Skip to main content

Bukareszt na weekend – informacje praktyczne

Wiele o Bukareszcie słyszałam negatywnych komentarzy, że nic tam nie ma, że brzydko i beznadziejnie. I wiecie co? Tak mogą mówić tylko ludzie bez wyobraźni, którzy nie potrafią docenić tego, co mają przed oczami. Ja wolę podziwiać świat przez filtr ciekawości i pozytywnego podejścia, w każdym miejscu znaleźć coś wartościowego.  Z resztą w Bukareszcie wcale nie było to trudne, bo miasto jest naprawę świetne i według mnie – piękne! Pełne zabytków, fajnego klimatu i pysznych słodkości. W końcu bucurie znaczy radość. Bukareszt na weekend na mojej podróżniczej mapie na 2019 pojawił się dość spontanicznie, kiedy szukałam pomysłu na urodzinowy, weekendowy wypad. Przeszukując ofertę weekendowych lotów, trafiłam na Bukareszt i po szybkim rozeznaniu uznałam, że świetnie nada się na zagraniczne świętowanie urodzin. Krótki lot z warszawskiego Okęcia, na miejscu ceny zbliżone do tych w Polsce, w dodatku miejsce mi nieznane a ja chętna do odkrycia. Sprawdźcie, jak zaplanować udany weekend w rumuńskiej stolicy.

Gdzie leży Bukareszt?

Bukareszt jest stolicą i największym miastem Rumunii, położonym w południowo-wschodniej części kraju nad rzeką Dymbowicą.

Przekraczanie granicy i dokumenty

Rumunia należy do Unii Europejskiej (od 2004 roku), jednak nie należy do strefy Schengen, dlatego choć możemy podróżować tylko z dowodem osobistym (naturalnie ważnym), na lotnisku musimy przejść dodatkowo kontrolę graniczną. Na tej samej zasadzie funkcjonują Chorwacja, Bułgaria i Cypr.

Jak się tanio dostać do Bukaresztu?

Samolotem

Bezpośrednie loty oferują WizzAir oraz LOT (nawet 3 razy dziennie) na trasie Warszawa Lotnisko Chopina – Bukareszt Otopeni. Ja rezerwując bilety w WizzAir na ok. 2 tygodnie przed wylotem, zapłaciłam 260 zł w obie strony z bagażem podręcznym, z uwzględnieniem zniżki WDC. Loty z przesiadką możliwe są np. z Wrocławia przez Oslo, z Krakowa przez Berlin, z Gdańska przez Sztokholm. Oczywiście te kombinacje pochłaniają znacznie więcej czasu, jednak nie są niemożliwe. Najłatwiej jednak dostać się do Bukaresztu startując z Warszawy.

Pociągiem

Nie ma bezpośredniego połączenia kolejowego z Polski do Bukaresztu, pociągiem można dojechać przez Budapeszt lub Wiedeń, niemniej podróż taka zajmuje ok. 30 godzin, więc raczej nie jest to warta rozważenia opcja na weekend.

Autokarem

Połączenia autokarowe z Polski, podobnie jak połączenia kolejowe, możliwe są z Polski z przesiadką w Budapeszcie lub Wiedniu. Bilety możecie zarezerwować np. na FlixBus.

Dojazd z lotniska do centrum Bukaresztu

Najprościej skorzystać z autobusu: nr 783 do Placu Unii (Piața Unirii), centrum Bukaresztu lub nr 780 do Dworca Kolejowego (Gara de Nord). Autobusy odjeżdżają z poziomu -1 względem hali przylotów. Bilet autobusowy w obie strony kosztuje 8,6 lejów i kupić go można albo w automacie na przystanku, albo w kasie (płatność tylko gotówką). Bilet w jedną lub dwie strony zostaje zakodowany na karcie magnetycznej (jeśli podróżujecie we dwoje, komplet biletów zostanie zakodowany na jednej karcie magnetycznej), którą w autobusie należy bezwzględnie skasować, przykładając do kasownika. Przejazd do centrum Bukaresztu zajmuje, w zależności od natężenia ruchu, około godzinę. Autobus 783 zatrzymuje się po drodze przy Placu Uniwersyteckim, Placu Rzymskim i Placu Zwycięstwa. Połączenie pociągiem z lotniska jest zupełnie nieopłacalne, stacja znajduje się 3 km od lotniska.

Waluta i wymiana pieniędzy

Walutą Rumuni jest lej, który dzieli się na 100 banów. Bardzo dobry kurs oferuje Revolut 1 PLN = 0,91 RON, przy płaceniu ich kartą oraz wypłacie pieniędzy z bankomatu nie napotkałam żadnych problemów podczas pobytu w Bukareszcie. Co ciekawe, Rumunia, jako drugie państwo na świecie po Australii, wprowadziła polimerowe banknoty z plastiku. Do tego zawierają przezroczyste elementy na poszczególnych nominałach. Monety pojawiają się rzadko, ceny też podawane są bez dziwnych końcówek, więc na monetę 50 banów natknęłam się 2 razy. Wydawanie reszty mniejszej niż 50 bani nie jest uznawane (płacąc za bilet na autobus z lotniska 8,60 lejów, nie wydano mi 40 banów i to się zasadniczo powtarzało, kiedy tylko reszta była mniejsza niż 50 banów. Ceny w Rumunii są nieco tylko niższe od tych w Polsce, dlatego spokojnie można stosować przelicznik 1:1.

Wymiana pieniędzy w Bukareszcie nie jest problemem, przy głównych arteriach kantory znajdziecie co krok. Ja akurat miałam ze sobą, poza kartą Revoluta, dolary, których kurs wahała się między 4,08 a 4,16. Kurs euro natomiast między 4,6 a 4,8. Co ciekawe znalazłam informację, że w 2024 Rumunii powinna przystąpić do strefy euro, pod warunkiem spełnienia oczywiście konkretnych warunków. Przy wymianie pieniędzy zostaniecie poproszeni o paszport, ale to normalna procedura. Kurs na lotnisku, zanim jeszcze pojawicie się w hali przylotów, za dolara to 3,45 – zupełnie nieopłacalny, nie dajcie się nabrać!

Komunikacja miejska

Pomijając drogę z lotniska i z powrotem, podczas weekendu w Bukareszcie najwięcej przemieszczałam się pieszo. Niemniej kiedy wybierałam się do Muzeum Narodowego Wsi Dimitrie Gusti, leżącego w znacznym oddaleniu od centrum miasta, skorzystałam z metra. Do dyspozycji są 4 linie metra, a przejazdy są bardzo tanie, bilet na 2 przejazdy wraz z kartą magnetyczną kosztuje 5 lejów, bilet dzienny 8 lejów, a miesięczny – 70 lejów. Bilety można kupić wraz z kartą w automacie na stacjach metra, wszystko przebiega banalnie prosto. Wagoniki metra są dość nowoczesne i przestronne a metro kursuje punktualnie.

W Bukareszcie mamy również do dyspozycji tramwaje (mapa), autobusy (mapa) i trolejbusy (mapa), niemniej wątpię, by podczas weekendowego wypadu udało Wam się z nich wszystkich skorzystać. Gdyby jednak, to koniecznie sprawdźcie na mapie trasę przejazdu, a bilety kupicie w kasach RATB praktycznie na każdym większym przystanku, czynnych również w weekendy.

Gdzie spać w Bukareszcie?

Na cały pobyt zatrzymałam się w jednym miejscu, Grand Central Accommodation – Smardan w samym sercu Starego Miasta (Lipscani), zaledwie 5 minut piechotą do Placu Unii. Tak centralna lokalizacja miała swoje plusy: przede wszystkim wszędzie miałam blisko, jednak miała też minusy, jak choćby 3 nocne kluby w najbliższej okolicy. Było to szczególnie odczuwalne w weekend, w piątek nawet spanie w zatyczkach nie pomogło. Mieszkanie, bo do dyspozycji miałam niezależną kawalerkę, było porządnie wyposażone, może troszkę niedokładnie posprzątane, niemej komfortowe z aneksem kuchennym, klimatyzacją, TV z kanałami po angielsku i śmigającym internetem. Minusem była na pewno wiecznie otwarta klatka schodowa, na której pojawiali się, niegroźni ale jednak, bezdomni. Na Booking.com oceniłam ich na 6,9, a za 3 noce zapłaciłam 418 lejów.

Jeśli wolicie hostele mogę polecić Wam sprawdzony Little Bucharest, położony również na Starym Mieście z przepięknym widokiem na reprezentacyjne budynki rumuńskiej stolicy. Hostel oferuje zarówno pokoje wieloosobowe jak i prywatne. Łóżko w pokoju wieloosobowym kosztuje od 38 zł za noc.

Zwiedzanie Bukaresztu – co zobaczyć?

Mówili mi: jeden dzień, wszystko oblecisz, po co aż na 4 dni jechać? Może zwiedzam wolniej, może dokładniej, niemniej w Bukareszcie spędziłam 2 pełne dni, jedno popołudnie po przylocie i poranek przed wylotem i nie udało mi się zobaczyć wszystkiego. Miasto ma sporo do zaoferowania, jak dla mnie głównie pod kątem architektury: imponujące budynki i niekiedy jeszcze bardziej imponujące wnętrza, świetne muzea oraz przeurocze Stare Miasto, czyli Lipscani (nazwa ulicy i całego Starego Miasta). Bukareszt to również raj dla kawoszy, knajp i kawiarni wszelkiego rodzaju jest tu pod dostatkiem i nikt uzależniony od kofeiny nie będzie miał problemu, żeby znaleźć swój napój mocy. Przepiękne bukaresztańskie parki pozwalają na chwilę oddechu od betonowej dżungli miasta. Zaintrygowani? Sprawdźmy zatem co ciekawego można zwiedzić przez weekend w Bukareszcie.

Pałac Parlamentu aka Pałac Ludowy

Najbardziej kontrowersyjny budynek w całym Bukareszcie z krwawą i jednocześnie absurdalną historią w tle. To drugi po Pentagonie największy budynek administracji rządowej na świecie, siedziba Parlamentu Rumuńskiego oraz Muzeum Sztuki Współczesnej. Bukaresztańczycy zawdzięczają to monstrum Nicolae Ceaușescu, rumuńskiemu politykowi i prezydentowi kraju, który przez ponad dwie dekady rządził nim dyktatorską ręką. Inspiracją dla Ceaușescu były komunistyczne państwa w Azji, w największym stopniu Chiny i Korea Północna. Ceaușescu chciał mieć monumentalne budowle, przy których lud będzie wydawał się mróweczkami, którymi on będzie rządził. Pod budowę Pałacu Ludowego zrównano z ziemią około 7 km² istniejącego miasta i przesiedlono ponad 40 000 mieszkańców. Przy budowie brały udział dziesiątki tysięcy robotników, prace prowadzone były w systemie 3-zmianowym, a śmiertelne wypadki przy pracy były codziennością, do dziś nikt nie umie jednoznacznie powiedzieć czy zginęły setki czy tysiące robotników, bo często nikt wypadków nie zgłaszał i ciała stawały się elementem fundamentów Pałacu. Na tym ludzkim cmentarzysku powstał więc kolos, który mierzy: 270 metrów z jednej strony, 240 metrów z drugiej i 86 metrów wysokości. Do tego 92 metry w głąb ziemi, 5100 pomieszczeń, 12 kondygnacji i setki kilometrów korytarzy. Pod ziemią mieści się 4-piętrowy bunkier, sieć tuneli i prywatna, 10 kilometrowa linia metra dla dyktatora-pomysłodawcy Pałacu Ludowego.

Dziś można wybrać się na zwiedzanie Parlamentu z przewodnikiem, podczas którego zobaczycie jakieś 5% całości. Rezerwację wizyty należy dokonać online, niestety w trakcie pisania tego posta podany link nie działał, chyba nie wytrzymały serwery Parlamentu. Zwiedzanie kosztuje ok. 45 lejów, w zależności od wybranej opcji: standardowa wycieczka, standard + podziemia itp. Rezerwacji trzeba dokonywać z ogromnym wyprzedzeniem, ja próbowałam 3 tygodnie przed przyjazdem, to już cały luty i marzec były zajęte. Jeśli nie macie zaplanowanej wycieczki, na teren Pałacu Parlamentu nie można wejść (próbowałam). Do Pałacu Ludowego prowadzi zaprojektowany z równym rozmachem prawie 4-kilometrowy Bulwar Unii, który przecina się z Placem Unii. Stworzony z myślą o spacerach Bukaresztańczyków, podczas których będą podziwiać dzieło wielkiego wizjonera, aktualnie opustoszały, bo dla mieszkańców moloch jest praktycznie niewidoczny, nie chcą go dostrzegać.

Pałac CEC

Przy reprezentacyjnej Alei Zwycięstwa mieści się według mnie najpiękniejszy budynek w całym Bukareszcie, Pałac CEC, siedziba banku CEC (Casa de Economii şi Consemnaţiuni). Budowa pałacu trwała w latach 1897-1900, od początku założeniem było stworzenie nowej siedziby dla najstarszego banku w Rumunii, publicznej instytucji oszczędnościowej Casa de Depuneri, Consemnațiuni și Economie, później znanej jako C.E.C., a obecnie CEC Bank. Zbudowany w stylu eklektycznym pałac, zwieńczony jest szklaną i metalową kopułą. Wejście posiada łuk wsparty na dwóch parach kolumn w stylu kompozytowym. Cztery narożniki zdobią szczyty i herby, zakończone renesansowymi kopułami. Wnętrze pałacu zdobią obrazy Mihaila Simonidi. Jeden z nich, namalowany na suficie sali świątecznej, nosi tytuł “Fortuna oddająca swoje towary Rumunii po odzyskaniu niepodległości”. Tytuł nawiązuje do historycznego momentu uzyskania niepodległości, kluczowego kroku w procesie zjednoczenia Rumunii w 1918 roku. Pałac CEC. jest jednym z najbardziej solidnych budynków stolicy, ponieważ jego struktura nie została uszkodzona przez trzęsienia ziemi w 1977 roku, które mocno zniszczyło wtedy Bukareszt. Pałac CEC można ponoć zwiedzić w środku, niemniej podczas mojej wizyty nie udało mi się ustalić ile kosztuje wstęp i kiedy można wpaść z wizytą. W weekend bowiem wciąż funkcjonującą centrala banku była nieczynna. Prawie na przeciwko mieście się Pałac Poczty z tego samego okresu co Pałac CEC, w którym obecnie mieści się największe muzeum w kraju: Narodowe Muzeum Historyczne.

Cerkiew Stavropoleos

Prostopadle od Alei Zwycięstwa odchodzi Ulica Stavropoleos, która swoją nazwę dostała od cerkwi o tej samej nazwie, która pochodzi z XVIII wieku. Do cerkwi przylega wschodnio-prawosławnym klasztor sióstr zakonnych, a całość reprezentuje mało znany w Polsce styl brynkowiański, który rozwinął się na przełomie XVII i XVIII stulecia w Księstwie Wołoskim, dzisiejszej Rumunii pod rządami księcia Constantina Brâncoveanu i stał się najbardziej rozpoznawalnym i jednocześnie unikalnym stylem w rumuńskiej architekturze i sztuce. Patronami kościoła są św. Archaniołowie Michał i Gabriel. Jednym z stałych zainteresowań klasztoru jest muzyka bizantyjska, wyrażona poprzez chór i największą w Rumunii kolekcję książek o tematyce bizantyjskiej.

Caru’ cu Bere

Dokładnie w połowie drogi między Pałacem CEC a Cerkwią Stavropoleos znajduje się jedna z najstarszych i najznamienitszych restauracji w Bukareszcie: Caru’ cu Bere. Po raz pierwszy została otwarta w 1879 roku a 20 lat później została przeniesiona do obecnego miejsca – neogotyckiego budynku, słynącego z secesyjnych dekoracji, zaprojektowanego przez austriackiego architekta Siegfrida Kofczinskiego. Aktualnie elewacja poddawana jest renowacji, niemniej najpiękniejsze w Caru’ cu Bere są wnętrza.

Pasaż Macca – Vilacrosse

Jeśli wrócimy na Aleję Zwycięstwa i będziemy podążać na północ od Pałacu CEC, po prawej stronie napotkamy Pasaż Macca – Vilacrosse, arkadowa ulica przykryta szklanym, żółtym dachem. Ulica ma kształt litery V, ponieważ właściciel ówczesnego hotelu Pesht odmówił sprzedaży swojej działki miastu, gdy to tworzyło pasaż, żeby udrożnić komunikację w mieście pod koniec lat 80-tych XIX wieku. Powstał więc pasaż z dwoma skrzydłami wokół dwóch stron hotelu. Wąskie uliczki zostały przykryte szklanym dachem, pozwalającym na wnikanie naturalnego światła, zapewniając jednocześnie ochronę przed deszczem. Parter przeznaczony był na sklepy, a pokoje na pierwszym piętrze na wynajem. Jedna gałąź przejścia nosiła nazwę Vilacrosse, a druga Macca, od dawnych właścicieli. W Pasajul Macca-Vilacrosse mieści się pierwszy Dom Giełdowy w Bukareszcie, zanim powstała większa i bardziej odpowiednia struktura. W latach 1950-1990 przejście nosiło nazwę Pasajul Bijuteria (“Pasaż Sklepu Jubilerskiego”), ale później przywrócono mu pierwotną nazwę. Dziś znajdziecie tu sklepiki, restauracje i bary.

Plac Uniwersytecki

Idąc dalej Aleją Zwycięstwa dojdziecie do ogromnego placu Uniwersyteckiego, przy którym mieści się wiele ciekawych miejsc. Po pierwsze Uniwersytet Bukareszteński z XIX wieku, który został wzniesiony w miejscu należącym do monasteru św. Sawy. To na placu Uniwersyteckim właśnie studenci protestowali w 1989 roku przeciwko reżimowi Nicolae Caucescu, oraz później, kiedy po kilku miesiącach nic się nie zmieniło, w czerwcu 1990 roku doszło do starć górników napuszczonych przez ówczesną władzę na protestujących studentów, w wyniku czego doszło do krwawych starć, w których zginęło 8 osób a kilkaset zostało rannych. Na przeciwko uniwersytetu znajdują się pomniki zasłużonych Rumunii postaci: mam tu Michała Walecznego – symbol jedności Rumunii, który jako pierwszy zjednoczył Transylwanię, Mołdawię i Wołoszczyznę; Iona Heliade Radulescu, jednego z głównych przedstawicieli rumuńskiego odrodzenia narodowego na Wołoszczyźnie; Gheorghe’a Lazara, który walczył z sukcesem o wprowadzenie w Siedmiogrodzie edukacji w języku rumuńskim oraz literata Spiru Hareta. Przy zejściu do metra znajduje się Park TNB, na terenie którego, na przeciwko Teatru Narodowego znajduje się ciekawa instalację, którą Google tłumaczy na “Marchewka z łapami”, cokolwiek to znaczy. Dużo się przy placu Uniwersyteckim dzieje, mnóstwo tu restauracji i kawiarni.

Plac Rewolucji

Wracamy jednak na Aleję Zwycięstwa i szybko znajdziemy się na Placu Rewolucji, gdzie obecnie znajduje się mało szanowany przez Bukaresztańczyków Pomnik Odrodzenia, na który wołają Oliwka na wykałaczce albo Pomnik kartofla. Ciężko im się dziwić, konstrukcja jest delikatnie mówiąc dziwaczna.  Vis a vis Pomnika Odrodzenia, po drugiej stronie ulicy znajduje się piękna prawosławna Cerkiew Kretzulescu w centrum Bukaresztu z XVIII wieku w stylu brynkowiańskim. Przy placu Rewolucji znajdziemy też pomnik Karola I, który za plecami ma piękny budynek Bilblioteki Centralej a naprzeciw, po drugiej stronie Alei Zwycięstwa znajdziemy Pałac Królewski, w którym mieści się Muzeum Sztuk Pięknych w Bukareszcie. Warto je odwiedzić choćby dla pięknych, pałacowych wnętrz. Bilety wstępu kosztują między 8 a 15 lejów, w zależności od wystawy, a muzeum nieczynne jest nie tylko w poniedziałki, ale również we wtorki.

Ateneum Rumuńskie

Na przeciwko Pałacu Królewskiego, a raczej jego prawego skrzydła znajduje się Ateneum Rumuńskie, budynek filharmonii George Enescu, rumuńskiego kompozytora i muzyka. Budowla w stylu neoklasycystycznym postała oddana w 1888 roku, choć prace trwały jeszcze w 1897 roku. Częściowo budowa była finansowana z datków mieszkańców, które zbierano pod hasłem Donate one leu for the Ateneu! (Ofiaruj jednego  leja na Ateneum). W 1992 roku przeprowadzono prace renowacyjne, które uchroniły budynek przed zawaleniem. Za 10 lejów można zwiedzić część Ateneum z pomocą kartki z wydrukowaną historią tego miejsca. Wewnątrz na parterze znajduje się ozdobna sala konferencyjna, główna sala audytorium mieści 600 miejsc w rzędach i 52 miejsca siedzące z lożach. Wnętrze okrągłej ściany sali koncertowej zdobi fresk o długości 75 m kw. i szerokości 3 m autorstwa Costina Petrescu. Malowany techniką al fresco, przedstawia najważniejsze momenty rumuńskiej historii, począwszy od podboju Dacii przez rzymskiego cesarza Trajana, a skończywszy na realizacji projektu Wielkiej Rumunii w 1918 roku.

Księgarnie w Bukareszcie

Cărturești Verona to urocza księgarnia położona nieopodal Ateneum Rumuńskiego, po drugiej stronie Bulwaru Nicolae Bălcescu. W historycznym budynku mieści się bogato wyposażona księgarnia, w której dostaniemy też płyty, winyle, gry oraz dodatki do domu i klasyczne pamiątki dla turystów. Druga, dużo bardziej spektakularna księgarnia mieści się w środku Starego Miasta przy ulicy Lipscani 55 – Cărturești Carusel, która znajduje się w odrestaurowanej kamienicy z 1905 roku. Wcześniej znajdowała się tutaj siedziba banku, a później dość ogólnie zaopatrzony sklep. Księgarnia jest po prostu piękna i niezwykle fotogeniczna, a na ostatnim piętrze znajduje się bistro.

Pomnik Wilczycy Kapitolińskiej

Nieopodal księgarni Cărturești Carusel,  na Placu Rzymskim znajduje się pomnik przedstawiający kopię Wilczycy Kapitolińskiej, którą znamy z Rzymu. Związane jest to z silnym przywiązaniem Rumunów do ich rzymskiego pochodzenia. Pomnik wędrował po mieście w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca, w końcu trafił na Plac Rzymski, u wylotu Pasażu Łacińskiego łączącego przejściem podziemnym z antycznymi płaskorzeźbami Lipscani z placem Św. Grzegorza.

Muzeum Narodowe George’a Enescu w Pałacu Cantacuzino

Samo muzeum wspomnianego już przy okazji Ateneum Rumuńskiego muzyka i kompozytora nie jest szczególnie interesujące, również wnętrza nie zachwycają (wstęp 5 lejów), jednak to co tu zachwyca to fasada muzeum, które mieści się w Pałacu Cantacuzino. Wejście do Pałacu, mieszanka francuskiego baroku i secesji, jest po prostu przepiękne! Pałac powstał w latach 1901 – 1903 dla Gheorghe Grigore Cantacuzino, burmistrza Bukaresztu a wcześniej premiera. Po jego śmierci pałac odziedziczył syn, który jednak przedwcześnie pożegnał się ze światem, a jego żona wyszła za George’a Enescu. Po jego śmierci, uczyniła z pałacu muzeum męża.

Muzeum Wsi Dimitrie Gusti

Na wycieczkę do tego niesamowitego skansenu na terenie parku Herăstrău, obecnie Parku Michała I (na cześć ostatniego króla Rumunii), wybrałam się już metrem, ponieważ położony jest z dala od centrum, w stronę lotniska. Skansen założono w 1936 roku, co czyni go najstarszym i jednocześnie największym, bo ma ponad 100 tys. m², muzeum na wolnym powietrzu w Rumunii. Na hasło muzeum wsi albo skansen może nie od razu można się ekscytować, ale to jest wyjątkowo sexy i obowiązkowo trzeba tu zajrzeć podczas wizyty w Bukareszcie. Na terenie muzeum  (wstęp 15 lejów) znajdują się 272 obiekty: domy, budynki gospodarcze, zakłady rzemieślnicze, cerkwie i kaplica, oraz dawny zajazd. Większość z nich to oryginały przeniesione tutaj z całego kraju, a część to kopie. Budowle można zwiedzać tylko z zewnątrz, ale i tak robią super wrażenie; przed każdym umieszczono tabliczkę ze zdjęciem właścicieli i wnętrz oraz krótką historią. Na mnie największe wrażenie zrobiły w połowie zakopane w ziemi domy, wywodzące się jeszcze z epoki neolitu, a wciąż funkcjonujące jeszcze w 1800 roku na terenie Oltenii w Rumunii. Pełno tu również tłustych kotów, a w niedzielę na targu rękodzieła można było dostać ciekawe lokalne wyroby tekstylne i spożywcze.

Łuk Triumfalny

W bezpośredni sąsiedztwie Parku Michała I znajduje się Łuk triumfalny, na wzór tego paryskiego, co stanowi symbol przyjaźni rumuńsko-francuską. Pierwszy był drewniany, zaraz po odzyskaniu przez Rumunię niepodległości w 1878 roku, kolejny powstał w 1922 roku, po I Wojnie Światowej. Ten jednak też zburzono, i obecny Łuk powstał w 1936 roku. Łuk Triumfalny poświęcony jest wszystkim żołnierzom walczącym w barwach Rumunii.

Dom wolnej prasy

Również w okolicy parku, tylko przy północnym jego krańcu, znajduje się Dom wolnej prasy, który symbolizują oryginalne skrzydła umieszczone przed budynkiem. Całość pięknie przypomina mi Pałac Kultury i Nauki. Budowę Domu wolnej prasy rozpoczęto w 1952 roku i zakończono 4 lata później. Budynek został zaprojektowany przez architekta Horię Maicu, w stylu radzieckiego realizmu socjalistycznego, przypominającym główny budynek Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego, i miał pomieścić wszystkie prasy drukarskie Bukaresztu, newsroomy i ich personel. W latach 1952-1966 widniał na rewersie banknotu 100 lejów.

Monaster Wojewody Radu

W okolicy Placu Unii mieści się imponujący Monaster Wojewodu Radu, czyli prawosławny męski klasztor z XVI wieku, wzniesiony przez hospodara wołoskiego Aleksandra II Mirczę i jego żonę Katarzynę. Niestety został zniszczony przez Turków i dopiero na początku kolejnego stulecia zajęto się jego odbudową. W XIX w. cerkiew klasztorna była ponownie przebudowywana w stylu neogotyckim, jednak nowe formy architektoniczne usunięto podczas rekonstrukcji pierwotnego wyglądu świątyni w latach 1967–1974. Podczas renowacji powstały również nowe freski.

Synagoga Chóralna

Również z bliskim sąsiedztwie Placu Unii, Synagoga Chóralna jest dziś główną synagogą bukareszteńskiej gminy żydowskiej. Synagoga powstała 1866 roku, jednak gruntowną renowację przeszła w 1932 roku. W czasie II Wojny Światowej została zdewastowana i dopiero po wojnie przybrała obecny kształt. Wstęp do synagogi z przewodnikiem kosztuje (ponoć, bo nie widziałam cennika) 15 lejów.

Czego spróbować w Bukareszcie?

Wciąż jestem dość świeżą wegetarianką (nie jem mięsa o d 3 miesięcy) i muszę przyznać, że po raz pierwszy w Bukareszcie miałam mały kłopot ze znalezieniem bezmięsnych dań. Tutejsza kuchnia, podobnie jak sąsiednie Bałkany, mięsiwem stoi i jeszcze nie do końca podąża za wegetariańskimi czy wegańskimi trendami. Niemniej wszelkiego rodzaju wypieki z ciasta filo ze słodkim lub serowym (bryndza) nadzieniem skutecznie zaspokajały mój głód, podobnie jak wegetariańska pizza czy fura frytek z prawdziwych ziemniaków w Cartofisserie, znalazły się też pierogi ruskie. Jednak to, czego warto spróbować to papanași gorące pączki ze śmietaną ze słodkim syropem. Najlepsze ponoć we wspomnianej już restauracji Caru’ cu Bere, gdzie własnie miałam okazję ich spróbować. Rewelacja i milion kalorii. Drugi milion kalorii możecie sobie zafundować na kawie w Coffeöl, ale nie zwykłej kawie, bo dodatki do niej serwowane powodują zawrót głowy i cukrzycę. Ja wybrałam słony karmel, więc na szklanicy z moją kawą pojawiła się bita smietana, słony karmel, popcorn, ciasteczka przyklejone na krem czekoladowy. Obłędne!

Język i ludzie

Ewidentnie Bukareszt nie jest (jeszcze) hitem weekendowych wypadów turystów z innych części Europy. Widać to kiedy brakuje tabliczek w muzeum w języku angielskim, albo kiedy brak sensownej informacji turystycznej z folderami i mapami. Niemniej język angielski jest powszechnie używany i właściwie nie odnotowałam większych problemów w porozumiewaniu się. Ludzie są bardzo przyjaźnie nastawieni do odwiedzających i pomocni. Problem bezdomności jest niestety zauważalny, niemniej w żadnym wypadku nie odbija się to na turystach, w mieście jest bezpiecznie i ani razu, niezależnie od godziny nie czułam się w jakimkolwiek stopniu zagrożona. Poziom przestępczości myślę jest podobny to tego w Warszawie czy Krakowie. Niestety w Polsce wciąż pokutuje mit Rumunii i jej mieszkańców: biednych, kradnących, włóczących się po ulicach, jak bezpańskie psy. Dziś Bukareszt to europejska metropolia, pełna wszystkich tych atrakcji i udogodnień, jakie można spotkać w każdej innej europejskiej stolicy. Tak tylko przypomnę, mają 4 linie metra, budują piątą, a my w Warszawie mamy 1,5 linii metra.

Jednym zdaniem

  • Ubezpieczenie: w Rumunii obowiązuje karta EKUZ, niemniej ja zawsze wykupuje dodatkowe ubezpieczenie w AXA, pakiet AXA Large wyniósł 15,60 zł z kodem zniżkowym (odkąd korzystam z AXA zawsze ten sam: 50222). Dane polisy i numer telefonu otrzymacie SMS-em, dzięki temu polisę będziecie mieli zawsze pod ręką.
  • Przed wyjazdem lub w trakcie polecam przeczytać reportaż Małgorzaty Rejmer Bukareszt. Kurz i krew, który świetnie przybliży Wam historię Rumunii i różne ciekawe aspekty z życia stolicy.
  • Połączenia i internet dostępne są na terenie Unii w ramach Waszych pakietów od operatorów sieci komórkowych, w Play zupełnie darmowy jest 1 GB, każdy kolejny kosztuje nieco ponad 7 zł.
  • Przejścia dla pieszych występują rzadko a szczególnie główne arterie potrafią się ciągnąć w nieskończoność. Zwiedzając warto upewnić się po której stronie ulicy jest nasze miejsce docelowe, by nie nadkładać drogi. Przejść podziemnych również jest jak na lekarstwo.

Mapka Bukaresztu do zwiedzania

I jak Ci się podoba  Bukareszt? Prawda, że piękny? Planujesz się wybrać? A może już znasz stolicę Rumunii? Daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję!

Zapraszam Cię również na mój fan page na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia!

5 myśli na temat “Bukareszt na weekend – informacje praktyczne

  1. Byłem niedawno w Rosji i myślałem że tam jest widoczna różnica między bieda a bogactwem… W rumuni to widać dużo bardziej domy rozsyoujace się ale samochod musi być typu suw drogich marek.
    Ale jestem bardzo pozytywnie zaskoczony krajobrazem jechaliśmy samochodem góry rzeki… Piękne coś jak Słowacja od chyznego….
    Sam Bukareszt nie powala ale jest ciekawy.
    Wspomniane pączki hmmmm dałem się skusić było warto naprawdę dobre co prawda puzniej musiał być długi spacer…
    Dla autorki fajnie napisane
    Pozdrawiam

  2. Wpis kompletny (jeśli chodzi o informacje praktyczne) i w pięknej formie podany. Czyta się wyśmienicie. A ponieważ jadę (a właściwie lecę) do Bukaresztu za około dwa tygodnie to pewnikiem nieraz z niego skorzystam. Myślę, że autorce należą się wielkie słowa uznania. Już teraz ku nim się skłaniam. A za dwa-trzy tygodnie zapewne zostanę wielbicielem takiej narracji. Dziękuję i pozdrawiam – Wiesiek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.