Skip to main content

Kerala Blog Express – poradnik praktyczny dla blogera

Twoje zgłoszenie do konkursu Kerala Blog Express przeszło? Masz już swój profil i szanse powalczyć o niesamowity wyjazd do Indii, by zwiedzić i promować wraz z Kerala Tourism ten niesamowity stan na południu kraju? Gratulacje! Jeśli zastanawiasz się jak wygrać i czego w ogóle się spodziewać, ten post jest własnie dla Ciebie. Rok temu byłam dokładnie w tym samym punkcie pomiędzy ekscytacją, że mam być może jakieś szanse wygranej a wątpliwościami czego w ogóle się spodziewać. I pomimo, że uczestniczki poprzednich edycji to moje bliższe lub dalsze znajome, które cierpliwie odpowiadały na moje pytania, wiele rzeczy musiałam wykminić sama. Poniższy post jest praktyczno-humorystyczny, mam nadzieję, że Ci się przyda. Jeszcze nie wiesz co to Kerala Blog Express, ale brzmi ciekawie? Kliknij najpierw tu: Kerala Blog Express – przygoda życia w Indiach.

Masz już profil i co dalej?

Bardzo wcześnie dostałam maila z potwierdzeniem, że moje zgłoszenie zostało zaakceptowane a profil, na którym mam zbierać głosy utworzony. Mam wrażenie, że dostałam go jako jedna z pierwszych, bo przez jakieś 3 tygodnie prowadziłam nie tylko jako reprezentantka Polski, ale również znajdowałam się w ścisłej czołówce spośród wszystkich krajów świata. Potem potwierdzenia i profile dostali pozostali i szybko zaczęli mnie wyprzedzać, i choć finalnie zajęłam #18 miejsce spośród wszystkich, to w kategorii Polska byłam #1. W wyjeździe finalnie miało wziąć udział 30 bloggerów, zakładałam więc, że muszę znaleźć się w pierwszej 30-stce, ale pod uwagę brane są również: kraj, który chcecie reprezentować oraz jakość bloga i kanałów social media, jakie prowadzicie. Co do kraju reprezentanta podczas 4. edycji KBE Finlandię reprezentowała Filipinka mieszkająca tam od prawie 10 lat, Szwecję natomiast Brazylijka, również mieszkająca na obczyźnie od lat. Nie twierdzę, że z uwagi na dużą konkurencję wśród kandydatów z Polski masz od razu udawać, że jesteś z Andory, ale były już przypadki, że Polka reprezentowała Malezję. Just sayin’. Akurat wśród rodaków podczas głosowania do 4. edycji nie miałam zbyt dużej konkurencji, co nie oznacza, że mogłam sobie spocząć na laurach, co to to nie! Poza tym nowi kandydaci mogli zostać zakwalifikowani do konkursu nawet w ostatnim tygodniu głosowania. Trzeba mieć się na baczności.

Zbieranie głosów – kilka rad

Nie będę czarować, to najgorszy etap całej zabawy, trzeba się czasem pozbyć wątpliwości i skrupułów, żeby prosić ludzi o głosy. Osobiście nie należę do ludzi, którym proszenie o cokolwiek przychodzi łatwo, więc nie ukrywam, że były to dla mnie tortury. Bardzo Wam pomoże, jeśli macie zaangażowaną społeczność w social mediach czy wiernych czytelników bloga. Moi fani, rodzina i przyjaciele nie zawiedli i wielokrotnie w moim imieniu prosili kolejne osoby o głosy, żeby mi pomóc. Kocham Was kochani, raz jeszcze wielkie dzięki. Ale przejdźmy do konkretów: głosować można za pomocą konta mailowego na stronie organizatora, co ważne 1 osoba  1 adresu może oddać tylko 1 głos, w dodatku tylko raz. To jest dobre, bo spamować o głosy możesz tylko nowych ludzi, a nie jak w niektórych konkurach, gdzie głosować można codziennie. Idzie się załamać.  Jak prosić o głosy? kilka porad znajdziecie poniżej.

Social media power

Czyli innymi słowy musisz promować swój profil na stronie KBE. Oczywiste oczywistości to:

  • publikacja informacji wraz z instrukcją i prawidłowym linkiem na swoim fanpage’u na Facebooku – wydałam nawet 90 zł na promocję, a co!,
  • post na profilu prywatnym – tylko publicznie, żeby Twoi znajomi mogli udostępniać Twój post dalej i dalej,
  • post na Instagramie – tu link do głosowania polecam wpisać na ten czas w bio, zamiast linku do bloga,
  • post Twitterze – jeśli używacie, i innych kanałach social media, które aktywnie prowadzicie i mogą Wam przynieść kolejne głosy.

W ramach postów polecam aktualizowanie danych o głosowaniu, by pokazać, że zaangażowanie Twoich fanów nie idzie na darmo i regularne dziękowanie za pomoc w zdobywaniu głosów. Ponadto jeśli chodzi o fanpage na Facebooku, polecam wykorzystać okazję, by Twoi fani zrewanżowali Ci się głosem za wcześniejszą pomoc czy podróżniczą podpowiedź. Dostaję na skrzynkę fanpage’a mnóstwo prywatnych wiadomości z pytaniami o organizację podróży, podpowiedź gdzie spać czy nawet jak przekonać rodziców, żeby puścili mnie do Azji samą. Nie miałam problemu, aby, nawet jeśli od ostatniego maila minął rok, poprosić taką osobę, która otrzymała ode mnie jakąś wiedzę czy radę o mały rewanż. W dodatku zacieśniło to jeszcze moje relacje z fanami!

Zrób wydarzenie i film(ik)!

Z pozycji fanpage’a ustawiłam wydarzenie “Wyślij mnie do Indii!” na datę krańcową głosowania. Po jakimś czasie postanowiłam odciążyć trochę fanpage’a by nie zanudzić tych, którzy już głosowali, a głosowanie trwało 2 i pół miesiąca! Na wydarzeniu publikowałam aktualne wyniki i zachęcałam do oddawania głosów, wrzucałam również filmiki z podziękowaniami. Generalnie materiały wideo działały najlepiej, szkoda, że zaobserwowałam to tak późno, choć mój kanał na YT praktycznie nie istnieje, to post na Fejsie z krótkim filmikiem łatwiej się ogląda, niż czytanie długiego posta o żebrolajki (jak po pewnym czasie zaczęłam nazywać kolejne próby zdobycia głosów).

Napisz list

Choć prawie każdy ma Facebooka – nawet moja Matka Rodzicielka założyła z tej okazji konto – to pamiętaj o tych, których nie masz wśród znajomych. Być może to kontakty w pewnym stopniu zawodowe, a może po prostu ktoś konta na Fejsie nie ma, a głosowanie odbywa się przecież przez email. Wybrałam więc ze swojej skrzynki mailowej adresy osób, z którymi kiedyś współpracowałam blogowo, czy to pisząc teksty, recenzje, czy kupując kartę Oslo Pass. Każdego, kto zrozumie moje zamiłowanie do podróży i być może będzie chciał pomóc. Maila zatytułowałam “Możesz wysłać mnie do Indii! Tak, Ty!”/”You can send me to India! Yes, you!”. Sama byłam zaskoczona ile dostałam pozytywnego odzewu, a co za tym idzie kolejne głosy! Nie odważyłam się tylko wysłać podobnego maila do moich zawodowych współpracowników, wiecie, z życia, w którym zarabiam na podróżowanie, ale postawiłam na kontakt osobisty, znów parę osób wyręczyło mnie w proszeniu i finalnie parę głosów z pracy też wpadło (od przełożonego też!).

Obserwuj konkurencję

Nie tylko jak im idzie, ale również co robią, żeby zdobywać głosy. Być może będziesz mógł wypróbować ich sposób? Nie powiem Ci ile, musisz mieć głosów żeby wygrać wyjazd. Ja miałam ostatecznie 751, Dan z Kanady jakieś 2000 (popularny vloger). Znaczenie będą miały 3 czynniki: ilość głosów, kraj oraz jakość bloga, zakulisowo dojdzie do tego termin wyjazdu (czy pasuje zwycięzcy) oraz sprawy wizowe (wspomnianemu Danowi odmówiono wizy w konsulacie, kazali ubiegać się o taką dla dziennikarzy, a dostał eVisę bez problemu). W wyjeździe wcale nie wzięli udziału tylko ludzie, których obserwowałam w pierwszej 30-stce.

Jesteś w finale i co dalej

Dostajesz maila z potwierdzeniem, że jedziesz! Gratulacje! Znasz już termin, oraz gdzie masz się stawić (w jakim mieście). Teraz czeka Cie lekko powolny proces potwierdzania wszystkiego, zanim dostaniesz zielone światło musisz ogarnąć kilka spraw:

  • wysyłasz do organizatorów skan paszportu, polecam sprawdzić co i jak z datami ważności już na etapie głosowania, ponieważ później nie ma czasu na “ok, tylko muszę wyrobić nowy paszport, bo stary się kończy”, organizatorzy będą oczekiwali od Ciebie skany ASAP, bo jak nie Ty, to na Twoje miejsce czeka inny blogger;
  • w zamian dostajesz list/zaproszenie, które w przypadku Polski nie ma żadnego znaczenia przy ubieganiu się o wizę ani w niczym Wam nie pomoże;
  • ubiegasz się o wizę – najłatwiej online eVisa i niech Cie bóg broni, żeby brać wizę dla dziennikarzy, bo jesteś bloggerem! Nie dość że jest droższa, to jeszcze możesz jej z tego powodu nie dostać. Wyrabiasz sobie online wizę za 48$, proces jest prosty, o szczegółach przeczytasz w Informacjach praktycznych;
  • dostajesz wizę w max. 72h (moja była gotowa na mailu chyba już w ciągu 12 godzin i wysyłasz potwierdzenie do organizatorów;
  • kupujesz bilet lotniczy – organizatorzy zwracają Ci 70% jego ceny, to drugi po wizie i ostatni koszt, jaki musisz ponieść w związku z tym wyjazdem – i przesyłasz jego kopię mailem do organizatorów, żeby potem pierwszego dnia wiedzieli, ile kasy Ci oddać (zwracają w rupiach, więc masz hajs na cały wyjazd, nie ma przelewów bankowych ani paypal’a).

W między czasie ktoś z uczestników, albo Ty założy grupę wsparcia na fejsie, gdzie będziecie mogli ogarnąć palące pytania i wątpliwości. Bliżej wyjazdu organizatorzy sami stworzą grupę, gdzie przekazywać będą Wam informacje na bieżąco.

Przed samym wyjazdem zostaniecie poproszeni o krótkie wideo, takie małe przedstawienie się, co wiecie o Indiach i czego spodziewacie się po wyjeździe. Wszystkie filmy zostaną opublikowane tuż przed wyjazdem na profilu Kerala Tourism na Facebooku.

Program wyjazdu

Bardzo ramowy program wyjazdu dostaniesz już na etapie listu z zaproszeniem do wizy, tam będą wypisane wszystkie miasta, jakie zwiedzisz po drodze. Na miejscu nie dostaniesz bardziej szczegółowego planu, o tym co będzie się działo w kolejnych dniach dowiesz się od przewodnika, jeśli masz szczęście kolejny raz będzie nim niezastąpiony Manoj (na 4 edycje tylko raz go nie było, więc są duże szanse).

Czego się spodziewać na miejscu?

  • Już wiesz, że programem nie musisz się przejmować, po prostu dokładnie słuchaj przewodnika i będziesz wiedzieć co i jak.
  • Jak tylko dostaniecie i uruchomicie lokalne karty sim z internetem (dzięki któremu będziecie mogli postować na bieżąco o przygodach z Kerali, procedura zajmie ze 2 dni łącznie niestety), to korzystać będziecie z czata grupowego na WhatsUpie, gdzie będą się pojawiać najświeższe informacje, godziny odjazdu, poszukiwania zaginionych członków ekipy, dowcipy itp.
  • Waszym środkiem transportu będzie autokar, niczym u gwiazd rocka, w którym poza bloggerami znajdzie się również ekipa filmowo-fotograficzna, która zajmie się dokumentowaniem wyjazdu.
  • Jeśli jesteś fanem punktualności, przestań. W 99% przypadków będziecie spóźnieniu, w 98% przypadków z powodu ociągającej się ekipy filmowo-fotograficznej. Oni pracują wg indian time, Ty na pewno nie. Opóźnienia względem planu wynosiły średnio od 30 do 120 minut. Jeśli jeździsz w Polsce koleją, to się nie zdziwisz.
  • Jedz na zapas i zawsze miej przy sobie jakieś przekąski. Przez to, że będziecie ciągle spóźnieni będziecie wiecznie głodni. Woda w autobusie będzie non stop, ale o żarło trzeba zadbać. Oczywiście wyjazd jest z pełnym wyżywieniem, z napojami bezalkoholowymi oczywiście, ale czasem na lunch trzeba po prostu dotrzeć, a bywa to trudne. Za to wody z kokosa opijesz się za wszystkie czasy.
  • Spędzisz duuuużo czasu w autobusie, jeśli masz chorobę lokomocyjną, przestań, albo bierz leki, bo będzie parę takich odcinków, że będzie haftowane. Średni czas przejazdów wynosił od 3 do 6 godzin (korki, opóźnienia itd.), trzeba będzie pokochać autobus.
  • Weź małe souveniry, to super patent zarówno dla spotkanych po drodze ludzi, jak i dla Twoich współtowarzyszy podróży (na koniec, czy na początek). U nas pod tym kątem rządził Indra z Indonezji, który szeroko reklamował swoje miejsce zamieszkania Lampung, ponadto w zamian za głosy codziennie nosił koszulkę lub czapeczkę z nazwą bądź adresem innego bloga, firmy, rodziny. To było wzruszające.
  • Pokoje będą dwuosobowe, na początku dopasują Was wg kolejności przylotu, i jeśli jak ja będziecie mieli szczęście zostaniecie ze swoimi współspaczami do końca, ale można się też zamieniać.
  • Transfery z i na lotnisko będą załatwione przez organizatorów zgodnie z Waszymi datami i godzinami przelotów.
  • Pieniądze za bilet dostaniesz od razu pierwszego dnia, po imprezie inauguracyjnej, w lokalnej walucie wg aktualnego przelicznika. Jeśli chcecie przylecieć wcześniej niż zaczyna się program, organizatorzy zapewnią Wam nocleg, jednak uważajcie na przeloty wewnętrzne, bo za te nieszczególnie chcą zwracać.
  • Nie jesteście ubezpieczeni jako grupa, więc każdy musi wykupić sobie ubezpieczenie, z naciskiem na MUSI. Dla przykładu podam dwie sytuacje, które na nieszczęście przydarzyły się jednej osobie: Analucia z Peru najpierw niechcący wylała sobie wrzącą herbatę na nogę podczas wizyty w lokalnej wiosce na pokazie tańca i muzyki, a kilka dni później, podczas obiadu w starym, pokolonialnym domu, spadł jej na głowę stary wiatrak podsufitowy. Był szpital, tomografia i masa nerwów. Nigdy nie przewidzisz wszystkiego, ubezpiecz się!
  • Czas wolny nawet jeśli będzie w programie to z pewnością zostanie zjedzony przez opóźnienia, jak pod koniec trafi Wam się wolne przedpołudnie – nie będziecie wiedzieli, co z nim zrobić 🙂
  • Spotkacie fantastycznych ludzi z całego świata, i choć sama należę do tej grupy ludzi, która woli podróżować w samotności lub minimalnej grupie, szybko udało mi się dostosować. Z wieloma osobami nawiążecie bliższe przyjaźnie, które przetrwają po wyjeździe.
  • Zobaczycie piękny kawałek świata, trochę z luksusowej perspektywy 4 i 5* hoteli i wygodnych transferów, ale organizatorzy zadbają również o realne przeżycia, jak jazda nocnym pociągiem czy spontaniczne wizyty w wioskach.
  • Ekipa filmowo-fotograficzna będzie was otaczać non stop, choć jeśli nie staniecie się ulubieńcami szefa ekipy, może uda się Wam mieć spokój. Albo jeśli nie macie parcia na szkło, jak ja. Faktem jest jednak, że trzeba znaleźć czas na grupowe fotki, mini wywiady itp.
  • Czasami będziecie użyci jako element do zwrócenia uwagi na jakąś akcję, np. malowanie murów w mieście, czy puszczanie latawców. Wtedy pojawią się tłumy reporterów i będziecie mieli zajawkę, jak to się żyje tym gwiazdom w Holyłudzie. Nie zazdroszczę, serio.
  • Dostaniecie sporo darów losu: przypraw, drewnianych wyrobów itd., że większość kasy i tak wymienicie na $ czy € na koniec wyjazdu. Jedzenie, napoje czy pamiątki są bardzo tanie, więc nie zje to Wam dużo budżetu, plus napiwki dla kierowców i przewodnika. Jak liczyłam, to wydałam przez ponad dwa tygodnie – uwzględniając powyższe około 400 zł, z czego większość to było piwo 🙂

Przygoda życia

Mimo, że najpierw zbieranie głosów, potem sam udział i konieczność dopasowania się są wyzwaniem, to i tak uważam, że warto, że jest to przygoda życia i może ona bardzo dużo wnieść do Waszego życia, nie tylko blogowego, o ile oczywiście się otworzycie na nowe. O tym co mam z Kerali, co mi to dało przeczytasz w poście Kerala Blog Express #4 – przygoda życia w Indiach. Powodzenia, warto powalczyć o udział w Kerala Blog Express #5.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *