaniu haseł o rzucaniu wszystkiego i jaki etat jest zły denerwuje mnie brak odpowiedzialności za to co się mówi. Co innego prywatne rozmowy, a co innego publikowanie czegoś w necie.

      Kiedyś byłam na spotkaniu głównie z młodymi dziewczynami jako podróżniczka wraz z innymi, w tym takimi ciągle w drodze. Większość z tych dziewczyn nie była zainteresowana tym jak pogodzić pracę z podróżami czy podróże z pracą. Każda chciała gap year, każda chciała nie pracować tylko podróżować. Średnia wieku 20 lat. Czy to źle, że marzą o życiu w podróży? Nie! Skąd! Kto by tak nie chciał! Mieć forsy jak lodu i tylko sobie jeździć 😉 Na ile realne są ich marzenia jeśli znają tylko PR-owo dobrze brzmiącą historie, która właściwie zaczyna się i kończy na “rzuć pracę, rusz w podróż”?

      Każdy ma swoją drogę, ani lepszą ani gorszą. Tylko nie wolno ludzi karmić głupotami 🙂

  6. Świetny wpis!

    Dłuższa, kilkumiesięczna podróż jest w pewnym sensie moim marzeniem, podobnie jak posiadanie własnej działalności, tak też byłam wychowywana, więc może dlatego. Nie uważam, że ten sposób jest lepszy czy gorszy, po prostu jest mój.

    Etatowa praca dawała mi święty spokój, regularną i stałą kasę co miesiąc i rozumiem ludzi, którzy chcą prowadzić takie życie, bo co jest w tym złego? Po powrocie ze Stanów czeka mnie powrót na etat, bo zanim biznes się rozkręci warto mieć płynność finansową i spokojną głowę, a nie martwienie się oto czy starczy mi kasy na następny tydzień. Nie jest to mega komfortowe dla mnie, ale też nie jest jakimś dramatem nie do przeskoczenia.

    Nie każdy chce być przedsiębiorcą czy podróżować wydając na to każdą złotówkę i poświęcając każdą, wolną chwilę (jak ja). Chociaż i taki styl życia też jest często krytykowany, co też mnie wnerwia, bo co komu do tego?

    Ktoś może chcieć pracować na etacie, a ktoś rzucić pracę i wyjechać w podróż dookoła świata i to jest ok, dopóki żyje w zgodzie ze sobą i jest szczęśliwy. Chociaż wszechobecne slogany “rzuciła korporację i wyjechała w podróż dookoła świata” mnie osłabia, bo ileż można?

    Często słyszę krytykę jednego i drugiego sposobu na życie i czasami zastanawia dlaczego ludzie zamiast zająć się sobą, swoimi marzeniami, celami wolą energię poświęcać na komentowanie innego stylu życia.

  7. Trochę mnie pocieszyłaś tym artykułem 🙂 czytając inne blogi zastanawiam się czemu oni tak potrafią a ja nie, a tu proszę świeże spojrzenie na sprawę. Do zobaczenia w pracy 😉

  8. Oczywiście że nie. Co więcej można podróżować, nawet bardzo dużo pracując na etacie. Wprawdzie nie pracuję za biurkiem a za pulpitem tramwaju ale co miesiąc jestem w innym kraju 🙂

  9. Siedzę na tyłku i pracuję, pracuję, pracuję, po czym wymieniam zebraną kupkę na eurosy i sie oddalam 😉 I tak trzy razy w roku…Może i jestem przegryw 😛 ale w moim zawodzie, nie da się pracować zdalnie, siedzę za pianinem, nie biurkiem, akompaniować dość trudno na odległość. Ale mam póki co stałą pracę ( w pracy “w drodze” przeżywałabym stres, ze coś moze się nie udać, poza tym za stara jestem na “zbieranie w czapke” i pajacowanie na deptakach, a granie w knapach to makabra), która daje mi mozliwosć zarobienia na swoje szaleństwa. I jakoś się kręci 😉 Gdybym wygrała w totka, to od razu realizuje marzenie o podróży dookoła świata…i olewam pracę jakąkolwiek, gdziekolwiek…A tak poważnie, wszystko da się, to kwestia organizacji, umiejętności wyszukiwania okazji i elastyczności.

  10. Dobry tekst 🙂 To prawda ostatnio jest moda na rzucanie wszystkiego i jechanie w świat oraz z drugiej strony na jedyną słuszna metode podrózowania. Rób to, nie rób tego, a jak robisz o lepiej siedź w domu 😉 Podziwiam tych co wyjechali w świat, jednak ja chyba wolę łączyć prace z podróżami. Lubie to bezpieczeństwo, które mi daje praca, choć czasem marzy mi się np. taki 2 miesięczny wyjazd 😉 (urlop bezpłatny raczej u mnie nie wchodzi w grę).

  11. Pracuję na pełen etat,odkładam na emeryturę i mam konto oszczędnościowe z comiesięcznymi wpływami, a i tak średnio 1-1.5 tygodnia w miesiącu spędzam na podróżach 🙂 Mało tego, w moim zawodzie ze znajomością języka danego kraju znajdę pracę wszędzie na świecie i mam plan co 2 lata się przenosić. Zaczęłam od Irlandii, w planach USA,Australia i nauka hiszpańskiego a dalej zobaczymy 🙂 Można? Można! Ale i tak nie wykluczam gap year w moim życiu 🙂 jeśli odpowiednio się zabezpieczę finansowo

  12. Oj zgadzam się bardzo! Ale dlatego też, że bardzo lubię moją pracę, a zwłaszcza ludzi i atmosferę jaką w niej tworzą 🙂 i okazuje się, że można mieć super pracę i zwiedzić pół Europy i Polski 😀

  13. W pełni się zgadzam. Nie ma lepszych czy gorszych podróżujących, grunt to obrać taką drogę, która dla ciebie będzie najlepsza. Jeśli ktoś potrzebuje wszystko rzucić i jechać w świat – super. Jeśli ktoś inny, w tym ja, pracuje by się otrzymać, ale lubi co robi i się rozwija, ale tez podróżuje, to też super. Uważam też, że wcale nie trzeba się z nikim ścigać i udowadniać, że da się wycisnąć z dni wolnych jakieś rekordy – jeśli ktoś chce to proszę bardzo, ale nie ma nic złego (czy gorszego) w tym, by w podróży być kilka, kilkanaście dni w roku. Grunt, by robić to tak i z taką intensywnością, by dawało przyjemność, a nie było jakąś chorą rywalizacją. Bo przecież nie jeździmy po świecie by zaliczać kolejne kraje, ale by poznawać i doświadczać nowego, odmiennego (albo podobnego), uczyć się, smakować… I mimo iż kocham podróże, to dodam, że nie jest się gorszym jeśli się nie podróżuje wcale. Niech każdy żyje tak, jak czuje że jest mu najlepiej.

    1. Pewnie, że tak! Nie każdy musi podróżować, ani mieć dzieci, ani wychodzić za mąż. Niczego nie musimy, trzeba robić tylko to, z czym się czujemy dobrze. Choć podróże to moja pasja, rozumiem, że innych mogą zupełnie nie kręcić. Tak jak mnie nie kręcą np. gry komputerowe.

  14. Jestem za tym, zeby kazdy zyl/podrozowal jak mu wygodnie… od lat pracuje, wychowuje dzieci, prowadze dom i jeszcze jezdze po swiecie, nie tylko na 2-3tygodnie, ale po 6-8… nie potrzebuje (przynajmniej w tej chwili) wyjezdzac na rok czy dwa, zeby zobaczyc jakies miejsce… oprocz milosci do podrozowania mam tez inne pasje i zycie

  15. O jak ja się z Tobą zgadzamna pewnym etapie życia nie jest łatwo rzucić wszystkiego na rok, zamknąć mieszkanie i nie płacić rachunków? Koty do schroniska a męża do piwnicy?to nie takie proste a my potrzebujemy domu, żeby do niego wracać, moja druga połowa kocha swoją pracę i nie mamy potrzeby uciekania przed życiem, a ogromną chęć zobaczenia różnych części świata, a do tego potrzebne są pieniądze i praca

    1. Męża do piwnicy też nie bo to nie tylko moja druga połowa, ale też najlepszy kompan w podróży😍no a koty to moje 3 serduszka i wystarczająco tęsknią gdy nas nie ma. Bez zwierząt nie wyobrażam sobie życia❤

  16. Dokładnie! Pracuję na etacie, podróżuję tyle ile daje radę i tak żeby sprawiało mi to satysfakcję! Mało tego! Co dla niektórych jest nie do pomyślenia, jestem w stałym 9-letnim zwiazku i w przyszłym roku planuję ślub a wcale nie zamierzam przestać jeździć po świecie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *