Skip to main content

Norwegia: Flåm i okolice na długi weekend, czyli magia fiordów latem

Prawdopodobieństwo, że znalazłabym się we Flåm w Norwegii, małej mieścinie na wewnętrznym krańcu Aurlandsfjorden – gałęzi Sognefjorden, gdyby nie pracowała tu moja przyjaciółka Ewa z Daleko niedaleko, było raczej niewielkie. A jednak nie bez powodu Flåm widnieje na trasie turystycznych szlaków norweskich i międzynarodowych promów wycieczkowych. Niezaprzeczalne walory przyrodnicze bliższych i dalszych okolic przyciągają tu poszukiwaczy piękna natury. Zdecydowanie warto się tu wybrać, szczególnie latem albo wczesną jesienią, kiedy podziwiać można imponujące kolory tutejszej przyrody. Flåm według norweskiego leksykonu oznacza nizina pomiędzy stromymi górami, lepiej bym tego nie ujęła!

Gdzie leży Flåm?

Flåm położone jest 350 km od Oslo i 165 km od Bergen, na wewnętrznym krańcu Aurlandsfjorden – gałęzi Sognefjorden. To maleńka mieścina w gminie Aurland, w regionie Sogn og Fjordane, zamieszkiwana w zależności od sezonu przez 450-500 osób.

Położenie Flam w Norwegii

Jak dotrzeć do Flåm?

Najłatwiej dostać się do Norwegii – Oslo lub Bergen – samolotem z Polski, a następnie korzystając z norweskich kolei – pociągami do Myrdal a następnie Flåmsbaną do Flåm. W moim wypadku, również z uwagi na bardzo konkretny termin mojej wycieczki, zdecydowałam się na lot LOTem z Warszawy do Oslo (główne lotnisko OSL, 20 min jazdy pociągiem podmiejskim od centrum stolicy), a następnie pociągiem do Myrdal i Flåmsbaną do Flåm. Nie powiem, przetransportowanie się do Flåm zajęło mi właściwie cały dzień, ale było tego warte! Bilety na pociąg kupiłam z ok. dwumiesięcznym wyprzedzeniem na stronie przewoźnika VY, nie były tanie (jak wszystko w Norwegii), w jedną stronę bilet z dwoma przesiadkami na trasie lotnisko Gardermoen – Oslo – Myrdal – Flåm zapłaciłam ok. 480 zł. Bilet w Locie można upolować już za 400 zł z dużym bagażem rejestrowanym, jednak przy rezerwacji z ok. 2-3-miesięcznym wyprzedzeniem, ja niestety niepotrzebnie zwlekałam i zapłaciłam ostatecznie prawie dwa razy tyle.

Gdzie się zatrzymać we Flåm?

Baza noclegowa we Flåm podobnie jak i całe miasteczko nie jest zbyt duża. Poprzez booking.com znajdziecie kilkanaście obiektów, w sąsiednim Aurland podobnie. Na Airbnb w obu miasteczkach znajdziecie ponad 30 ofert, a jeśli założycie na Airbnb konto z tego linku, otrzymacie zniżkę na pierwszy wyjazd! Na szczęście dla mnie odwiedzając przyjaciółkę mogłam liczyć na darmowy nocleg we Flåm, 10 minut spacerem od centrum.

Atrakcje Flåm

Flåmsbana

Największą atrakcją Flåm jest wspomniana już wcześniej sama Flåmsbana, która startując z Myrdal, tutaj właśnie kończy swój bieg. Przy stacji znajduje się małe muzeum, które powinno oczarować fanów kolei. Przejazd malowniczą trasą zaczyna się w położonym ponad 800 m. n.p.m Myrdal a kończy w położonym 2 m. n.p.m. Flåm, i stanowi jedną z najbardziej stromych tras kolejowych na świecie. Przejazd w jedną stronę zajmuje ok. jednej godziny z postojem przy wodospadach, między tunelami, a jest ich na całej trasie aż 20. Najbardziej imponującym tunelem jest Vatnahalsen, którym kolejka pokonuje zwrot o 180 stopni. Wagoniki kolejki są zachowane w starym stylu, wnętrza wyłożone są drewnem, a siedzenia przypominają te z dawnych teatrów. Zimą kolejka wykonuje 5 kursów dziennie, latem jest ich dwukrotnie więcej. Bilet w jedną stronę kosztuje od 490 NOK, możecie go kupić przez stronę Visit Flåm lub na stronie przewoźnika VY, gdzie kupicie razem bilet z Oslo czy Bergen. Jeśli chcecie poczuć tę przejażdżkę, zapraszam na krótki film:

Rejs po Nærøyfjord

Z Flåm można również wybrać się w rejs po Nærøyfjord nowoczesną łodzią Future of the Fjords lub Vision of the Fjords, pierwsza jest całkowicie elektryczna, druga hybrydowa. To odpowiedź Norwegów na kwestie nie tylko ochrony środowiska przez zmniejszenie emisji szkodliwych substancji do wody czy powietrza, ale również ochrony krajobrazu, bowiem łódź stara się nie rzucać w oczy. Rejs do wioski Wikingów Gudvangen, która robi za, nazwijmy to skansen, turystyczną atrakcję, trwa około 2 godziny w jedną stronę. Najpopularniejszym scenariuszem jest rejs do Gudvangen i powrót do Flåm autobusem. Na łodzi jest bardzo dużo miejsca do siedzenia w środku, kawiarenka oraz oczywiście toalety. Rejs w jedną stronę kosztuje od 405 NOK w jedną stronę, ok. 700 NOK w obie strony, autobus 65 NOK w jedną stronę, a wizyta w wiosce wikingów od 200 NOK. Wszystkie ceny podałam za osoby dorosłe, konkrety możecie sprawdzić i zarezerwować przez stronę Visit Flåm.

Flåm to też przede wszystkim baza wypadowa, dla cumujących tu wycieczkowców, (z których niektóre transportują nawet 4 tysiące gości i moim zdaniem powinny być w tak małych miasteczkach zakazane), a raczej ich pasażerów przygotowano świetną infrastrukturę, punkt informacji turystycznej i zakupu wycieczek po najbliższej okolicy.

Atrakcje w okolicy Flåm

Punk widokowy Stegastein

Nowoczesny i imponujący punkt widokowy pozwala na podziwianie panoramy Aurlandsfjord ponad 650 m. n.p.m. Punkt widokowy Stegastein jest częścią Norweskiego Szlaku Krajobrazowego, który prowadzi z Aurland do Lærdal, popularnie zwanego “śnieżną drogą”. Punkt zaprojektowali Todd Saunders i Tommie Wilhelmsen a ukończony został w 2006 roku. Oczywiście by podziwiać panoramę trzeba mieć nieco szczęścia, nawet latem mgła może skutecznie utrudnić tę wydawałoby się prostą czynność. Miłą niespodzianką jest to, że jest to darmowa atrakcja, a przynajmniej dopóki macie swoje auto. Jeśli jednak nie, to od 335 NOK można kupić transfer w obie strony, przejazd w jedną stronę zajmuje ok. 30 minut z Flåm, z tym, że na miejscu macie tylko pół godziny. A jeśli przyjdą duże chmury, to możecie się na swoje okienko nie doczekać. Transfer można zarezerwować na stronie Visit Flåm.

Punkt widokowy Ås

Ten punkt jest zdecydowanie mniej imponujący jeśli chodzi o konstrukcję, jest to zdaje się zwykła, stara zatoczka autobusowa kilkanaście metrów poniżej Stegastein. Jednak w sytuacji zamglenia na górze, idealnie się sprawdzi, jeśli chcemy podziwiać Aurlandsfjord i … pogadać z baranami. Stado tuż przy drodze jest bardzo rozmowne i chętnie odpowiada na pytania. Ten punkt jest jednak dostępny wyłącznie, jeśli macie swoje auto.

Hornsvatnet

Hornsvatnet to kamienne pustkowie, obszar, kiedy zaraz za Stegastein kończą się drzewa i zaczynają się niekończące połacie kamieni, urozmaicone jeziorami czy wodospadami. Po drodze widzi się masę kamiennych stożków, które nieodpowiedzialni turyści ustawiają bóg raczy wiedzieć po co. Nie dość, że przeczą one podstawowej zasadzie zwiedzania – nie pozostawiaj po sobie śladu, to jeszcze negatywnie wpływają na erozję i dezorientują ptaki.

Kościół słupowy Borgund i Hopperstad

Kościoły słupowe, zwane również klepkowymi, to bardzo charakterystyczny dla Norwegii typ zabudowy sakralnej, należący do najstarszych w Europie. Budowane w czasach, kiedy chrześcijaństwo mieszało się z pogańskimi wierzeniami w bogów wikińskich, odzwierciedlały też ówczesną kulturę i styl. Obecnie w Norwegii jest ich 28, poza Norwegią właściwie nie występują. Wyjątkiem jest kościół Wang w Karpaczu w Karkonoszach, przeniesiony w XIX wieku z miejscowości Vang w Norwegii właśnie. Jak do tego doszło? Zbudowany na przełomie XII i XII wieku kościół w Vang, w 1840 roku stał się już za mały dla lokalnej społeczności a na budowę nowego brakowało pieniędzy. Okazało się jednak, że kościół, choć mocno zniszczony, nadawał się na sprzedaż i udało się skłonić do zakupu pruskiego króla do wystawienia w berlińskim muzeum. Tak oto w 1841 roku rozebrany kościół trafił do Szczecina a potem do Berlina, jednak jego droga skończyła się dopiero na Śląsku, kiedy okazało się, że w gminie, gdzie leżał Karpacz, nie było w ogóle kościołu. Zastanawiacie się, jak się przewozi kościół? Niestety, tak naprawdę z oryginalnego budynku do Karpacza trafiła może 1/15, braki były dorabiane już na miejscu na postawie rysunków, ale też urozmaicane np. krużgankami, których oryginalnie w kościołach słupowych nie było.

Co by nie mówić, kościoły słupowe w Norwegii pasują do krajobrazu jak mało jaki budynek. Zwykle położone z dala od innych większych zabudowań, pomalowane na czarno lub ciemnobrązowo, wyglądają groźnie, trochę straszą. Podczas naszego roadtripu odwiedziłyśmy dwa kościoły słupowe: pierwszy Borgund w Laerdal, który położony jest nieco bardziej w obrębach cywilizacji, z centrum informacji turystycznej włącznie i drugi Hopperstad w Vik, położony na pagórkowatym terenie, straszący nieco okolicę. Wstępy do obu kościołów były płatne (Borgund 100 NOK, Hopperstad 80 NOK), choć oczywiście z zewnątrz można je podziwiać nieodpłatnie. Gdybyście byli ciekawi, gdzie leżą pozostałe kościoły słupowe w Norwegii oraz jak i kiedy je zwiedzić, zajrzyjcie na tę stronę.

Fjærland i lodowiec Bøyabreen

We Fjærland teoretycznie nie ma nic szczególnego, ale ja mogłabym opisać to miejsce  trzema słowami: książki, widoki i gofry. Zaczynamy od tych ostatnich w miejscowej cukierence, która bardziej przypomina kuchnię mojej babci na wsi. Gofry z dżemem w kształcie serca szybko znikają, a my mamy siłę na dalsze zwiedzanie. W Fjærland co krok natknięcie się na książki do kupienia lub wypożyczenia, w samym porcie jest ich najwięcej, ale trafią się i na przystanku autobusowym przy drodze. Jednak najpiękniejsze we Fjærland to widoki na fiordy i lodowce oraz drewniane, stare budynki jak np. hotel Mundal, zdaje się niestety zamknięty. Tuż za miastem znajduje się całkiem imponujący lodowiec Bøyabreen. Nie ma biletów wstępu a parkowanie jest bezpłatne.

Wodospad Likholefossen

Nazwa pochodzi z dawnych czasów, kiedy niektóre gospodarstwa na końcu doliny nie mogły w ciągu jednego dnia przewieźć swoich zmarłych do kościoła, i składowały trumnę pod płytami chodnikowymi w wodospadzie. Lekko przerażające, prawda? Obszar, na którym mieści się wodospad, jest dość płaski i malowniczy, jest on również obszarem chronionym. Podczas gdy stan wody jest wysoki, rzeka Galii, nad którą przerzucono stalowy most i która tworzy wodospad, może być naprawdę potężna. Wstęp i parking są bezpłatne.

Punkt widokowy Utsikten w Gaularfjellet

Zarówno sam punkt, jak i widok z niego są obłędne! Gdyby jeszcze pogoda tego dnia była dla nas łaskawsza, pewnie wrażenie robiłby jeszcze większe. Futurystyczna, betonowa konstrukcja o dziwo nie burzy otaczającego krajobrazu, a podziwiać z niego można imponujące serpentyny, dokładnie 9 zakrętów o prawie 180 stopni, prowadzące w dół do doliny. Poniżej również zdjęcie w idealnych warunkach pogodowych.

Hotel Stalheim i kręta Stalheimskleiva

Od początku wyjazdu miałam ogromną ochotę na zupę rybną, bo gdzie jak nie w Norwegii cieszyć się jej najlepszym smakiem. Aby wpisała nam się w trasę, postanowiłyśmy wybrać się na obiad do Hotelu Stalheim, położonego malowniczo, nad doliną Nærøydalen (można przejść przez lobby na taras by podziwiać piękną panoramę), który przy okazji z zupy rybnej słynie i nie zawodzi! Po obfitej porcji zupy rybnej ruszamy dalej, kolejnymi obłędnymi 14 serpentynami drogi Stalheimskleiva, gdzie klevia oznacza nic innego jak stromo. Oj nie chciałabym pokonywać tej trasy w przeciwnym kierunku (od kilku lat już i tak można jechać tylko w dół, wjazd pod górę jest niemożliwy)! A i w dół jest to wyzwanie, bo grawitacja robi swoje (nachylenie sięga 20%!). Trasa ta jest ponoć najbardziej stromym podjazdem w Europie północnej, a pochodzi już z XV wieku, kiedy jeszcze była duktem pocztowym. Emocje gwarantowane!

Undredal

Na koniec perełka, którą pierwszy raz mogłam podziwiać ze statku podczas rejsu po Nærøyfjord. Urocza, maleńka (100 mieszkańców i 500 kóz) osada absolutnie skradła moje serce. Teoretycznie nie ma tu nic szczególnego, w praktyce malownicze położenie robi całą robotę, szczególnie, jeśli na pierwszym planie znajduje się najmniejszy kościół słupowy w północnej Europie. Dodatkowo są tu wyrabiane tradycyjną metodą brązowe kozie sery. Co ciekawe, aż do 1988 roku można było się tu dostać jedynie od strony wody. Koniecznie zajrzyjcie.

Jednym zdaniem:

  • w Norwegii działa EKUZ, niemniej jak zwykle gorąco namawiam do wykupienia dodatkowego ubezpieczenia, szczególnie jeśli uprawiacie jakieś mniej lub bardziej ekstremalne sporty (a za takie mogą zostać uznane górskie wędrówki;
  • internet w roaming działa bez problemów;
  • na trasie naszego road tripu dwukrotnie przeprawiałyśmy się promem (Mannheller – Fodnes i Hella – Dragsvik – Vangsnes), żeby zaoszczędzić czas, bilety kupuje się czekając w kolejce u miłego pana z obsługi, można płacić kartą;
  • podczas wypadu nocowałyśmy w obłędnym Tufting (Tufte) Garden 4H w Viksdalen. Przepiękna agroturystyka, genialne śniadanie, obsługa i standard, polecam serdecznie;
  • auto na nasz road trip wynajęłyśmy od Gudvangen Car Rental za 600 NOk za dzień, a paliwo kosztowało nas też ok 600 NOK.

Mapa Flåm i okolic

I jak Ci się podoba Flåm i okolice? Zaciekawiły Cię nietypowe atrakcje pośród norweskich fiordów? Ten rejon trafi na Twoją listę miejsc do odwiedzenia lub masz pytania? Daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję!

Zapraszam Cię również na mój fan page na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia!

Jedna myśl na temat “Norwegia: Flåm i okolice na długi weekend, czyli magia fiordów latem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.