Skip to main content

Argentyna 2020 – informacje praktyczne

Patagonia i lodowiec Perito Moreno od zawsze znajdowały się na mojej liście marzeń, ale wydawały się tak odległe, że naprawdę nie sądziłam, że prędko je zobaczę. Długo obawiałam się Ameryki Południowej, że niebezpieczna, że taka inna od Azji, którą już dobrze znam. Aż w końcu nastał ten dzień, kiedy wymówki się skończyły, Korea Południowa w 2019 roku wyczerpała, przynajmniej chwilowo, moje zapotrzebowanie na Azję i trzeba było się przyjrzeć bliżej Ameryce Południowej. Pierwszy wybór padł na Chile, tylko akurat zaczęły się tam zamieszki, za to sąsiednia Argentyna wyglądała spokojnie. Szybko okazało się, że Patagonia to tylko jedna z atrakcji genialnego kraju jakim jest Argentyna. Zatrzęsienie naturalnych cudów, jakie posiada ten kraj, jest powalające. Lodowce, góry i laguny, wodospady, dżungla, wielokolorowe góry i solne pustynie, kręci się od tego w głowie. A do tego jeszcze niesamowite Buenos Aires, kolonialna Salta czy Purmamarca jak z westernu? Trafiło się Argentynie, nie powiem. A jak zaplanować dwa tygodnie w Argentynie, żeby zobaczyć jak najwięcej? Sprawdźcie!

Gdzie leży Argentyna?

Argentyna leży w Ameryce Południowej, w większości poniżej zwrotnika Koziorożca i graniczy z Chile, Boliwią, Paragwajem, Brazylią i Urugwajem. Kiedy pierwszy raz podróżuje się do tak odległego od Europy kraju ciężko to sobie wyobrazić, sami popatrzcie poniżej. To tak, jakby wybrać się do RPA czy na południe Australii.

Pogoda w Argentynie – kiedy jechać?

Pogoda to ciekawy temat nie tylko dlatego, że w leżącej na półkuli południowej Argentynie pory roku występują odwrotnie niż w tym czasie w Europie, ale również dlatego, że kraj zajmuje potężną powierzchnię 2,78 mln km 2 (prawie 9 razy tyle co Polska!), co powoduje, że występuje tu kilka stref klimatycznych. Zaczynając od południa kraju mamy klimat zimny i wilgotny, następnie przesuwając się wyżej, w rejonie Pampy – klimat umiarkowany i wilgotny, a na północy kraju – subtropikalny i gorący. Od listopada do marca mamy tu wiosnę i lato, od czerwca do września zimę. Na pytanie, kiedy jechać trudno odpowiedzieć, jeśli nie wiecie, który rejon Argentyny chcecie zobaczyć. Zakładając jednak, że podobnie jak nas do Argentyny przyciągnęła Was Patagonia, rekomenduję wyjazd w listopadzie (czyli tutejszą wiosną), lub na przełomie lutego i marca, kiedy kończy się tu lato. Oczywiście Patagonia to rejon bardzo kapryśny i o gwarancję pięknej (choć nie gorącej) pogody trudno, ale trzeba być dobrej myśli, a podróżowanie po sezonie ma szereg plusów. Jeśli chodzi o pozostałe rejony kraju, jak Buenos Aires, Wodospady Iguazu czy Saltę to również te dwa terminy sprawdzą się doskonale, w Buenos Aires i okolicach Wodospadów Iguazu poza wysoką temperaturą spodziewajcie się też dużej, 70% wilgotności.

Czy do Argentyny potrzebna jest wiza?

Na szczęście nie! Polacy podróżujący do Argentyny w celach turystycznych otrzymują pozwolenie na pobyt do 90 dni bez wizy. Uwaga: wypad na kilka godzin do Brazylii na drugą stronę wodospadów Iguazu nie resetuje tego terminu, po powrocie na teren Argentyny nadal obowiązuje te 90 dni, które otrzymaliście przy wjeździe do Argentyny na początku pobytu. Oczywiście potrzebny będzie paszport ważny min. 90 dni od daty powrotu do Polski.

Jak tanio dolecieć do Argentyny?

Pojęcie tanio jest co prawda pojęciem względnym, ale w ostatnich latach loty do Ameryki Południowej znacznie staniały i dziś można bez większego problemu trafić na połączenia za ok. 2,5 tysiąca złotych, są super promocje poniżej tej kwoty, ale często z wylotem z Berlina czy Rzymu, więc ostatecznie wyjdzie podobnie. Mnie zakup biletu zajął kilka tygodni, od kiedy po koniec października 2019 pojawiły się pierwsze dobre ceny. Pierwotnie cała wyprawa miała się odbywać do Chile i od tej strony miałam zdobywać Patagonię, ale akurat późną jesienią zaczęły się tam zamieszki, ponadto tanie loty miała Alitalia, która ma starą flotę, jest niestabilna finansowo a odcinek lotu miał ponad 14 godzin (!), więc trzeba było szukać alternatywy. Kiedy okazało się, że fajne połączenia (godzinowo i finansowo) ma KLM do Buenos Aires, opracowałam plan na Argentynę właśnie, i dziś nie zmieniłabym w nim nic. Bilet lotniczy z Warszawy 2 przesiadkami (Amsterdam, Sao Paulo/Rio de Janeiro) w obie strony, z bagażem rejestrowanym 20 kg + 8 kg bagażu podręcznego kosztował 2 451 zł. Jedyną wadą tego połączenia było 13 godzin oczekiwania na przesiadce w Sao Paulo w drodze do Buenos Aires. Jeśli trafi Wam się podobne połączenie, w obrębie terminala, bez wychodzenia z lotniska polecam Wam hotel TRYP na wygodny odpoczynek. Możecie również zgłosić się do linii z prośbą o pomoc w organizacji noclegu. Rodzina, z którą mieliśmy taki sam lot do Buenos dostała 80% zwrot kosztów od KLM za nocleg blisko lotniska (ale musieli wyjść z terminala i wracając przejść kontrolę bezpieczeństwa).

Waluta w Argentynie

Walutą Argentyny jest peso argentyńskie ARS, które na miejscu oznacza się symbolem dolara $ (w przeszłości argentyńska waluta była ściśle powiązana i zależna od amerykańskiego dolara, z różnym skutkiem). Peso jest bardzo niestabilne, kurs wymiany zmienia się dynamicznie, dlatego planując podróż, trzeba mieć to na uwadze. W momencie planowania wyjazdu 100 ARS = 6,5 zł, w trakcie spadło do 6,3 zł. Walutę należy wymieniać w bankach/autoryzowanych kantorach (nie ma ich zbyt wiele) lub w małych miejscowościach w miejscach wskazanych na Mapach Google. Odradzam gorąco wymianę u przypadkowych ludzi na ulicach Buenos Aires (np. Florida), nie macie gwarancji, że nie dostaniecie fałszywych banknotów (najczęstszy przypadek), w najlepszym wypadku. Poza tym mówimy tu o różnicach rzędu kilku złotych, po prostu nie warto ryzykować. Kurs w banku na lotnisku EZE w Buenos Aires wynosił 1 USD = 58,5 ARS, w kantorze na mieście 62 ARS, po półtora tygodnia w Tilcarze na północnym zachodzie kraju, w sklepie z biżuterią – 68 ARS.

Płatności kartą są rozpowszechnione w Buenos Aires oraz innych większych ośrodkach turystycznych, ale bardzo często doliczana jest dodatkowa prowizja. Jeśli planujecie w hotelu/hostelu płacić za pobyt kartą warto dopytać czy jest dodatkowa prowizja i w jakiej wysokości. Przy płaceniu kartą należy okazać paszport. Płatności w dolarach są bardzo mile widziane, ale pamiętajcie, że jeśli konieczne będzie wydanie reszty – otrzymacie ją w peso.

Podróżowanie po Argentynie – nasz plan podróży

Punktem wyjścia całej podróży była Patagonia i lodowiec Perito Moreno. Jak już wspominałam, pierwotnie plan zakładał podróż od strony Chile, ale mało stabilna sytuacja w kraju jesienią 2019 oraz kiepskie połączenia lotnicze sprawiły, że podeszłam do tematu alternatywnie, od strony Argentyny. Dziś, prawdę mówiąc, nie wiem, jak mogłam w ogóle myśleć, żeby zrobić to inaczej. Planując wyjazd wiedziałam, że 2 tygodnie to jednocześnie minimum i maksimum, jakie mamy, szybko jednak się okazało, że Patagonia od strony Argentyny jest dość osiągalna i można poza tym regionem pomyśleć o innych miejscach. Ostatecznie plan przedstawiał się następująco: Buenos Aires – El Calafate – El Chalten – El Calafate – Puerto Iguazu – Salta – Buenos Aires. Poniżej mapka:

Przeloty wewnętrzne

Z uwagi na jednak krótki pobyt, jak również olbrzymie odległości, przemieszczałyśmy się między kolejnymi miastami samolotami lokalnych linii LATAM Airlines oraz Aerolíneas Argentinas. Bilety na poszczególne odcinki Buenos – El Calafate, El Calafate – Puerto Iguazu (z przesiadką w Buenos Aires), Puerto Iguazu – Salta i Salta – Buenos Aires kosztowały średnio ok. 100-150 €. W przypadku LATAM dodatkowy bagaż rejestrowany 23 kg kosztował 6 €,  Aerolíneas Argentinas oferowała po prostu taryfę z bagażem podręcznym lub dodatkowo rejestrowanym 15 kg. Bilety kupowałam na ok. 2 miesiące przed wyjazdem, w LATAM miałam problem, żeby zapłacić kartą Revolut oraz każdą inną wydaną przez mój bank, jednak mają super pomoc przez facebookowego Messengera i dwukrotnie dzwonili do mnie, bym mogła dokończyć płatność przez telefon. Co ciekawe za dodatkowy bagaż mogłam już zapłacić bez problemu przez stronę. W przypadku Aerolíneas Argentinas nie miałam żadnych problemów przy płatności kartą Revolut.

Autobusy długodystansowe

Autobusami podróżowałyśmy tylko dwa razy:

  • między El Calafate i El Chalten, podróż zajęła nam 3 godziny w jedną stronę, bilet kosztował 1200 ARS w jedną stronę, kupowałam online Chalten Travel, wracając z El Chalten, można wysiąść na lotnisku w El Calafate lub na dworcu autobusowym;
  • oraz z El Calafate do lodowca Perito Moreno – 1,5 godziny w jedną stronę, bilet kosztował 600 ARS w jedną stronę, kupowałam online Marga Taqsa.

Słyszałam na przykład o 18-godzinnych trasach z Puerto Iguazu do Buenos Aires, ale to nie dla mnie, ani czasowo ani komfortowo, za stara już jestem i za ciężko pracuje, żeby przechodzić takie tortury.

Przejazdy z/na lotniska: busy i taksówki

Poza Buenos Aires nie działają niestety ani Cabify ani Uber, ale wszystko na miejscu jest tak zorganizowane, żeby się biedny turysta nie zgubił i dojechał, gdzie trzeba. Taksówki i remises (taksówki mają auta z jednej oficjalnej floty, remises to taksówkarze korzystający z własnych samochodów z taksometrem) działają bardzo prężnie i możecie śmiało z nich korzystać.

Lotniska w Buenos Aires

W Buenos Aires z i na lotniska podróżowałyśmy z apką Cabify, którą polecano na różnych forach, bardzo prosta w obsłudze, jak w Uberze, podpina się kartę albo płaci gotówką. Lotniska są dwa: międzynarodowe EZE (Ezeiza) i lokalne/regionalne AEP (Aeroparque). Koszt przejazdu z EZE do hotelu w dzielnicy Palermo to w zależności od dostępności i natężenia ruchu ok. 860-940 ARS, z tej samej dzielnicy na AEP kurs kosztował ok. 220 ARS. Raz tylko własnie na Aeroparque nie udało nam się doczekać na Cabify, więc skorzystałyśmy z kiosku, gdzie podaje się kierunek, wyliczana jest opłata i z kwitkiem można się udać do samochodu. Przejazd do Palermo kosztował wtedy 300 ARS. Z międzynarodowego lotniska EZE funkcjonuje autobus Tienda Leon do Puerto Madero za 490 ARS od osoby, więc jeśli macie hotel w tych okolicach, może być to dla Was interesująca opcja.

Lotnisko w El Calafate

Bilet na autobus do centrum miasta można kupić online z wyprzedzeniem np. w Chalten Travel za 350 ARS od osoby, lub zaraz po wylądowaniu, czekając na bagaże podejść do stanowiska autobusów VES i kupić bilet na miejscu za 400 ARS, ale z dowozem pod sam hotel. Jeśli wybierzecie podróż w obie strony, zapłacicie 700 ARS. Taksówka kosztuje ok. 1200 ARS w jedną stronę, 2000 ARS jeśli od razu zdecydujecie się na podróż w obie strony.

Lotnisko w Puerto Iguazu

Nam się tu trafiło trochę perturbacji, bo nie doleciał ze mną mój bagaż i konieczne było dopełnienie kilku formalności, dlatego pozostała nam tylko taksówka lotniskowa za 950 ARS, ale gdybyśmy wyszły ze wszystkimi, to spokojnie załapałybyśmy się na transfer busikiem pod hotel z Four Tourist za 280 ARS od osoby. Przejazd można wykupić z wyprzedzeniem lub na miejscu, po wylądowaniu.

Lotnisko w Salta

Tutaj poszło super szybko, po wyjściu z hali przylotów zaczepiła nas dziewczyna, czy potrzebujemy transportu, za przejazd busikiem zapłaciłyśmy po 150 ARS od osoby i kierowca podrzucił nas pod same drzwi hostelu. W drodze powrotnej właścicielka zamówiła nam remises, za przejazd zapłaciłam 260 ARS, zgodnie z taksometrem.

Komunikacja miejska w Buenos Aires

Komunikacja miejska w Buenos Aires jest świetnie zorganizowana, ale żeby poruszać się metrem (Subte) czy autobusem potrzebna Wam będzie karta Sube. Kupicie ją i naładujecie na każdej stacji metra lub w Kiosco, sama karta kosztuje 90 ARS. Pojedynczy przejazd metrem, z możliwością przesiadek (o ile znajdujecie się za bramką) kosztuje 19 ARS, koszt przejazdu autobusem uzależniony jest od odległości, kierowcy trzeba powiedzieć, wchodząc do autobusu dokąd chcemy jechać, ale średnio można przyjąć, że jest to między 10 a 22 ARS. Jeśli nie powiecie dokąd chcecie jechać zapłacicie za całą trasę, ale to są groszowe sprawy, więc nie musicie się stresować. Stacje metra rzadko wyposażone są w klimatyzację, częściej są to wiatraki, natomiast wagoniku już to bardzo miłe jeżdżące lodóweczki, co przy ponad 30 stopniach daje sporą ulgę. Autobusy bywają klimatyzowane, ale nie wszystkie. Wsiada się pierwszymi drzwiami, wysiada pozostałymi, przystanki są na żądanie, chyba, że ktoś czekający na autobus na przystanku zamacha na kierowcę.

Gdzie spać w Argentynie?

Buenos Aires

Przed wyjazdem radzono mi trzymać się dzielnicy Palermo i przyznaję, że bliskość metra oraz okoliczne knajpki i sklepiki, oraz taki luźny styl nowojorskiego Greenwich Village bardzo do mnie przemówił. W Buenos Aires byłyśmy dwa razy na początku i na końcu wyjazdu. Za pierwszym razem zatrzymałyśmy się w Feliz Haus Guesthouse, ale wspominam o nim tylko w ramach przestrogi, żeby Wam nie przyszło tam mieszkać. Hostel jest w rozsypce i nawet wielki pokój dwuosobowy nie czynił go lepszym, a śniadanie, które było w cenie, nigdy się nie pojawiło. Obsługa była fatalna, na samą myśl mam dreszcze.

Za drugim razem było już lepiej, zatrzymałyśmy się w Art Factory Beer Garden, blisko stacji metra Plaza Italia. Musiałyśmy co prawa jeszcze przed pierwszą nocą zmienić pokój, bo nasz prysznic oferował tylko dwie opcje wody: wrzątek i większy wrzątek, ale była to po prostu awaria. Drugi pokój był znacznie większy, z porządnym wiatrakiem, więc w upalne wieczory dało się zasnąć. Tym razem nie było w ofercie śniadania, ale prawda jest taka, że nie polecam się tym kierować, bo na mieście można świetnie zjeść za grosze. Na stanie hostelu był wielki rudy kocur, urocze, zacienione patio, bilard. Obsługa mówiła całkiem nieźle po angielsku.

El Calafate

W El Calafate dworzec autobusowy, z którego jeżdżą autobusy do Perito Moreno czy El Chalten, położony jest jakieś 1,6 km od centrum, co stanowi mały spacerek, który szczególnie z plecakami może być mało komfortowy. Piszę o tym dlatego, żebyście jednak wybrali centrum na nocleg, bo w okolicy dworca naprawdę nie ma nic ciekawego, poza dwoma barami z empanadą i pizzą.  W centrum jest kantor, są sklepy, restauracje, bary. Taksówka z centrum na dworzec kosztuje jakieś 180-200 ARS. Zatrzymałyśmy się w Albergue Lago Argentino B&B, jakieś 10 minut pieszo od ścisłego centrum, na wzgórzu. Bez wahania mogę powiedzieć, że to był nasz najlepszy nocleg podczas całego wyjazdu i żałuję, że nie mogłyśmy zostać tam dłużej. Pokoje prywatne (obiekt oferuje też dormitoria) znajdują się w drewnianych, kolorowych domkach pośród upojnie pachnących krzewów lawendy.  Nie były ogromne, ale poza łazienką miały sporo wieszaków i półek, a to się w podróży docenia najbardziej. Dostęp do kuchni i jadalni był cały czas, a śniadanie przygotowane dla każdego z gości na wypasie. Przemiła obsługa, niezwykle cierpliwa do mojego hiszpańskiego, ale i mówiąca trochę po angielsku.

El Chalten

W El Chalten jest ogromny wybór miejsc do spania, choć średnie ceny wydają się być wyższe niż gdzie indziej. Nasz wybór padł na pensjonat Mermoz, położony ok. 600 metrów od dworca autobusowego i około 700 metrów od początku szlaku na Laguna de Los Tres. Pokoje dwuosobowe były bardzo komfortowe, sporo półek i wieszaków, wspólna łazienka na korytarzu, oddzielna dla kobiet i mężczyzn. Śniadanie było w formie bufetu, a całą dobę można było korzystać z dystrybutora gorącej i zimnej wody. Bardzo czysto i wygodnie. Obsługa mówiła trochę po angielsku.

Puerto Iguazu

Do Puerto Iguazu przyleciałyśmy już po zmroku, w dodatku mój bagaż zaplątał się na przesiadce w Buenos Aires, a po przyjeździe okazało się, że nasz hotel jest zamknięty. Myślę sobie: kumulacja szczęścia na opak! Ale na szczęście nie trwało to długo i pojawił się chłopak z recepcji, choć mogliśmy rozmawiać tylko po hiszpańsku. Hotel Mola miał chyba ze wszystkich naszych obiektów najfajniejszą recepcję/część wspólną/salę śniadaniową. Pokój był bardzo duży, z klimatyzacją i sporą ilością półek. Jego minusem była stara, zaniedbana łazienka (a wystarczyłoby trochę ACE) oraz ledwie dwa kontakty, z daleka od łóżek (jeden prawie pod sufitem). Poza tym było czysto, śniadanie było ponownie przygotowane w formie zestawu na każdy stolik. Dworzec autobusowy, skąd odjeżdżają autobusy do Wodospadu Iguazu (zarówno od strony argentyńskiej jak i brazylijskiej), znajdował się jakieś 10 minut pieszo od Hotelu Mola.

Salta

W Salcie pierwotnie znalazłam genialny apartament za grosze (co w sumie mogło być podejrzane już wtedy), ale dopiero bliżej wyjazdu odkryłam, że apartament jest owszem piękny, tylko bardzo daleko od centrum. A że planowałyśmy 2 dni wycieczek zorganizowanych z odbiorem z hotelu, mogłyśmy zapomnieć, że ktoś nas z tak daleka odbierze/odwiezie. Zdecydowałam się więc na Hostel Vaquero, który był raczej rodzajem motelu, miał przestronny pokój z aż 3 łóżkami, dużą łazienkę, wiatrak sufitowy oraz klimatyzację. Dużym plusem była siatka w oknie, dzięki czemu można było spać w nocy przy otwartym oknie bez obawy, że pogryzą nas komary. Minusem na pewno było 2-letnie dziecko właścicielki, które trochę się darło, momentami za bardzo jak na moje standardy. Śniadanie było klasyczne, jak to w Argentynie – na słodko. By dojść do centrum, trzeba było pokonać 7 przecznic, to piechotą zajmowało 10-15 minut.

Co zobaczyć w Argentynie?

O każdym z poniższych miejsc powstanie w swoim czasie osoby post, niemniej chcę wam zajawić największe atrakcje Argentyny i ile czasu trzeba mniej więcej na nie poświęcić. Nasz wyjazd z przelotami trwał łącznie 16 dni i wyglądał tak:

  • 22-23.02 podróż do Argentyny z przesiadkami
  • 23-24.02 Buenos Aires – przylot 23.02 i 24.02 miał być takim dniem operacyjnym: kantor/karta sim itp., ale wszystko to załatwiłyśmy na lotnisku po przylocie, więc po prostu udałyśmy się na zwiedzanie miasta.
  • 25-28.02 Patagonia: 25.02 przyleciałyśmy z Buenos Aires do El Calafate, 26.02 pojechałyśmy do lodowca Perito Moreno i tego samego dnia pod wieczór przetransportowałyśmy się do El Chalten. 27.02 poszłyśmy na całodzienny trekking do Laguna de los Tres, a następnego dnia pół żywe wróciłyśmy rano do El Calafate, by polecieć do Puerto Iguazu (z przesiadką w Buenos Aires, na jednym bilecie).
  • 28.02-2.03 Wodospady Iguazu: 29.02 pojechałyśmy na stronę brazylijską wodospadów, 1.03 na stronę argentyńską, a 2.03 poleciałyśmy bezpośrednio z Puerto Iguazu do Salty.
  • 2-5.03 Salta i okolice: następnego dnia po przylocie do Salty pojechałyśmy na zorganizowaną wycieczkę do Salinas Grandes oraz Purmamarca, a kolejnego dnia, również z wycieczką, do Humahuaca, Tilcara, wzgórza Paleta de Pintor i ponownie do Purmamarca. 5 marca poleciałyśmy bezpośrednio z powrotem do Buenos Aires.
  • 5-9.03 Buenos Aires: dwa dni kontynuowałyśmy zwiedzanie miasta, zakupy. 8 marca wyleciałyśmy do Polski z 2 przesiadkami i następnego dnia, po południu wylądowałyśmy w Polsce.

Patagonia

Choć to Patagonia była na początku motywem przewodnim wyjazdu, szybko okazało się, że region jest tak dobrze zorganizowany, że nie zajmie nam to dwóch tygodni. Nie jesteśmy szczególnie usportowione, hiking uprawiamy tylko z zaskoczenia, nigdy świadomie. W wersji wyjazdu od strony Chile wiele czasu i dni traciło się na dojazdy, tymczasem po stronie Argentyny: 1,5 godziny w jedną stronę z El Calafate do lodowca Perito Moreno, 3 godziny w jedną stronę do El Chalten i nagle wyszły nam w sumie 3 noce w Patagonii: jedną w El Calafate i dwie w Chalten. I nie mówię, było to trochę ryzykowne, bo pogoda mogła nie dopisać, a w sumie w tym rejonie o to nie trudno, ale założyłam, ze jeśli dam dodatkowy dzień na lodowiec, na wypadek, gdyby planowo nie było go widać, a wszystko pójdzie sprawnie, to zostanę z jednym dniem w El Calafate, a wierzcie mi – nie ma tam co robić. Dwa razy na lodowiec też nie ma co jechać, bo choć piękny to monotonny, w dodatku nie jest to przecież darmowe. Na El Chalten można już było zrobić zapas na wypadek złej pogody, byłby wtedy dodatkowy dzień na jakąś inną trasę, gdyby okazał się niepotrzebny. Choć nie wiem jaki Robocop ma siłę na ekstra szlak po 29 km trekkingu na Laguna de los Tres. To bardzo indywidualne kwestie, można powiedzieć, że Patagonię zrobiłyśmy ekspresowo, ale na koniec dnia wszystko, co chciałam zobaczyć, to zobaczyłam.

Praktycznie: autobus do Perito Moreno z El Calafate 600 ARS w jedną stronę, bilet do parku 800 ARS (płatność tylko gotówką, słyszałam, że bilet jest ważny 2 dni z rzędu, ale nie ma tej informacji na bilecie).

Buenos Aires

W Buenos Aires spędziłyśmy pełne 3 dni i zobaczyłyśmy wszystkie kluczowe, turystyczne miejsca. Zaczęłyśmy od księgarni El Ateneo mieszczącej się w danym teatrze, następnie Teatro Colon, Plaza Lavalle, Obelisk, Plaza de Mayo, Casa Rosada, Puerto Madero, Galerias Pacifico, Torre Monumental. Po powrocie do Buenos Aires odwiedziłyśmy niesamowity Cmentarz Recoleta, futurystyczny kwiatek Floralis Genérica, dzielnicę San Telmo. Na ostatni dzień zostawiłyśmy sobie zwiedzanie z przewodnikiem dzielnicy portowej La Boca. Jedyne miejsce, którego nie udało nam się zobaczyć to punkt widokowy Mirador Guemes Gallery, który czynny jest tylko w tygodniu od 15 do 17:30, więc ciężko było wcelować. Buenos okazało się bardzo przyjaznym miastem, zupełnie odmiennym od tego, czego się spodziewałam i nasłuchałam. Komunikacja miejska działa sprawnie (metro, autobusy), jest dość czysto i naprawdę zupełnie bezpiecznie. Te trzy pełne dni były nam wystarczające, bo jak to każde duże miasto, po jakimś czasie męczy.

Praktycznie: zwiedzanie La Boca z przewodnikiem kosztuje 700 ARS/10 USD, choć oczywiście jeśli Wam się nie będzie podobało, to nie trzeba płacić. Zapewniam Was jednak, że przewodnicy są świetni i opowiadają naprawdę fajne i ciekawe rzeczy. Na spacery nie trzeba się zapisywać, wystarczy przyjść o wyznaczonej porze.

Wodospady Iguazu

Uwierzycie, że pierwotnie w ogóle zastanawiałam się, czy tam jechać? Jakoś tak wodospady nigdy mnie wybitnie nie kręciły i nie rozumiałam, o co tyle krzyku. Nie interesowały mnie, bo nigdy nie widziałam czegoś takiego! Uprzedzono mnie, żeby zacząć od brazylijskiej strony (20% wodospadów), bo argentyńska (80% wodospadów) jest lepsza i warto stopniować napięcie. I to była dobra rada, choć jesteś w stanie to ocenić dopiero, jak zobaczysz obie strony! Brazylijska jest bardziej pocztówkowa, po argentyńskiej widać zarówno piękne widoki, jak i potęgę przelewających się ponad 1700 m 3 wody na sekundę! Jeśli się bardzo, bardzo uprzecie, to obie strony dałoby się zrobić w jeden dzień, ale niemiłosierny upał daje w kość, dlatego, jeśli możecie, poświęćcie po jednym dniu na każdą stronę, i tak ok. 15:00 ogłosicie fajrant i udacie się na zasłużoną sjestę.

Praktycznie: 

  • strona brazylijska: bilet z Puerto Iguazu 600 ARS w obie strony + 72 reale wstęp na teren wodospadów (można płacić kartą);
  • strona argentyńska: bilet z Puerto Iguazu 400 ARS w obie strony + 800 ARS wstęp na teren wodospadów (można płacić kartą).

Salta

Salta sama w sobie nie jest może ogromną atrakcją, choć znacznie różni się od reszty kraju jako kolonialne miasto położone na wysokości ponad 1000 m n.p.m, ale stanowi świetną bazę wypadową do niesamowitych atrakcji jak: solne pustynie Salinas Grandes, tęczowe góry między Purmamarca a Humahuaca. Wciąż jednodniowe wycieczki pokonują łącznie ponad 500 kilometrów, ale Salta jest najsensowniejszym punktem startowym. W Salcie spędziłyśmy trzy noce, przed dwa dni brałyśmy udział w jednodniowych wycieczkach zorganizowanych do Salinas Grandes oraz Purmamarca, a kolejnego dnia, również z wycieczką, do Humahuaca, Tilcara, wzgórza Paleta de Pintor i ponownie do Purmamarca. W tym miejscu zrobiłabym jedną zmianę, gdybym planowała ten wyjazd od nowa – dodałabym jeden dodatkowy dzień na całodzienną wycieczkę do Cafayate, ale z urokami tego miejsca dobrze zapoznały mnie dopiero foldery w biurach podróży w Salcie.

Praktycznie: 

Dania wegetariańskie w Argentynie

Gdybym nie była wegetarianką ten podpunkt zapewne nazywałby się Kuchnia Argentyny, ale ponieważ trochę mnie straszono, że będę miała ciężkie życie w kraju stejków, dlatego skupię się na wegetariańskich opcjach właśnie. Sytuacja wygląda różnie w różnych częściach kraju i oczywiście nie jest zaskoczeniem, że najwięcej wegetariańskich opcji jest w Buenos Aires. Kuchnie bliskiego wschodu, azjatyckie, do wyboru do koloru. To właśnie w Buenos, na koniec naszego pobytu jadłam chyba najlepsze sushi w życiu (z sosem z mango)! Poza Buenos Aires różnorodność restauracji i kuchni dla nie mięsożerców trochę się zmniejsza, ale nie ma dramatu. W El Calafate poszłyśmy na pyszną pizzę, taką polską bym powiedziała, to znaczy Włosi pewnie mdleli na widok takiej ilości żółtego sera, ale dla mnie było w sam raz. W El Chalten co prawda nie miałyśmy siły wyjść na miasto po prawie 30-kilometrowym trekkingu, ale widziałam mnóstwo wegetariańskich opcji. W Puerto Iguazu mogłam korzystać ze świetnego wyboru ryb rzecznych z grilla, a w Salcie serwowano wegetariańską wersję słynnej parrillady, czyli wielki talerz grillowanych warzyw z sosami. Oczywiście w każdym z tych miejsc dostępne było empanady w niezliczonych rozmiarach, z nadzieniem ser + cebula, szpinak lub ser + quinoa (w Purmamarce, rewelacja!). W Humahuaca próbowałam świetnego risotto z quinoa z warzywami, flanu z quinoa – również przepyszne. W Purmamarce próbowałam humity, dania oryginalnie pochodzącego z Chile, czyli masy kukurydzianej z warzywami zawiniętej w liść kukurydzy. Fugazzeta to lokalna wersja pizzy z cebulą, a na każdym prawie kroku można kupić medialuny (rogaliki, croissanty) a w kiosco pojedyncze ciacho alfajores, czyli czekoladowe ciastko przełożone kremem karmelowym dulce de leche. A jak już o dulce mowa, to nie wymyślono nic lepszego!

Język i ludzie

W Argentynie obowiązującym językiem jest hiszpański, choć jego potoczna forma znacznie się różni. Jednak ja z moim hiszpańskim na poziomie komunikatywnym tych różnic nie wyłapałam, może poza tym, że częściej używają na picie kawy czy piwa słowa tomar, a nie beber, ale nie stanowiło to żadnych problemów. Nie będę ściemniać, znajomość podstaw hiszpańskiego w stopniu, który pozwalał mi się jako tako dogadać, okazała się naprawdę przydatna. W miejscach turystycznych można było czasem porozumieć się po angielsku, ale w sklepach, w komunikacji, na lotniskach, w hotelach/hostelach – byłoby nam naprawdę ciężko. Warto przyswoić podstawowe słowa i liczebniki, np. korzystając z darmowej apki Duolingo.

Bezpieczeństwo w Argentynie

To temat, który głównie spędzał mi sen z powiek przed wyjazdem. Im więcej czytałam o sposobach na kradzieże w Buenos Aires, tym częściej miałam mini ataki paniki. Nastraszono nas na wszystkie możliwe sposoby. W dodatku jechałyśmy we dwie – kobity z plecakami. I co? I nic się nie stało. I nie dlatego, że miałyśmy szczęście, tylko stosowałyśmy naprawdę podstawowe zasady bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku. Argentyna naprawdę się zmieniła przez lata (rozmawiałam trochę z ludźmi, którzy podróżują tam od lat i całych dekad), jest znacznie bezpieczniej. Gospodarka, choć daleka od ideału, jakoś daje radę i w takiej dzielnicy La Boca w Buenos Aires, must-see według każdego przewodnika, bardziej opłaca się turyście sprzedać … cokolwiek, niż na niego napadać. Oczywiście trzeba być ostrożnym, faktycznie dopiero po raz drugi w moich podróżach zdarzyło mi się korzystać z takiej saszetki-nerki, którą nosiłam w Buenos Aires pod bluzką (tylko tam, bo w pozostałych miejscach w kraju zwyczajnie nie czułam potrzeby) z najważniejszymi dokumentami, kartami i dolarami, których nie wymieniłam. Jeśli w metrze ktoś wydawał mi się podejrzany, to od niego odchodziłam, a jak ktoś szedł według mnie za blisko, zatrzymywałam się i go przepuszczałam. Taksówki zamawiałyśmy przez Cabify. Nie łaziłyśmy też po zmroku po Buenos Aires, choć głównie dlatego, że po całym dniu miałyśmy po prostu dość. Podobnie zachowuję się w Warszawie i w Nowym Jorku. Zdrowy rozsądek i będzie dobrze.

Ubezpieczenie

Nasz wyjazd zakładał aktywności fizyczne, które normalnie omijam szerokim łukiem, a mianowicie trekking w Patagonii, i choć moje wyobrażenie przed wyjazdem ws. rzeczywistość mocno się rozjechały, to tym bardziej się cieszę, że miałam naprawdę porządny pakiet ubezpieczeniowy. Tym razem skorzystałam z oferty Warty, ponieważ nie mieli dopłat za choroby przewlekłe, a borykam się od 2 lat z nadciśnieniem oraz mieli ratownictwo bez limitu. Ponadto mieli jedne z najwyższych kwot ubezpieczenia kosztów leczenia i ewentualnej pomocy na miejscu. Poniżej możecie zobaczyć pełen zakres i cenę. Skorzystałam z kodu rabatowego TRAVEL2020, który znalazłam na jednej z facebookowych grup, w końcu 25% rabatu piechotą nie chodzi.

Internet i telefon

Zaraz po przylocie do Buenos Aires, na międzynarodowym lotnisku Ezeiza (EZE) odszukałyśmy na hali odlotów stanowisko lokalnego operatora Personal, który oferował pakiet na 30 dni: 3 GB internetu, 100 SMS-ów, 100 minut lokalnych i 30 minut na połączenia międzynarodowe za 800 ARS. Wszystko poszło sprawnie, można płacić kartą, więc nie musicie się stresować, jeśli nie macie jeszcze wymienionej gotówki. Warto pobrać sobie aplikację Mi Personal, gdzie można w razie potrzeby doładować pakiet, sprawdzić stan minut i internetu. Internet na mieście oraz możliwości dzwonienia i wysyłania sms-ów bardzo się przydała, szczególnie gdy zaginął mój bagaż i trzeba było dzwonić naście razy na lotnisko czy do recepcjonisty na sjeście. W hotelach/hostelach, na dworcach i w knajpach jest WiFi, ale wolałam być niezależna, a 800 ARS to w końcu zaledwie 50 zł.

Pamiątki z Argentyny

  • alfajores, czyli czekoladowe ciastka przełożone kremem karmelowym dulce de leche;
  • dulce de leche w ilościach hurtowych od 70 do 200 ARS za opakowanie;
  • membrillo, czyli galaretka z pigwy, dostępna w kostkach w lokalnym Carrefourze;
  • wełniane ponczo z okolic Salty (w centrum rękodzieła 1600 ARS)
  • biżuteria i figurki z rodochrozytu, kamienia inaczej znanego jako róża Inków;
  • kubek ze Starbucksa z serii Been there: jest Argentyna, Buenos Aires, Mendoza i Cordoba, 920 ARS;
  • magnesy dostępne są wszędzie od 50 do 200 ARS za sztukę.

Jednym zdaniem:

  • Prąd i wtyczki: nie ma potrzeby korzystania z przejściówek, polskie wtyczki będą pasowały do argentyńskich kontaktów.
  • Napiwki w restauracjach standardowo 10%, może pojawić się dodatkowa opłata na rachunku cubierto, czyli za nakrycie, ale to nie jest napiwek.
  • Napiwki w taksówkach/remises nie są oczekiwane, przyjęte jest zaokrąglać kwoty do pełnej 10-tki, bo nieszczęsne monety 1, 2 czy 5 peso są ciężkie i bezużyteczne.

Mapka podręczna

Jak Ci się podoba Argentyna? Ten rejon trafi na Twoją listę miejsc do odwiedzenia lub masz dodatkowe pytania? Daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję!

Zapraszam Cię również na mój fan page na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.