Skip to main content

Karkonosze: Śnieżka – zimowe wejście – styczeń 2022

Decyzję o zimowym wejściu na Śnieżkę podjęłam trochę spontanicznie, bo ze mną już tak jest, że jak zakiełkuje mi jakiś pomysł, to trzeba iść za ciosem, inaczej znajdę milion powodów, dla których nie dam rady. Co musicie o mnie wiedzieć, to choć kocham góry, to jestem zawsze pierwsza do odwrotu i wiele energii kosztuje mnie przekonanie samej siebie, że dam radę i się nie poddam. Status związku z górami niezmiennie: to skomplikowane. Żeby było śmieszniej, do wejścia na Śnieżkę przekonało mnie zdjęcie, na które trafiłam na Instagramie, gdzie obserwatorium na szczycie w zimowej odsłonie wyglądało jak z innej planety. Jedno było pewne, było tam zimno, ale o tym jak bardzo, musiałam się już przekonać na własnej skórze. Dosłownie. Korzystając więc z pierwszego, długiego weekendu w 2022, wybrałam się do Karpacza z misją wejścia na Śnieżkę.

Z Warszawy do Karpacza przejazd autem zajmuje około 6 godzin, więc sama podróż jest już pewnym wyzwaniem, szczególnie zimą, jednak mnie to nie powstrzymało. Dla spokoju sprawdziłam połączenia kolejowe i autobusowe, które tylko upewniły mnie, że własnym samochodem będzie jednak najszybciej. Baza noclegowa w Karpaczu jest ogromna i z pewnością każdy znajdzie coś da siebie. Ja zamieszkałam blisko centrum, w Szarotce ok. 800 metrów od ronda Biały Jar i 3 km spacerem od Świątyni Wang (od mojego pensjonatu trasa dość mocno pod górę, ale skrótami). Ważne było dla mnie położenie w miarę blisko głównej drogi i parking (wszak w Karpaczu to towar deficytowy). Poza słabo działającym WiFi (akurat u mnie w pokoju) mogę polecić Wam to miejsce, w końcu weekendowy detoks od netu jeszcze nikomu nie zaszkodził.

 

Zimowe wędrówki w górach – ważne informacje:

Zimowe trasy, nawet jeśli latem wydają się proste, zimą to zupełnie inna sprawa. Zimą zawsze jest trudniej i dłużej i powinniście o tym pamiętać, również spoglądając na znaki z oznaczeniem czasu przejścia. Kluczem jest możliwie wczesne wyjście, by wykorzystać jak najwięcej dnia, ale pamiętajcie, że zimą szlaki z zasady dostępne są od świtu do zmierzchu (świt to nie wschód słońca!). Miałam już na koncie zimowe wejście na Turbacz w lutym 2021, które wtedy wydawało mi się absurdalnie nierealnym wysiłkiem, ale dzięki temu wiedziałam już, jak powinnam się przygotować.

Oczywiście przed wyjściem sprawdzamy prognozę pogody oraz komunikaty lawinowe a także zapoznajemy się z mapą przejścia i ewentualnymi drogami awaryjnymi (inne szlaki, niż ten, który mamy w planie), pomocne w tym będą:

  • do planowania tras nieoceniona jest aplikacja Mapa turystyczna (również dostępna pod adresem: https://mapa-turystyczna.pl) – pokazuje odległości, przewyższenia, trudności czy zamknięte szlaki, ilość punktów GOT (Górska Odznaka Turystyczna) PTTK;
  • na stronie https://kpnmab.pl/ostrzezenia sprawdzamy ostrzeżenia lawinowe i informacje, które szlaki są zamknięte i na jakich odcinkach;
  • warto zainstalować aplikację Ratunek, która w sytuacji awaryjnej pozwala bez trudu wezwać pomoc i wskazać lokalizację;
  • przed wyjściem w góry sprawdzamy pogodę, ja używam zwykle kilku aplikacji jednocześnie: IMGW, Pogoda&Radar, Meteo Tatry;
  • dodatkowo, jeśli idziecie w góry sami, zostaw bliskim i znajomym informacje dokąd idziecie oraz jednej osobie udostępnijcie swoją lokalizację np. przez apkę Life 360.

Pakując plecak ważne, by zimą, ale nie tylko znalazły się w nim m.in.:

  • koce termiczne;
  • zapasowe rękawiczki, najlepiej narciarskie oraz dodatkowa czapka;
  • gogle narciarskie – w przypadku silnego wiatru i opadów śniegu, zmienia się on w bolesne igły uderzające w twarz;
  • termos z gorącą herbatą (napoje w butelkach potrafią zamarznąć, choć i tak mam zawsze jakieś elektrolity);
  • ogrzewacze rąk – te takie śmieszne żelowe kółka lub serduszka, które uruchamia się przełamując w  nich metalową płytkę;
  • coś do jedzenia – pożywnego, ale również zapas słodyczy, które dostarczą kalorii potrzebnych przy dużym wysiłku;
  • apteczkę z podstawowymi lekami, opatrunkami itd.;
  • ja mam również przywieszkę do plecaka z systemem Recco (pozwala poszukiwać skuteczniej zasypanych w lawinie) oraz gwizdek alarmowy;
  • poza tym standardowo: kijki (ja chodzę na szpikulcach, ale w głębokim śniegu przydadzą się talerzyki), raczki lub raki, stuptuty, czołówka (jeśli rano jest jeszcze ciemno, lub jeśli nie zdążymy przed zmrokiem).

Szlak na Śnieżkę zimą – opis trasy

Kiedy przygotowałam się teoretycznie do wejścia i zejścia, większość informacji o dostępności szlaków sprowadzała się do jednego, niebieskiego startującego spod Świątyni Wang. Plan więc był taki, że tam zacząć i skończyć. Ostatecznie warunki były jednak bardzo trudne i postanowiłam zejść czarnym szlakiem, po upewnieniu się wśród wchodzących nim ludzi, że jest całkowicie drożny. Zimą bowiem zamykane są często niektóre odcinki, szczególnie te lawiniaste. Ale po kolei. Ostatecznie moja trasa wyglądała tak:

Z Ronda Biały Jar podjechałam autobusem 104 do Świątyni Wang. Wiedziałam, że rano budka biletowa będzie jeszcze zamknięta, więc swój bilet kupiłam online jeszcze poprzedniego wieczora. Pierwszy odcinek szlaku, aż do wyjścia z lasu wiedzie konsekwentnie pod górę, ale nie jest to jakieś strome podejście. Ten odcinek wiedzie wśród drzew, więc idzie się dość przyjemnie. Akurat zaczyna się wschód słońca, ale wspomniane drzewa jednak go przesłaniają. Po wyjściu z lasu na szeroką drogę do Polany wiatr daje o sobie znać, wieje tak mocno, że czasami trzeba iść tyłem, żeby złapać oddech. Na Polanie jest już spokojniej, można tu przysiąść na chwilę, coś zjeść i podziwiać w końcu jakieś widoki.

Po krótkiej przerwie idę dalej i pierwszy raz czuję, jak bardzo ten wiatr utrudni mi wejście, ponieważ ręce od trzymania kijków tak mi zmarzły, że ledwo zdążyłam wyciągnąć rękawice narciarskie. Odcinek do Schroniska Samotnia jest pod katem nachylenia całkiem przyjemny, jednak wyjście zza zakrętu na polanę ze schroniskiem i jeziorem znowu jest bardzo wietrzne. Schronisko jest pięknie położone nad jeziorem, wokół okoliczne szczyty. Docenić pełną panoramę można dopiero powyżej schroniska, w drodze do kolejnego -Strzechy Akademickiej. Zanim jednak ruszam dalej, to zatrzymuje się na chwilę w Samotni na krótki odpoczynek i ubranie raczków. Od tego momentu są już niezbędne, szczególnie, że podejście do Strzechy na pierwszym odcinku jest dość strome. Kolejne Schronisko mijam bez zatrzymania, pierwotnie planowałam zatrzymać się tu na obiad, ale ostatecznie wróciłam inną drogą.

Podejście do Spalonej Strażnicy jest dla mnie mega ciężkie, choć teoretycznie przewyższenie stabilnie wnosi się do góry. Wiatr prosto w twarz, śnieg zamienia się w ostre igiełki (wtedy zamarzyłam o goglach narciarskich), idę krok za krokiem, a każdy okupiony jest ogromnym wysiłkiem. Kilka razy na tym odcinku zastanawiam się, czy nie zawrócić. Za Spaloną Strażnicą szlak się wypłaszcza i właściwie do Domu Śląskiego idzie się już lepiej, marszem, ale bez większych trudności.
Przede mną ostatnie 200 metrów, nie zatrzymuję się w schronisku, idę za ciosem. Łatwiejsze podejście naokoło szczytu jest zamknięte, więc wszyscy, a ludzi jest strasznie dużo (większość nieprzygotowana, wjechała wyciągiem na Kopę poniżej Domu Śląskiego), więc spowalnia mnie wszystko na raz z potężnym wiatrem. Co chwilę ktoś się przewraca na szlaku, nawet posiadanie raczków i kijków nic nie da, jeśli ktoś mnie podetnie. Oczywiście szczytu nie widać, schodzący mówią, że już niedługo, ale każdy metr to katorga. Znowu myślę, że trudno, trzeba wiedzieć kiedy zawrócić, a przecież jeszcze muszę zejść. I kiedy już postanowiłam prawie, że rezygnuje, z mgły wyłoniło się Obserwatorium na Śnieżce! Ostatnie 10 metrów pokonuje już na oparach sił. Jak blisko byłam od odwrotu!
Na górze wieje tak strasznie, że nie da się utrzymać na nogach, robię dwa zdjęcia, przez chwilę na klęczkach odpoczywam i zaraz zaczynam zejście. Przez tych wszystkich nieprzygotowanych zejście jest jeszcze gorsze niż wejście, wiatr jest coraz silniejszy, a wszyscy się ślizgają, nie sposób zachować bezpieczny odstęp. Mam wrażenie, że zejście trwa wieczność, ale w końcu jestem znowu pod Domem Śląskim. Tłumy ludzi czekające w kolejce do wejścia skutecznie mnie zniechęcają, więc postanawiam ruszać z powrotem na dół. Czuję jednak, że jestem bardzo zmęczona, szukam więc alternatywnej drogi na dół i przez chwilę rozważam zjechanie kolejką z Kopy. Wystarczy jednak popatrzeć jak buja krzesełkami, żebym zarządziła odwrót od tego pomysłu (generalnie nie znoszę wyciągów/kolejek linowych). Idąc za ciosem sprawdzam czarny szlak w telefonie na mapie oraz potwierdzam jego drożność z wchodzącymi nim turystami. Zejdę aż do Ronda Biały Jar, a to już tak blisko mojej kwatery. I zejście zajmuje tylko ok 1,5 godziny, jednak nie ma nic za darmo – zejście jest strome jak cholera! Szczególnie odcinek Kocioł Białego Jaru – Orlinek w Karpaczu, kolana już po kilkunastu metrach wyją z bólu. Ale są plusy – praktycznie nie wieje, a to akurat miła odmiana! Gdzieś w połowie drogi przysiadam na kamieniu, żeby coś zjeść i potem już do końca maszeruję, aż do Orlinka i dalej na skróty przez lasek do kwatery.
Całość to prawie 17 km z sumą podejść 845 metrów, choć wiatr sprawiał, że wszystko było odczuwalne podwójnie! Wejście zajęło mi 4 godziny: wyruszyłam spod Wang około 7:20 a na Śnieżkę weszłam o 11:20. Na kwaterze natomiast byłam równo o 14:00.

Dziki Wodospad w Karpaczu

Następnego dnia, żeby się trochę rozruszać, bo wierzcie mi, bolał mnie każdy mięsień ciała, wybrałam się na spacer po Karpaczu, z głównym celem: Dziki Wodospad na Łomnicy. W czerwcu nie było gdzie zaparkować w jego pobliżu, więc zrezygnowałam, teraz poruszałam się pieszo, więc nie było problemu. Dziki wodospad znajduje się może 30 metrów od końca/początku czarnego szlaku na/ze Śnieżki. Byłam poprzedniego dnia tak blisko, ale zmęczenie wzięło górę. Wodospad widać dość blisko od ulicy, nie trzeba się bardzo zagłębiać w las. Latem, wśród zieleni musi tu być jeszcze piękniej!

Info praktyczne:

  • w Karpaczu ciężko się parkuje, szczególnie zimą – parkingi, jeśli są czynne wcześnie rano, są stromo położone, w czerwcu było wyzwaniem wyjechać, więc tym razem założyłam, że rano pod Wang podjadę taksówką. Pomysł w teorii niezły, w praktyce okazało się, że żaden nr telefonu do taxi w Karpaczu jaki miałam nie odpowiadał, zaczęłam więc iść do ronda Biały Jar, gdzie zupełnie przypadkiem trafiłam na autobus 104 który miał jechać w kierunku Wang za kilka minut (bilet 3,4 zł);
  • wstęp do Karkonoskiego Parku Narodowego można wykupić poza godzinami pracy budki biletowej na stronie https://kpn.eparki.pl, bilet kosztuje 8 zł, prowizja za płatność online to 0,40 gr;
  • w Schronisku Samotnia można płacić kartą;
  • bez raczków i kijków ANI RUSZ!

I jak Ci się podobało? Przekonałam Cię do górskich wędrówek? Uwierz mi, jeśli ja dałam radę, każdy sobie poradzi! Wybierasz się na Śnieżkę albo gdzieś indziej w Karkonosze? Daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję!

Zapraszam Cię również na mój fanpage na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia!

Jeden komentarz to “Karkonosze: Śnieżka – zimowe wejście – styczeń 2022”

  1. Snieżkę pamiętam za dzieciaka z rodzicami i w zimę i w lato, każda pora roku ma swój urok. Tak czy inaczej warto!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.