Skip to main content

Kraków i okolice na weekend – 12 nie zawsze oczywistych atrakcji

Odkąd lata świetlne temu  – tj, coś w okolicach 2011 roku – poznałam na Teneryfie moją drogą przyjaciółkę J., która na stałe rezyduje w Krakowie, staram się odwiedzać dawną stolicę przynajmniej raz lub dwa razy w roku. Przez te wszystkie lata zawsze staramy się odwiedzić nowe miejsce – nowe oczywiście dla mnie, i tak po latach – można powiedzieć – zbierania materiałów, powstaje wpis o moich ulubionych miejscach w Krakowie i okolicach, uzupełniony o miejsca, które polecają moi zaprzyjaźnieni blogerzy podróżniczy. Mam nadzieję, że ten post przyda Wam się przy planowaniu weekendowego wypadu, a ponieważ w tym roku tylko planuje jeszcze przynajmniej 3 wypady do miasta Kraka, wpis będzie na bieżąco aktualizowany. 

Ogród pełen lawendy

Polecają: Anita i Paweł autorzy bloga 101CountriesBefore50.com

Kto kocha lawendę, chce się zrelaksować lub szuka fajnej miejscówki do zdjęć plenerowych wcale nie musi jechać do francuskiej Prowansji. Małych upraw tej przepięknej rośliny na naszym polskim podwórku jest wiele. My ze swojej strony szczególnie polecamy Ci lawendowy ogród w podkrakowskim Ostrowie.” Ogród pełen lawendy”, bo tak brzmi jego prawdziwa nazwa, rozciąga się na 60-arowej działce w otoczeniu pól uprawnych i dzikich łąk. 7 lat temu założyli go zawodowi ogrodnicy – Państwo Barbara i Andrzej Olendrowie. Zainspirowani programem telewizyjnym o uprawie tej niezwykłej rośliny w Polsce, postanowili zająć się jej pielęgnacją na własnej działce. Z roku na rok ciężką pracą stworzyli zachwycający lawendowy raj, do którego ściągają ludzie z całej Polski. Przyjeżdżają tu głównie nowożeńcy, pary spodziewające się dzieci i rodzice z małymi dziewczynkami ubranymi w prześliczne koronkowe, białe sukienki. Wszyscy oni pozują do zdjęć na tle fioletowych rzędów lawendy zachwycających swą zmysłową barwą oraz intensywnym i świeżym zapachem kojarzącym się z upalnym latem. W dniach około 24-25 czerwca w ogrodzie odbywają się trwające kilka dni „Dni Lawendy” z warsztatami florystycznymi, zajęciami plastycznymi dla dzieci i mnóstwem innych atrakcji, na które szczególnie zapraszamy.

Informacje praktyczne:

Strona ogrodu: Facebook 

Bilety: Ogród udostępniony jest dla zwiedzających w okresie od około 15 czerwca  do 15 lipca. Można odwiedzać go w tym okresie codziennie w godzinach od 10:00 do 21:00. Bilet wstępu to koszt około 5 zł/os (cena z 2017r). Opłata za sesję ślubną wynosi 50 zł/ 3 os. Pozostałe sesje nie są dodatkowo płatne.

Dojazd: „Ogród pełen lawendy” znajduje się w miejscowości Ostrów 167 w odległości około 40 km od Krakowa. Przed ogrodem wydzielono specjalny darmowy parking dla odwiedzających.

Rejs po Wiśle

W upalne lato nie ma nic lepszego niż przesiąść się na stateczek i delektując się powiewem wiatru zwiedzać Kraków i nie tylko od strony wody, oczywiście z przewodnikiem. Zasadniczo są dwa rodzaje rejsów: godzinny tzw. spacerowy, kiedy nie wypływamy poza granice miasta oraz dłuższy, około 4-godzinny rejs do Tyńca oddalonego od Krakowa o ok. 15 km. Krótszy rejs to okazja by od strony wody zobaczyć Wzgórze Wawelskie, Groble, Most Dębnicki, Klasztor Norbertanek, Centrum Manggha, Most Grunwaldzki, Kościół na Skałce, Bulwary wiślane, Kazimierz, Most J. Piłsudskiego oraz Podgórze. Wszystko to wzbogacone o opowieści przewodnika, co czyni rejs bardzo ciekawym. Dłuższa wyprawa do Tyńca gwarantuje ciekawostki na temat takich atrakcji turystycznych jak kościoły ss. Norbertanek i oo.Kamedułów na Bielanach, zamek w Przegorzałach, Kolna, śluza Kościuszko. W Tyńcu natomiast przewodnik oprowadzi Was po Opactwie oo. Benedyktynów.

Informacje praktyczne:

Strona internetowa: firm oferujących rejsy po Wiśle w Krakowie jest wiele, ja akurat korzystałam z tej firmy: http://www.statekkrakow.com

Bilety: rejs godzinny kosztuje 30 zł dla dorosłego i 25 zł dla dziecka 3-12 lat, rejs do Tyńca kosztuje 75 z od osoby dorosłej i 65 zł za dziecko 3-12 lat.

Dojazd: wszystkie firmy oferujące rejsy po Wiśle startują z nabrzeża pod Wawelem, nieopodal Hotelu Kossak. Parkowanie w tym rejonie to dramat, więc polecam spacerek z centrum lub dojazd komunikacją (przystanek Jubilat).

Lanckorona

Poleca Magda z bloga W 10 inspiracji dookoła świata

38 km i niespełna 40 minut jazdy samochodem lub autobusem. Zaledwie tyle dzieli Kraków od jednego z najbardziej niezwykłych miejsc w Małopolsce. Lanckorona, bo niej mowa to niewielka miejscowość w powiecie wadowickim, która skradnie serca największych maruderów! Słowo daję, tutaj nawet kawa smakuje inaczej, a powietrze pachnie absolutnie magicznie! Na próżno szukać tu zabytków, bo nie ma ich zbyt wielu. Ale jest za to spokój, są zaciszne zakamarki i ta sielska atmosfera, która sprawia, że Lanckorona ogarnia wszystkie nasze zmysły. Serce miasteczka bije na niewielkim rynku, otoczonym niskimi zabytkowymi chatami. Nad nimi góruje kościół wraz z ruinami zamku piastowskiego. Mimo takiej ciasnej przestrzeni można się tu kręcić i spacerować bez końca. Lanckorona nazywana jest miastem aniołów. Wydaje mi się, że właśnie przez tę sielską aurę i anielskie położeni. Warto poświęcić kilka godzin na lanckoroński trip, bo gdzie najlepiej się odpoczywa, jak nie w mieście, gdzie nad głowami latają anioły?

Informacje praktyczne:

Strona internetowa: Gmina Lanckorona

Dojazd: najwygodniej chyba jednak własnym środkiem transportu, jeśli jednak nie macie takiej opcji z Krakowa jeżdżą busy przewoźnika MAKS z parkingu przy ul. Wita Stwosza z różną częstotliwością (rozkład sprawdzicie klikając w nazwę przewoźnika), bilet kosztuje ok. 10 zł w jedną stronę.

Kolorowe schody

Kolorowe schody na Podgórzu to element krakowskiego street artu, który łączy w sobie rozjaśnienie, rozweselenie publicznej przestrzeni oraz mądre i czasem mniej wzniosłe cytaty znanych osobistości jak Ghandi, Marquez, Pratchett, Twardowski czy … Tata Muminka. 55 stopni w kolorach tęczy to instalacja, która powstała  w 2013 roku podczas ArtBoom Festival, znajduje się między ulicami plac Lasoty i Andrzeja Potebni, przy ulicy Tatrzańskiej na wysokości numeru 5. Podobne projekty uświetniają rozmaite dzielnice na całym świecie od San Francisco, przez Valparaíso w Chile, Stambuł aż po Seul w Korei Południowej. Więcej przykładów Kolorowych schodów na świecie (klik).

Street art

Kraków może poszczycić się naprawdę sporą ilością dobrego street artu, który objawia się w w najróżniejszych miejscach a także często zmienia. Żeby być na bieżąco, polecam obserwować #streetartkrakow na Instagramie, gdzie znajdziecie najnowsze dzieła wraz z lokalizacjami. Poniżej wybrane przykłady:

Zamek w Przegorzałach

To było jedno z pierwszych miejsc, które zwiedzałam w Krakowie podczas wojaży z wspomnianą już przyjaciółką J., dlatego chyba mam do niego szczególny sentyment. Położony na wzgórzu, tuż na Wisłą Zamek to jedno z niewielu dzieł architektury III Rzeszy w Krakowie. Wybudowany pierwotnie jako rezydencja barona Otto von Wächtera w czasie II Wojny Światowej, obecnie Zamek jest siedzibą dwóch instytucji Uniwersytetu Jagiellońskiego: Instytutu Europeistyki i Centrum Badań Holocaustu. Na parterze mieści się restauracja a poniżej kawiarnia, obie oferują fantastyczny widok a Wisłę, południowo-zachodnią część Krakowa i Beskidy z Babią Górą, a przy dobrej widoczności – również widoczne są Tatry. Kawka w takim miejscu w letnie popołudnie to czysta przyjemność!

Informacje praktyczne:

Strona internetowa: U Ziyada Restauracja i Kawiarnia. Zamek w Przegorzałach

Dojazd: tylko samochodem, Zamek znajduje się niecałe 10 km od centrum Krakowa, przed wejściem do Zamku znajduje się bezpłatny parking.

Taras Akademii Muzycznej

Poleca Marcin Wesołowski, autor bloga Wojażer

Wszyscy tu w tym mieście jesteśmy na swój sposób szaleni. Od narodzin, gdy nasi, wydawałoby się, niespełna rozumu rodzice rodzą nas w zakurzonym mieście pełnym bezlitosnego smogu, w polskiej stolicy kultury, w mieście królów polskich, które leniwie przetacza się przez historię, niechętnie spoglądając na pędzącą ku przyszłości Warszawę. Żyjemy w swoim małym świecie spraw lokalnych i widoków, które uspokajają nas i przywołują na myśl Włochy. Bo w gruncie rzeczy, w życiu jesteśmy właśnie tacy – południowi. Aby spojrzeć na Kraków z tejże perspektywy i ujrzeć idylliczne miasto o dobrze uformowanej tkance, fotogeniczne i pełne czaru, który przyciąga tutaj miliony odwiedzających co roku, warto wybrać się do Restauracji u Romana, która znajduje się na dachu Akademii Muzycznej przy ulicy św. Tomasza 43. Wprawdzie na słowo “restauracja” miejsce to nie zasługuje, kawę serwuje iście okropną, a zapach kuchni unosi się nad wnętrzem żywcem z wczesnych lat dziewięćdziesiątych, jednak w przeciwieństwie do wielu innych tego typu miejsc, u Romana znajdziecie to, czego nie ma nigdzie indziej. Najbardziej magiczny taras w centrum Krakowa. Dokładnie ten, który widzieliście w filmie Vinci, w scenie w której Więckiewicz rozmawia z Szycem przy piwie, zaś w tle majaczą wieże Kościoła Mariackiego.

Informacje praktyczne:

Strona internetowa: Restauracja u Romana

Aby tam dotrzeć, trzeba nie lada cierpliwości, gdyż swe progi otwiera owe miejsce jedynie od poniedziałku do piątku od 9 do 17, zaś w sobotę od 9 do 15 i to tylko w czasie, w którym odbywa się nauka we wspomnianej Akademii. Warto spróbować, gdyż widoków tego typu w Krakowie jest bardzo niewiele.

Wejście: za darmo, choć warto coś przekąsić.

Parking: ograniczony, gdyż miejsce znajduje się wewnątrz plant. Pieszo zaledwie kilka kroków od Rynku Głównego. Należy wjechać windą na najwyższe piętro, portier Akademii Muzycznej zawsze chętny do pomocy. Taras zamykany jest w dni, kiedy panuje zła pogoda lub gdy jest bardzo zimno.

Zalipie

Wiele osób z Krakowa, z którymi rozmawiałam, nie miało pojęcia o istnieniu Zalipia, czyli wciąż jeszcze za mało się mówi o tej wyjątkowej wsi pod Tarnowem. A docenili ją nawet Japończycy! [klik po więcej] Zalipie, zwane również Malowaną wsią, mieści się ok. 100 km od Krakowa i zaledwie 30 km od Tarnowa. Wsławiło się przepiękną sztuką zdobienia domów, czyli Malowanych Chat. Zwyczaj ten wywodzi się z XIX wieku, kiedy to mieszkanki wsi zaczęły dekorować wnętrza swoich chałup kwiatowymi wzorami wykonanymi z bibułek, papieru czy po prostu namalowanymi. Wkrótce wzory zaczęły pojawiać się również na zewnątrz domostw. Za propagatorkę tego nurtu uznaje się artystkę pochodzącą z Zalipia, Felicję Cyrułową, której domostwo po śmierci zmieniono w skansen-muzeum (aktualnie w remoncie do końca 2018). W Zalipiu znajduje się ok. 20 malowanych domów, a pod koniec czerwca odbywa się konkurs na najpiękniejszą Malowaną Chatę. Warto zajrzeć do Domu Malarek, można powiedzieć lokalny dom kultury, który pielęgnuje tradycje Zalipia, organizuje warsztaty i wspomniany już doroczny konkurs, a także udziela informacji na temat Malowanych Chat i gdzie je znaleźć. W Domu Malarek można też kupić ręcznie wykonane pamiątki z wzorami z Zalipia.

Informacje praktyczne:

Strona internetowa: Zagroda Cyrułowej w Zalipiu

Bilety: aktualnie Skansen jest nieczynny, nowy cennik będzie ogłoszony po ponownym otwarciu. Oczywiście oglądanie domów we wsi nic nie kosztuje.

Dojazd: Bez samochodu ani rusz. Malowana wieś mieści się ok. 100 km od Krakowa i zaledwie 30 km od Tarnowa, parkowanie we wsi jest proste, przed Domem Malarek znajduje się dodatkowo parking. Żeby przemieszczać się między chatami potrzebny jest własny środek transportu.

Kawa na tarasie hotelu Kossak

W samym centrum Krakowa, nad Wisłą z widokiem na Wawel – taką właśnie wspaniałą perspektywę oferuje kawiarnia z tarasem widokowym na dachu hotelu Kossak. Tu nie trzeba chyba dodawać nic więcej, jeśli tylko będziecie mieli okazję, najlepiej latem albo wiosną zajrzyjcie tu na kawkę, panorama gwarantowana. Ps. w styczniu przy -22 w 2017 taras był zamknięty, tak tylko mówię 🙂

Informacje praktyczne:

Strona internetowa: Hotel Kossak w Krakowie

Dojazd: z parkowaniem w tej okolicy jest zawsze ciężko, dlatego polecam komunikację miejską, hotel znajduje się przy domu handlowym Jubilat i na przystanku o tej nazwie należy wysiąść (tramwaj 2, autobus 304)

Kocie kawiarnie

Kocie kawiarnie można dziś spotkać w wielu miastach Polski, jednak to Kociarnia w Krakowie przy ul. Krowoderskiej 48 była pierwszą w naszym kraju. Od początku mi się tam podobało, bo w tym miejscu najważniejsze są koty, a zarobek jest przy okazji. Odbywają się tu wieczory z planszówkami (oczywiście w towarzystwie kotów), warsztaty dla dzieci uczące jak się obchodzić z kotem, spotkania z behawiorystami. Nie zapominajmy również o bardzo ważnej roli kawiarni, czyli kąciku adopcyjnym. Zawsze kiedy jestem w Krakowie staram się znaleźć godzinkę by odwiedzić rodzeństwo Przecinka i Kropka, Karmelka oraz resztę bandy. popijając dobrą herbatę i zajadając ciastko można się cieszyć towarzystwem ciekawskich kotełków, a jeśli będą chętne pobawić się z nimi wędką. Bardzo lubię atmosferę tego miejsca, jest przytulnie jak w salonie o lekko zwariowanej na punkcie kotów ciotki (ale bez przykrych zapachów). Co ważne, Kociarnia ma jasny regulamin, kotów nie wolno budzić, nosić na rękach ani karmić.

Niedawno powstała druga filia Kociej Kawiarni, tuż przy Galerii Krakowskiej, gdzie rządzi Simba – ogromny, rudy norweski leśny. Kawiarnia z uwagi na lokalizacje i większy ruch wprowadziła limit wiekowy od 10 roku życia, co uważam generalnie za dobrą zasadę, którą mogłyby przyjąć wszystkie kocie kawiarnie. Drugi lokal niekoniecznie przypadł mi do gustu jeśli chodzi o atmosferę, ale kotełki są niesamowite a Simba – po prostu król kawiarni.

Informacje praktyczne:

Strona internetowa: Profil Kociej Kawiarni na Facebooku

Dojazd: parkowanie w okolicach Krowoderskiej czy Galerii Krakowskiej to niezłe wyzwanie, dlatego ja osobiście zawsze wybieram komunikację miejską. Na Krowoderską najłatwiej dojechać 179, 18, 304, zwykle wybieram przystanek Nowy Kleparz, albo z centrum idę spacerkiem. Druga kawiarnia ta tuż obok Galerii Krakowskiej znajduje się pod adresem Lubicz 1. Auto w razie co można zostawić na parkingu Galerii, chyba 2 zł/h albo przyjechać tu komunikacją.

Kopalnia Soli w Wieliczce

Wieliczka wydaje się dość oczywistą atrakcją, kiedy przyjeżdża się do Krakowa, ale muszę przyznać, że zjechać do kopalni udało mi się dopiero w tym roku. Uważam, że jest to miejsce absolutnie fenomenalne i warte swojej ceny. Na zwiedzanie Trasy turystycznej warto sobie przeznaczyć około 3h, jest to zwiedzanie z przewodnikiem – nam trafił się akurat świetny! Najgłębiej zeszliśmy na 135 metrów pokonując 800 schodów i muszę przyznać że chyba najbardziej niesamowite było to, jak dobrze mi się oddychało na tej głębokości. Blisko 3-kilometrowa trasa krętymi korytarzami prowadzi przez ponad 20 komór, w tym najpiękniejszą – Kaplicę Św. Kingi, choć mnie również zachwyciła Komora Michałowice widoczna na zdjęciu poniżej. Niesamowite wrażenie robią solne żyrandole, które nie mogłam się zdecydować czy bardziej chce polizać czy zabrać do domu. Zwiedzanie Kopalni Soli w Wieliczce to absolutne must-see, kiedy będziecie w Krakowie.

Mniej więcej w 2/3 zwiedzania robimy sobie przerwę na toaletę i zakup pamiątek, które są bardzo fajne i w zaskakująco przystępnych cenach (słoiczek z solą gruboziarnistą białą lub różową 12 zł, podstawka z różowej soli na lampionik 14 zł, lampy solne – całkiem spore już za 40 zł; drugi sklep w stronę wyjścia ma już wyższe ceny, warto zaopatrzyć się więc w pierwszym).

Informacje praktyczne:

Strona internetowa: Kopalnia Soli w Wieliczce 

Bilety: na Trasę turystyczną bilet dla dorosłego kosztuje 59 zł, ulgowy 42 zł – jeśli będziemy zwiedzać w języku polskim. Bilet rodzinny I (2 bilety dla dwóch osób dorosłych i 2 bilety dla dwójki dzieci od lat 4 do lat 16.) kosztuje 160 zł i daje sporo oszczędności. Dzieci do 4 lat nie płacą za wstęp, jednak osobiście uważam, że wizyta w Kopalni to nie jest rozrywka dla takiego malucha. Bilety warto kupić online, obowiązują na konkretną godzinę, dzięki czemu unikniemy stania w kolejkach. Pamiętajcie, że Kopalnia Soli to mega popularne miejsce wśród nie tylko krajowych ale i zagranicznych turystów.

Dojazd i parkowanie: do Kopalni Soli w Wieliczce z centrum Krakowa można dojechać w 40 min autobusem nr 304 lub pociągiem (jednak aktualnie występują utrudnienia na trasie Kraków – Wieliczka. Jeśli wybierzecie się autem z zaparkowaniem nie będziecie mieli problemu, Wieliczka jest pod tym kątem przygotowana 15 zł za postój mniej więcej 3h i Wasze autko ma gdzie poczekać.

Kamieniołom Liban

Polecają Tati i Michał z bloga Poszli-pojechali

Opuszczony kamieniołom Liban, wraz z porzuconą maszynerią i zabudowaniami, powoli niszczeje, wtapiając się w przyrodę. Trochę szkoda, choć taka jest kolej wszystkich rzeczy. Znajduje się na listach wszystkich miłośników alternatywnych szlaków zwiedzania Krakowa, bo odegrał swoją rolę nie tylko w filmie “Lista Schindlera”.

Wapień wydobywano tu już od XIV wieku, a w 1873 roku Bernard Liban, któremu miejsce zawdzięcza swoją potoczną nazwę, założył firmę Kamieniołomy i wapienniki Libana i Ehrenpreisa. Nazwa przetrwała do dziś, choć po przedsiębiorstwie już nie ma ani śladu. W czasie II Wojny Światowej był tu obóz karny, założony przez Niemców, głównie dla więźniów polskich. Zbiorniki rdzewieją, mostki i schody robią się coraz bardziej niepewne – i na dno kamieniołomu coraz trudniej się dostać. Na terenie znajduje się też część dekoracji z filmu – droga wykonana z macew, czy druty obozu, które ostatecznie pozostawiono dla następnych pokoleń.

Informacje praktyczne:

Strona internetowa: Kamieniołom Libana, Podgórze

Wstęp bezpłatny.

Dojazd: Kamieniołom Liban znajdziecie w dzielnicy Podgórze, niedaleko Kopca Krakusa (adres Armii “Kraków” 30). Możecie się tam dostać pociągiem w nieco ponad 20 min od stacji Kraków Główny – wysiadamy na stacji Kraków Swoszowice, lub komunikacją miejską tramwaj + autobus (50+244 lub 19+223) w ponad 40 min. Oczywiście najłatwiej będzie własnym samochodem.

Mapa atrakcji Krakowa i okolic

I jak Ci się podobało? Przekonałam Cie do odwiedzenia Krakowa i okolic? A może masz swoje ulubione, nie zawsze populane, miejsce, które nie znalazło się w zestawieniu, a warto je dodać? Daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję!

Zapraszam Cię również na mój fan page na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia!

8 myśli na temat “Kraków i okolice na weekend – 12 nie zawsze oczywistych atrakcji

  1. Jeśli chodzi o sam Kraków, to obecnie coraz mniej chętnie tam wracam – jakoś stracił dla mnie ten romantyczny urok, który kiedyś tam czułam. Ale jeśli chodzi o okolicę, to uważam że są to nieodkryte perełki! W Lanckoronie i Zalipiu byłam, są jak połączenie polskiej kultury ludowej z bajkowością. Świetna sprawa dla osób, które interesują się naszą lokalną kulturą i sztuką 🙂

  2. Hej,
    fajny post. Mała uwaga techniczna – zdjęcia obrazujące zamek w Przegorzałach faktycznie przedstawiają Willę Decjusza 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.