Skip to main content

Wędrówki górskie po Tatrach dla początkujących – wrzesień 2021

Tatry. Status związku: to skomplikowane. Kocham góry, uwielbiam na nie patrzeć, uwielbiam ten moment już na szczycie i satysfakcję, ale tak bardzo nie cierpię na nie wchodzić! I za każdym razem jest tak samo. Cierpienie – satysfakcja – entuzjazm na kolejną wyprawę i znowu cierpienie. Pociesza mnie jednak to, że nie jestem jedyna, wiele osób choćby spotkanych na szlaku wyrażało podobne opinie, więc jeśli marzą Ci się górskie wędrówki, ale boisz się, że nie podołasz, to niech że ja – człowiek o kondycji kartofla – będę najlepszym przykładem, że się da! Co więcej, przez dwa tygodnie w Tatrach miałam aż 10 dni chodzonych, wydreptałam w żółwim tempie ponad 150 km! I przeżyłam, zatem jest i dla Ciebie nadzieja. W Tatrach się zakochałam, mam nadzieję, że zakochasz się i Ty!

Mój stosunek do gór już znacie, nie powstrzymało mnie to jednak, by po jednym morderczym zimowym wejściu na Turbacz i jednym mniej morderczym na Gęsią Szyję w czerwcu, zaplanować aż dwa tygodnie w Tatrach we wrześniu! Bo to już tak jest, że miłość do gór to też błędne koło, jak w tym komiksie:

Stwierdziłam, że dwa tygodnie to dostatecznie dużo czasu i na jakąś górę się wdrapię w tym czasie. Coś tam oczywiście sobie zaplanowałam, miałam też jedno marzenie, które na tamtym etapie wydawało się arcytrudnym osiągnięciem, a mianowicie Dolina Pięciu Stawów Polskich. Okazało się, że właściwie wszystko udało mi się zrobić bez większych przeszkód (ani kondycyjnych ani pogodowych), z wyjątkiem trasy z Kasprowego przez Przełęcz pod Kopą Kondracką do Kuźnic, bo akurat poprzedniej nocy sypnęło śniegiem, a oblodzone kamienie i mgła to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Co zatem przeszłam – dosłownie i w przenośni przez te dwa tygodnie w Tatrach?

Zanim przejdziemy do konkretnych tras, kilka informacji praktycznych:

  • do planowania tras nieoceniona jest aplikacja Mapa turystyczna (również dostępna pod adresem: https://mapa-turystyczna.pl) – pokazuje odległości, przewyższenia, trudności czy zamknięte szlaki, ilość punktów GOT (Górska Odznaka Turystyczna) PTTK;
  • ja w góry wychodzę o świcie, dzięki temu nawet w weekend, nawet na popularnych szlakach jest pusto, pobudka o 5 rano to dla mnie norma, by na szlaku najpóźniej być o 6 rano;
  • warto zainstalować aplikację Ratunek, która w sytuacji awaryjnej pozwala bez trudu wezwać pomoc i wskazać lokalizację;
  • przed wyjściem w góry sprawdzamy pogodę, ja używam zwykle kilku aplikacji jednocześnie: IMGW, Pogoda&Radar, Meteo Tatry;
  • warto kupić w schronisku książeczkę GOT , w której nie tylko można spisywać odbyte trasy i punkty GOT (1 za każdy przebyty kilometr i 1 za każde 100 m przewyższenia), ale również zbierać pieczątki;
  • parkingi są płatne gotówką, dlatego warto mieć jej zapas (jedyny parking, gdzie da się zapłacić kartą to ten miejski z automatem, przy rondzie JP II przed Kuźnicami);
  • wałówkę warto zabrać pożywną na szlak, więcej niż trzeba, bo może przyjdzie się podzielić; i dużo płynów (warto korzystać z elektrolitów w ciepłe dni);
  • na szlakach TPN znajdują się toalety, które są bardzo czyste – sprzątane codziennie, dlatego nie obawiajcie się z nich korzystać.

Tatrzańskie trasy dla początkujących

Dolina Chochołowska i Przełęcz Bobrowiecka 1356 m n.p.m.

Pierwszy dzień po przyjeździe, taki dla rozgrzania się a przy okazji zaliczenia Doliny Chochołowskiej. Rany! Jaka ona jest długa! Od parkingu przy Siwej Polanie idzie się i idzie tym asfaltem, że oszaleć można, szczególnie, że przez te 3,5 km do Polany Huciska, gdzie asfalt się w końcu kończy widokowo jest dość monotonnie i mało spektakularnie. W końcu jednak Chochołowska jest najdłuższą i największą doliną w polskich Tatrach, a to zobowiązuje. Dolina jest szeroka, słońce dość szybko tu wpada, co ma swoje plusy i minusy, wiadomo. Dojście do Schroniska na Polanie Chochołowskiej zajmuje średnio około 2 godzin, choć mnie za drugim razem, udało się to spokojnie w 1,5 godziny, ale tempo miałam mocno marszowe. Schronisko otwarte jest całą dobę, bufet dopiero od 8:00 rano. Ze schroniska do Odejścia na Przełęcz Bobrowiecką jest ok 30 minut, podejście jest dość upierdliwe, podejść mamy 188 metrów, nie dużo, ale droga wiedzie okazjonalnym potokiem albo błotnistym szlakiem. Od rozwidlenia szlaków do Przełęczy jest już tylko kilka minut i ostatnie metry przewyższenia. Przełęcz Borowiecka znajduje się już na granicy ze Słowacją. Bardzo przyjemne miejsce z widokiem na Polanę Chochołowską i okoliczne szczyty. W Schronisku w nagrodę polecam Deser Chochołowski, czyli szarlotkę ze śmietaną i sosem jagodowym (sama szarlotka byłaby sucha, ale z dodatkami komponuje się idealnie!). Całość wycieczki nie licząc pobytu w schronisku powinna Wam zająć ok. 5,5 godziny.

Info praktyczne:

  • parking przy Siwej Polanie – każdy kosztuje tyle samo: 15 zł za dzień, więc warto dojechać do tego najbliżej kas, żeby skrócić tę asfaltową wędrówkę do minimum;
  • od maja do września od 9 do 18 do spod kas do Polany Huciska kursuje kolejka Rakoń (ciągnik z wagonikami, 7 zł) i pozwala zaoszczędzić trochę siły przed wejściem gdzieś wyżej w Dolinie, czy na powrocie. Kolejka kursuje mniej więcej do 30 minut, a  trasę w jedną stronę pokonuje w ok. 15 minut. Innym sposobem jest skorzystanie z własnego lub wypożyczonego roweru, ponieważ Chochołowska jest jednym z niewielu wyjątków, gdzie do Polany Chochołowskiej można przyjechać rowerem (można jeszcze do Murowańca, ale nie wiem którym szlakiem) i przyjść z psem. Wszędzie indziej w TPN jest to zabronione;
  • wstęp do Doliny Chochołowskiej kosztuje 7 zł, czyli tak jak w innych miejscach na terenie TPN, jednak nie obowiązuje tu bilet tygodniowy ani dzienny kupiony gdzie indziej, bowiem Dolina Chochołowska należy do Wspólnoty Leśnej Uprawnionych Ośmiu Wsi, która jest oddzielnym od TPN bytem. Bilet można kupić online, ale nie ma oddzielnej kolejki dla posiadaczy elektronicznego biletu. Przed otwarciem kasy za wstęp się nie płaci;
  • w schronisku można płacić kartą.

Morskie Oko 1399 m n.p.m.

Tatrzański przepiękny klasyk, którego nie mogłam pominąć, a który można zrobić spokojnie bez obawy o dzikie tłumy. Jak? Wystarczy wyruszyć na szlak o 6:00 rano, by przed 8:00 rano na spokojnie zameldować się w Schronisku na śniadanie/szarlotkę (choć ta najsłabsza ze wszystkich jakie jadłam w schroniskach). W drodze do Morskiego Oka nie korzystałam ze skrótów (trzy bardziej strome podejścia, kamiennymi schodami), więc cała droga wiodła asfaltem, jest to monotonne 9 km, ale bez żadnych trudności. Obejście Morskiego Oko zajmuje około 40 minut i zdecydowanie warto to zrobić, szczególnie w słoneczny dzień gra świateł jest piękna i bardzo fotogeniczna. Na powrocie z Morskiego Oka już dla urozmaicenia skorzystałam ze skrótów, pozwalają łącznie zaoszczędzić kilka minut. Całość wycieczki powinna zająć ok. 5 godzin. Niech Was ręka boska broni od jazdy końmi, to obciach i dręczenie zwierząt, które pracują przy zbyt dużym obciążeniu. Nie, jeśli osoby starsze albo niepełnosprawne mogą o własnych siłach, to Wy/Wasze dzieciaczki też.

Informacje praktyczne:
  • parking w Palenicy Białczańskiej/Łysej Polanie kosztuje 35 zł za dzień i można go zabookować tylko online tutaj. W weekendy z piękną pogodą miejsca schodzą błyskawicznie – jest ich 1199, więc warto monitorować sytuację;
  • wstęp do TPN kosztuje 7 zł, lub można wejść w ramach biletu tygodniowego (35 zł/7 dni), bilet można kupić online, przed otwarciem kasy za wstęp się nie płaci;
  • w schronisku nie można płacić kartą, ale jest tu bankomat.

Dolina Kościeliska – Okno Pawlikowskiego, Wąwóz Kraków, Smocza Jama i Smreczyński Staw 1227 m n.p.m.

Dolina Kościeliska to jest zabawa! Ileż tu jest fajnych miejsc i rzeczy do roboty! Początkowo droga doliną jest szeroka a okalające ją wzniesienia oddalone, ale później się zwęża, i znacznie później wchodzi do niej słońce, więc jest chłodniej, dodatkowo Kirowa Woda – potok, który towarzyszy nam przez dolinę też dodaje orzeźwienia. Na trasie zrobimy tu kilka przystanków, na pierwszy ogień biorąc Jaskinię Mylną i Okno Pawlikowskiego. Dojście tu od Kir zajmuje około godziny (nieco ponad 4 km), wejście na szlak do jaskini od razu jest strome, wręcz z łańcuchami (na długości może 2-3 metrów), kamienie śliskie, szczególnie po deszczu, więc wejście tu wymaga nieco samozaparcia, ale warto! Trasa do góry zajmie Wam około 15 minut. Zaraz po wejściu do jaskini podziwiać można panoramę z Okna Pawlikowskiego. Urywa moi drodzy 4 litery, warto przysiąść tu sobie na śniadanie, wszak z takim widokiem dodatkowo będzie smakowało. Dalszy etapie skopaliśmy, bo szlak w tym miejscu (czerwony) jest jednokierunkowy, a my myśleliśmy, że wyjście z jaskini jest tuz obok wejścia, i zeszliśmy nieopatrznie jednokierunkowym szlakiem, który prowadził do góry. Na szczęście nie było dużo turystów, niemniej jednak pamiętajcie, by tego przestrzegać, bo przy dużym ruchu tam po prostu ciężko się minąć. Wyjście jednak przez jaskinię wymaga dodatkowego światła, a więc weźcie czołówki, oraz jest ryzyko ubrudzenia się, bo są odcinki, gdzie idzie się na kolanach. Obok dla chętnych jest jeszcze Jaskinia Raptawicka, można upiec dwie pieczenie przy jednej wspinaczce.

Po wyjściu z jaskini kontynuujemy trasę do Schroniska na Hali Ornak, wszak taki wysiłek i emocje zasługują na szarlotkę – jedną z lepszych! Schronisko położone jest w bliskim otoczeniu szczytów, dlatego na słońce trzeba tu trochę zaczekać. Po krótkiej przerwie idziemy dalej, do Smreczyńskiego Stawu 1227 m n.p.m. Droga początkowo pnie się łagodnie, potem nieco bardziej, by na długi czas opaść i wymaga jeszcze podejścia pod koniec. Jednak oczywiście wszystko jest warte tego widoku, który wyłania się z leśnej ścieżki: staw z górami odbijającymi się w niezmąconej wodzie. Przepięknie! Z rozwidlenia szlaków nieopodal schroniska dojdziecie tu w około 30 minut. Właśnie w tym lasku po drodze pierwszy raz usłyszałam jelenie na rykowisku.

W drodze powrotnej do Kir czeka jeszcze jedna przygoda: Wąwóz Kraków i Smocza Jama (żółty szlak). Odbijamy w prawo z głównego szlaku i zaczynamy wchodzić do wąwozu, kamienne ściany i liczne wielkie kamienie pod nogami, do tego od razu większa wilgotność. Główna część Wąwozu to pozostałość po korytarzu dawnej jaskini, której zawaliło się sklepienie. Wąwóz Kraków (udostępniony do zwiedzania) nie jest długi, liczy około 100 metrów i kończy się tzw. Rynkiem. Tutaj dalsza ewentualna droga prowadzi do góry i jest już jednokierunkowa, można też wrócić tą samą drogą, my jednak ciśniemy w górę, szczególnie ja pewnie dlatego, że nie wiem co mnie czeka. Drabinką około 15 metrów w górę idzie w miarę gładko. Potem do pokonania są już łańcuchy, kilka metrów i stajemy na rozstaju: można przejść przez Smoczą Jamę, albo dookoła na łańcuchach. Ponieważ czuję, że dość już łańcuchów idziemy przez Jamę a tam co? łańcuchy! W dodatku tak jakoś mało pomocne, bo po lewej łańcuch a po prawej miejsce, żeby nogę postawić. A do pokonania jest stroma płyta kamienna, oczywiście cała mokra i śliska. Bez czołówki i rękawiczek byłoby ciężko, choć nie jest to niewykonalne. Dalej już jest w miarę gładko, droga lasem i polaną z pięknymi widokami na Wierchy: Suchy i Kominiarski. Na Wąwóz ze Smoczą Jamą trzeba liczyć około 50 minut.

Informacje praktyczne:

  • parkingów w Kirach jest kilka, ja akurat zostawiłam auto w Kościelisku pod kwaterą kolegi, ale obstawiam, że 20 – 30 zł za dzień;
  • nieopodal jest świetna, również dla wegetarian, restauracja Ku Dolinie (czynna od 12:00), bardzo polecam pstrąga i wege burgera z boczniaka;
  • wstęp do TPN kosztuje 7 zł, lub można wejść w ramach biletu tygodniowego (35 zł/7 dni), bilet można kupić online, przed otwarciem kasy za wstęp się nie płaci;
  • w schronisku można płacić kartą.

Hala Gąsienicowa i Czarny Staw Gąsienicowy 1628 m n.p.m.

Hala Gąsienicowa widokowo to moim zdaniem absolutny sztos tego wyjazdu, i zapewne wstępnie jesienne kolory trochę w tym pomogły. To była moja pierwsza trasa samodzielnie pokonana, i z najwyższą sumą podejść na cały wyjazd, bo było ich 1000 metrów! Wybierając trasę sugerowałam się wskazówkami z netu, żeby wejść niebieskim szlakiem przez Boczań a zejść żółtym Doliną Jaworzynki i to zdecydowanie była dobra rada. Podejście przez Boczań, szczególnie początek były dla mnie trudne, ale strome zejście Doliną Jaworzynki pokazało, że to było nic! Nie wiem czy dałabym radę odwrotnie, bo to takie totalnie strome schody. Kolana po pewnym czasie tego ustawicznego schodzenia miały już dość, jednak mimo tych trudów wydaje mi się, że tam gdzie to możliwe warto chodzić pętlą, tylko poczytać wcześniej o trasie. Wchodząc przez Boczań po wyjściu z lasu jest super moment kiedy widać piękną panoramę okolicy, warto zaplanować sobie tu postój na śniadanie. Trudniejszy kawałek jest jeszcze przy rozwidleniu się szlaków, a potem do Hali Gąsienicowej to już prosta droga. W Murowańcu obowiązkowo szarlotka, moim zdaniem najlepsza – ex aequo z tą z Pięciu Stawów i dalej w drogę do Czarnego Stawu. Szlak jest zasadniczo bez wielkich przewyższeń pod koniec trzeba kawałeczek podejść, ale nie jest to długi odcinek. Nad stawem przed południem najlepiej usiąść sobie maksymalnie po lewej stronie, w przeciwnym razie będzie mocno pod słońce. Stawu nie da się obejść dookoła jak Morskiego Oka, ale można przejść się dalej niebieskim szlakiem docelowo prowadzącym na Zawrat. Cała wycieczka z przerwami jest dość długa, w końcu to prawie 18 km!

Informacje praktyczne:

  • jak mam wyjście w góry z Kuźnic to parkuje przy rondzie JP II, fakt, że wtedy jest dalej do samego punktu startowego, ale dzień w parkomacie kosztuje 22,90 zł, natomiast najdroższy jest tzw. parking nr 3, ostatni oficjalny parking koło hotelu Murowanica – kosztuje 40 zł. Raz musiałam z niego skorzystać, kiedy nie zadziałała mi karta w parkometrze przy rondzie właśnie. Za nim jest jeszcze kawałek trawy, na której na dziko zdzierają 50 zł za nielegalny w sumie postój;
  • w Kuźnicach bardzo dobrą szarlotkę serwują w Gościńcu Kuźnice, a restauracja Leśniczówka Resto Bar miała bardzo ciekawą kartę wege, mam nadzieję spróbować następnym razem;
  • wstęp do TPN kosztuje 7 zł, lub można wejść w ramach biletu tygodniowego (35 zł/7 dni), bilet można kupić online, przed otwarciem kasy za wstęp się nie płaci;
  • w schronisku Murowaniec nie można płacić kartą, ale jest bankomat.

Sarnia Skała 1377 m n.p.m.

Na Sarnią Skałę wybrałam się nie będąc do końca w formie, był to mój 5 dnień chodzenia z rzędu i chyba organizm się już trochę buntował. Jeszcze na parkingu dopadły mnie zawroty głowy, ale nie chciałam wracać autem w tym stanie, więc stwierdziłam, że przejdę się ile dam radę, wszak ruch dobry na wszystko. I faktycznie pomogło! Wybrałam się przez Dolinę Białego i znowu, wg mnie ta kolejność oferuje łagodniejsze podejście względem zejścia Doliną Strążyską, które na odcinku od Sarniej Skały do Polany Strążyskiej (Ścieżką pod Reglami) to właściwie same schody w dół. W dodatku było po deszczu, więc były piekielnie śliskie. Sarnia Skała nie jest jakoś wybitnie wymagająca, ale mnie zmęczyła, szczególnie etap Ścieżką pod Reglami. Sam szczyt jest bardzo ostry, kamienisty, podobnie jak Gęsia Szyja, ale można znaleźć łatwo skałki uformowane jak fotel i zasiąść z jakże imponującym widokiem na Giewont! Przy zejściu można na chwilę odbić 400 metrów żółtym szlakiem do wodospadu Siklawica, ja z uwagi na dużą ilość mokrych kamieni zrezygnowałam tym razem.

Informacje praktyczne:

  • ostatni parking w Dolinie Strążyskiej, koło Cafe Roma kosztuje 30 zł za dzień;
  • nie ma tutaj schroniska, więc należy zabrać dość jedzenia i picia na całą wycieczkę;
  • wstęp do TPN kosztuje 7 zł, lub można wejść w ramach biletu tygodniowego (35 zł/7 dni), bilet można kupić online, przed otwarciem kasy za wstęp się nie płaci.

Dolina Małej Łąki i Przysłop Miętusi 1189 m n.p.m.

Tego dnia pogoda nie zachęcała do niczego, niby nie padało, ale szału też nie było, niemniej po jednym dniu przymusowego odpoczynku (bo lało), stwierdziłam z towarzyszką na weekend, że nie będziemy tak siedzieć, wszak nie ma złej pogody są tylko złe ubrani ludzie. Wybrałyśmy relaksacyjną trasę Doliną Małej Łąki do Wielkiej Polany, która w tym klimacie mogłaby spokojnie zagrać w Miasteczku Twin Peaks. Następnie odbiłyśmy w prawo na Przysłop Miętusi (cudna nazwa nieprawdaż?) i zeszłyśmy do Doliny Kościeliskiej, następnie do Kir i czarnym szlakiem Drogą Pod Reglami z powrotem, na parking w Groniku. Jak widzicie niewiele przewyższeń, spokojna trasa, ale widokowo bardzo satysfakcjonująca.

Informacje praktyczne:

  • parking w Groniku mieści się tuz przy szlaku jest to jednokierunkowa droga prywatna przerobiona na parking, cena za dzień 20 zł;
  • nie ma tutaj schroniska, więc należy zabrać dość jedzenia i picia na całą wycieczkę;
  • wstęp do TPN kosztuje 7 zł, lub można wejść w ramach biletu tygodniowego (35 zł/7 dni), bilet można kupić online, przed otwarciem kasy za wstęp się nie płaci.

Dolina Pięciu Stawów Polskich 1675 m n.p.m.

Moje główne marzenie tego wyjazdu, cel celów, zdawał się taki trudny i nieosiągalny! A w dodatku w dniu wyprawy leje! Nic to jednak, deszcz jeszcze nikomu nie zaszkodził, przejdziemy się! Najwyżej nic nie zobaczymy i będzie do poprawki. W drodze do Palenicy ściana deszczu, odczekujemy trochę na parkingu i ruszamy, gdy trochę opad słabnie, jednak do Wodogrzmotów Mickiewicza mży nieustanie. Idziemy szlakiem zaczynającym się właśnie na Wodogrzmotach (zielony szlak, 2h 10 min do Stawów, można jeszcze tuż przed Morskim Okiem odbić na niebieski szlak przez Świstówkę – nieczynny zimą!) i pierwszy odcinek jest dość stromy, ok. 15 – 20 minut wspinania się, choć można sobie w 2 momentach zmniejszyć nachylenie i iść drogą. Zaraz po wyjściu z lasu przestaje w końcu padać! Potem następuje wypłaszczenie, które w sumie ciągnie się całą Doliną Roztoki aż do rozwidlenia szlaków. Zielony prowadzi koło Wielkiej Siklawy i wymaga trochę wysiłku przy wspinaniu się obok wodospadu, oferuje jednak piękne widoki na tenże. Czarny prowadzi kamiennymi schodami do góry prosto do schroniska. W drodze do Doliny wybieramy szlak zielony, wracając – czarny, bo mimo stromości, nieco łatwiej nim zejść niż koło Wielkiej Siklawy, największego wodospadu w Polsce.

Gdy jesteśmy już na ostatniej prostej do schroniska, po minięciu skrzyżowania szlaków m.in. na Zawrat, mgła, która do tej pory nam nie odpuszczała zaczyna się jakby przerzedzać, ale nie mamy dużych nadziei. Zdążyłyśmy zasiąść w schronisku, zamówić szarlotkę – najlepszą ex aequo z tą z Murowańca – jak akurat zaczyna się o 10:00 pół godzinna przerwa w jadalence na sprzątanie i w tym momencie dzieje się rzecz niebywała, ale mgły się rozchodzą i mamy piękny widok na Przedni Staw, ten tuż przy schronisku i kolejny Wielki Staw oraz okoliczne szczyty. Jak na zamówienie! Nie mogłam uwierzyć w nasze szczęście! I w to, że nie będę dzięki temu musiała tu wchodzić raz jeszcze żeby coś zobaczyć! Okno pogodowe stało się hasłem tego wejścia!

W schronisku spędziłyśmy ponad godzinę na odpoczynku i podziwianiu widoków, po czym po 11:00 zaczęłyśmy schodzenie wspomnianym wcześniej czarnym szlakiem. Na parkingu w Palenicy byłyśmy około 2 godziny później.

Informacje praktyczne:
  • parking w Palenicy Białczańskiej/Łysej Polanie kosztuje 35 zł za dzień i można go zabookować tylko online tutaj. W weekendy z piękną pogodą miejsca schodzą błyskawicznie – jest ich 1199, więc warto monitorować sytuację;
  • wstęp do TPN kosztuje 7 zł, lub można wejść w ramach biletu tygodniowego (35 zł/7 dni), bilet można kupić online, przed otwarciem kasy za wstęp się nie płaci;
  • w schronisku można płacić kartą.

Grześ 1653 m n.p.m.

Na Grzesia droga w dużej mierze prowadzi tak jak na Przełęcz Bobrowiecką, czyli do pokonania jest Dolina Chochołowska, dojście do odejścia na Przełęcz Bobrowiecką i dalej wg znaków 50 minut na Grzesia. Pogoda wciąż była a’la Twin Peaks, ale nie ukrywam liczyłam na przejaśnienia, choć z każdą godziną coraz mniej. Punkt 8:00 stawiłam się w w Schronisku na Polanie Chochołowskiej, oszamałam na śniadanie Deser Chochołowski, czyli szarlotkę pod pierzyną ze śmietany i sosu jagodowego, i 8:25 ruszyłam na podój Grzesia. Wiedziałam już, że z widocznością będzie słabo, ale to już był ten etap rozbrykania człowieka-kartofla, że poszłam dla samej satysfakcji! Tak, tak! Od odejścia na Przełęcz trasę można podzielić na 3 etapy, każdy ma nas wznieść o około 100 m w górę, jednak pierwszy jest dość długi i mniej męczy, a każdy kolejny krótszy i bardziej stromy. Ostatnia prosta dla mnie była ciężka z powodu zimna i braku widoczności, ciężko idzie się bez punktów odniesienia, jedynie na telefonie mogłam sprawdzić jak jeszcze daleko. Byłam już w jednym momencie bliska zawrócenia, ale w końcu wypatrzyłam słupek na szczycie. I właściwie tyle, bo nic więcej nie było widać.

Stąd można udać się jeszcze na Rakoń, jest już całkiem niedaleko. Ja jednak ubrałam się w kolejne warstwy, zjadłam na słupku granicznym ze Słowacją drugie śniadanie i zeszłam z powrotem do schroniska na herbatę. Wracając Doliną udało mi się załapać na Polanie Huciska na kolejkę Rakoń, którą podjechałam do parkingu i trochę zaoszczędziłam nudnej drogi asfaltem oraz schroniłam się przed deszczem, który tego dnia wracał w sumie kilkukrotnie.

Info praktyczne:

  • parking przy Siwej Polanie – każdy kosztuje tyle samo: 15 zł za dzień, więc warto dojechać do tego najbliżej kas, żeby skrócić tę asfaltową wędrówkę do minimum;
  • od maja do września od 9 do 18 do spod kas do Polany Huciska kursuje kolejka Rakoń (ciągnik z wagonikami, 7 zł) i pozwala zaoszczędzić trochę siły przed wejściem gdzieś wyżej w Dolinie, czy na powrocie. Kolejka kursuje mniej więcej do 30 minut, a  trasę w jedną stronę pokonuje w ok. 15 minut. Innym sposobem jest skorzystanie z własnego lub wypożyczonego roweru, ponieważ Chochołowska jest jednym z niewielu wyjątków, gdzie do Polany Chochołowskiej można przyjechać rowerem (można jeszcze do Murowańca, ale nie wiem którym szlakiem) i przyjść z psem. Wszędzie indziej w TPN jest to zabronione;
  • wstęp do Doliny Chochołowskiej kosztuje 7 zł, czyli tak jak w innych miejscach na terenie TPN, jednak nie obowiązuje tu bilet tygodniowy ani dzienny kupiony gdzie indziej, bowiem Dolina Chochołowska należy do Wspólnoty Leśnej Uprawnionych Ośmiu Wsi, która jest oddzielnym od TPN bytem. Bilet można kupić online, ale nie ma oddzielnej kolejki dla posiadaczy elektronicznego biletu. Przed otwarciem kasy za wstęp się nie płaci;
  • w schronisku można płacić kartą.

Nosal 1206 m n.p.m.

Niech Was nie zwiedzie znacznie mniejsza wysokość od wcześniejszych wzniesień! Zdradziecki ten Nosal jak nie wiem! Szłam na niego z Kuźnic, po nieudanym ataku na Czerwone Wierchy z Kasprowego Wierchu (nieudanym, bo sypnęło śniegiem), więc poszłam znanym mi już podejściem na Boczań (droga na Halę Gąsienicową) a potem kontynuowałam zielonym szlakiem na Nosal. Podejście jest dość łagodne, pod koniec trzeba się trochę bardziej wysilić, szczególnie, że minimalnie trzeba przed samym szczytem zejść ze szlaku (a przynajmniej ja nie umiem tak zadrzeć nogi do góry). Ze szczytu rozpościera się piękna panorama Kuźnic oraz otaczających je szczytów od Rysów poczynając a na Śpiącym Rycerzu (Giewoncie) kończąc. Skałki na szczycie są dość ostro, ale można sobie wymościć wygodne miejsce do obserwacji okolicy. Zejście w stronę hotelu Murowanica być może na profilu poniżej nie wydaje się takie straszne, ale jest strome jak cholera! Jakbym miała tędy podejść to klęłabym na czym świat stoi (taka powtórka z Doliny Jaworzynki, tylko krótsza). Mijanych geniuszy trekkingu w trampkach pozdrawiam serdecznie, ja w standardowym trekkingowym ekwipunku z kijami męczyłam się bardzo na zejściu, a co dopiero oni na ślisko i bez podparcia! Wycieczka nie jest długa ani specjalnie męcząca, ale nie lekceważcie Nosala, bo to taki mały drań!

  • jak mam wyjście w góry z Kuźnic to parkuje przy rondzie JP II, fakt, że wtedy jest dalej do samego punktu startowego, ale dzień w parkomacie kosztuje 22,90 zł, natomiast najdroższy jest tzw. parking nr 3, ostatni oficjalny parking koło hotelu Murowanica – kosztuje 40 zł. Raz musiałam z niego skorzystać, kiedy nie zadziałała mi karta w parkometrze przy rondzie właśnie. Za nim jest jeszcze kawałek trawy, na której na dziko zdzierają 50 zł za nielegalny w sumie postój;
  • w Kuźnicach bardzo dobrą szarlotkę serwują w Gościńcu Kuźnice, a restauracja Leśniczówka Resto Bar miała bardzo ciekawą kartę wege, mam nadzieję spróbować następnym razem;
  • wstęp do TPN kosztuje 7 zł, lub można wejść w ramach biletu tygodniowego (35 zł/7 dni), bilet można kupić online, przed otwarciem kasy za wstęp się nie płaci.

Gęsia Szyja 1489 m n.pm.

Na Gęsią Szyję poszłam w czerwcu, także podczas innego wyjazdu, ale uważam, że jest świetna na początek. Wyjście z parkingu w Wierch Poroniec przez długi czas prowadzi po płaskim, lekko unoszącym się szlaku, aż do Rusinowej Polany, skąd rozpościera się naprawdę fenomenalna panorama Tatr Wysokich. Później podejście z Rusinowej Polany na Gęsią Szyję jest już dość strome, w dodatku ze schodkami, ale 20 minut wysiłku i będziecie na górze. No, góra 30 minut. Pierwotnie planowałyśmy wrócić tą samą drogą, ale miedzy 8 a  9:00 tłumy już zaczęły wspinać się na górę, nie chciało nam się przez nich przebijać, więc postanowiłyśmy zejść przez Psią Trawkę do Brzezin i podjechać busem z Brzezin na nasz parking (ok. 9 km). Zejście jest z miarę umiarkowane, lekko nieznośne robi się na odcinku od Psiej Trawki, kiedy idzie się wzdłuż potoku Sucha Woda Gąsienicowa, bowiem szlak stanowią kamienie, takie nie za duże, ale nie jest to też żwir. Po pewnym czasie hałas i mrowienie w stopach są nieznośne, ale i tak wolałam tym schodzić niż wchodzić pod górę! W Brzezinach, kiedy wreszcie stanęłyśmy na asfalcie, to aż dziwne to było, że pod nogami nic nie chrobocze. Akurat dość szybko udało się złapać busa do Wierch Poroniec, w ostateczności można tę drogę pokonać pieszo.

  • parking zaraz za rondem – 25 zł za dzień;
  • nie ma tu schroniska, za to na Rusinowej Polanie jest Bacówka (ze skrajnymi opiniami) i sporo stołów i ławek na piknik;
  • wstęp do TPN kosztuje 7 zł, lub można wejść w ramach biletu tygodniowego (35 zł/7 dni), bilet można kupić online, przed otwarciem kasy za wstęp się nie płaci, ewentualnie można od razu kupić bilet u pana od parkingu.

Gdzie spać w Tatrach?

Choć może bardziej akuratne byłoby gdzie ja spałam, wszak baza noclegowa pod Tatrami jest potężna! Dla mnie ważne było, aby nocleg był na wsi, ale blisko cywilizacji, i w miarę blisko szlaków, z miejscem parkingowym i miejscem do przygotowania prowiantu na drogę oraz miejscem do relaksu. Wszystkie te warunki spełniał apartament Hrube Niżne, nieopodal Cyrhli, z genialnymi widokami z okna i okolicznych pagórków.

I jak Ci się podobało? Przekonałam Cię do górskich wędrówek? Uwierz mi, jeśli ja dałam radę, każdy sobie poradzi! A może masz swoją ulubioną trasę dla początkujących, która nie znalazła się w zestawieniu, a warto ją dodać? Daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję!

Zapraszam Cię również na mój fanpage na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia!

Jedna myśl na temat “Wędrówki górskie po Tatrach dla początkujących – wrzesień 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.