Skip to main content

Tatry: Grześ i Rakoń – zimowe wejście – styczeń 2022

O tym, że Grześ jest do poprawki wiedziałam już jak na niego lazłam we wrześniu. Szanse na widoczność zerowe, ale wtedy już byłam tak nakręcona na chodzenie, że lazłam nawet wiedząc, że nic nie zobaczę. Taka to proszę Państwa ewolucja człowieka o kondycji kartofla, który unikał wysiłku fizycznego jak tylko mógł, w górołaza co to idzie żeby iść, niekoniecznie coś zobaczyć. Strach się bać do czego człowiek jest zdolny jak tylko przestanie marudzić i ruszy cztery litery. Tak więc we wrześniu nie było mi dane podziwiać obłędnej panoramy Tatr Zachodnich, oczywiście poza tą w telefonie, którą sobie odpaliłam na chwilę na szczycie. Natomiast kiedy w styczniu szukałyśmy z moimi górskimi wariatkami celu, jakoś tak bez większego namysłu padło na Grzesia (1653 m n.p.m.) i dalej na Rakonia (1879 m n.p.m.). W bardzo pierwotnej wersji planu był też Wołowiec, niemniej zimą dzień krótki, tempo inne niż latem, dodatkowo jednak dość niebezpiecznie ślisko było na Przełęczy pod Wołowcem. Zatem zostałyśmy przy tych dwóch szczytach i o ile Grzesia to wciągnęłam już nosem, w tyle Rakoń dał mi skubaniec w kość. Z Grzesia wydaje się tak daleko i tak jest! Niemniej, widoki i panoramę jaką oferuje będę wspominać na długo. To jak, idziemy?

Zimowe wędrówki w górach – ważne informacje:

Zimowe trasy, nawet jeśli latem wydają się proste, zimą to zupełnie inna sprawa. Zimą zawsze jest trudniej i dłużej i powinniście o tym pamiętać, również spoglądając na znaki z oznaczeniem czasu przejścia. Kluczem jest możliwie wczesne wyjście, by wykorzystać jak najwięcej dnia, ale pamiętajcie, że zimą szlaki z zasady dostępne są od świtu do zmierzchu (świt to nie wschód słońca!).

Oczywiście przed wyjściem sprawdzamy prognozę pogody oraz komunikaty lawinowe a także zapoznajemy się z mapą przejścia i ewentualnymi drogami awaryjnymi (inne szlaki, niż ten, który mamy w planie), pomocne w tym będą:

  • do planowania tras nieoceniona jest aplikacja Mapa turystyczna (również dostępna pod adresem: https://mapa-turystyczna.pl) – pokazuje odległości, przewyższenia, trudności czy zamknięte szlaki, ilość punktów GOT (Górska Odznaka Turystyczna) PTTK;
  • na stronie https://tpn.pl/zwiedzaj/komunikat-lawinowy sprawdzamy ostrzeżenia lawinowe i informacje, które szlaki są zamknięte i na jakich odcinkach;
  • warto zainstalować aplikację Ratunek, która w sytuacji awaryjnej pozwala bez trudu wezwać pomoc i wskazać lokalizację;
  • przed wyjściem w góry sprawdzamy pogodę, ja używam zwykle kilku aplikacji jednocześnie: IMGW, Pogoda&Radar, Meteo Tatry;
  • dodatkowo, jeśli idziecie w góry sami, zostaw bliskim i znajomym informacje dokąd idziecie oraz jednej osobie udostępnijcie swoją lokalizację np. przez apkę Life 360.

Pakując plecak ważne, by zimą, ale nie tylko znalazły się w nim m.in.:

  • koce termiczne;
  • zapasowe rękawiczki, najlepiej narciarskie oraz dodatkowa czapka;
  • gogle narciarskie – w przypadku silnego wiatru i opadów śniegu, zmienia się on w bolesne igły uderzające w twarz;
  • termos z gorącą herbatą (napoje w butelkach potrafią zamarznąć, choć i tak mam zawsze jakieś elektrolity);
  • ogrzewacze rąk – te takie śmieszne żelowe kółka lub serduszka, które uruchamia się przełamując w  nich metalową płytkę;
  • coś do jedzenia – pożywnego, ale również zapas słodyczy, które dostarczą kalorii potrzebnych przy dużym wysiłku;
  • apteczkę z podstawowymi lekami, opatrunkami itd.;
  • ja mam również przywieszkę do plecaka z systemem Recco (pozwala poszukiwać skuteczniej zasypanych w lawinie) oraz gwizdek alarmowy;
  • poza tym standardowo: kijki (ja chodzę na szpikulcach, ale w głębokim śniegu przydadzą się talerzyki), raczki lub raki, stuptuty, czołówka (jeśli rano jest jeszcze ciemno, lub jeśli nie zdążymy przed zmrokiem).

Szlak na Grzesia zimą – opis trasy

O ile nie śpisz w schronisku albo prawie u stóp gór, wczesna pobudka to podstawa, by górami cieszyć się w spokoju i mieć je tylko dla siebie. Z Krakowa wyjechałyśmy koło po 4:00 nad ranem, by o 6:25 wyruszyć szybkim marszem z parkingu na Siwej Polanie u wejścia do Doliny Chochołowskiej. Pogoda zapowiada się dziś idealna, więc nic nie powinno nam przeszkodzić w realizacji planu. Jedynym minusem szczytów w Tatrach Zachodnich jest konieczność pokonania najpierw 7.3 km Doliny Chochołowskiej do schroniska, ewentualnie odejść chwilę wcześniej na szlak na Starorobociański Wierch czy Trzydniowiański  Wierch. Tak czy owak tego etapu przeskoczyć się nie da, więc maszerujemy niczym wojsko w natarciu, by jak najszybciej znaleźć się w schronisku. Docieramy tam po 2 godzinach i robimy przerwę na śniadanie, przebierkę, ubranie raków itd.

Kilka minut po 9:00 ruszamy do góry żółtym szlakiem na Grzesia. Trasa nie jest trudna, dość mocno przedeptana, ale początek z gatunku upierdliwych, dość ostro pod górę, w dodatku dużo przeszkód w postaci gałęzi, potoczków itp. Na terenie wokół prowadzone są stale prace związane z wycinką drzew stąd taki bałagan i niekiedy hałas pił mechanicznych. Dojście do odejścia na Przełęcz Borowiecką to ok. 30 minut dość stromego podejścia, potem jest już łagodniej. Od tego punktu mamy 3 odcinki zygzaka po ok 100 m przewyższenia i szczyt jest Wasz! Wejście na szczyt ze schroniska zajęło nam ok 1,5 godziny (10:45) z licznymi postojami i przystankami to na ubieranie się, to na rozbieranie. Słońce praży, śnieg oślepia, ale widoki są po prostu obłędne.

Szlak z Grzesia na Rakoń zimą – opis trasy

Ok. 11:15 ruszamy dalej, w kierunku Rakonia, na mapie nie wygląda taka daleko jak przed naszymi oczami. Prawdę mówiąc to mój wewnętrzny odwrót już formuje listę argumentów, dlaczego może jednak zawracamy? Ale idę dziarsko dalej, trasa jest dobrze utorowana, także nie ma na tym polu trudności. Pierwsze konkretne już wątpliwości nachodzą mnie przed podejściem pod – dla mnie – ścianę. Zaczynam już werbalizować moje obawy, że wy idźcie, ja na was na Grzesiu poczekam… Bo wejść to jest drodzy moi połowa sukcesu. Mam to tak wryte pod czaszkę, że w trasę i kalkulację zmęczenia jeszcze trzeba wliczyć powrót, a w tym konkretnym przypadku te cholerne 7,3 km na parking licząc od schroniska. Moje obawy zostają wysłuchane przez J., która na szlaku zna mnie lepiej niż ja siebie, i mówi do mnie: „Aha, tak, rozumiem. Ale weź nie [opowiadaj głupot – wersja ocenzurowana]. Idziemy noga za nogą i się doczłapiemy.” Niechętnie, ale się z nią zgadzam i tak drepczemy. Wiatr się wzmaga, więc wjeżdżają gogle narciarskie – to jest na zimowych, wietrznych wędrówkach moi drodzy totalny game changer.
Wypłaszczenie lekkie przed szczytem i potem ta ostatnia górka to jest już naprawdę denerwująca odległość. Jesteś tak blisko, ale wciąż nie na szczycie, ale docieramy w końcu jakoś tuż przed 13:00. Pokonanie odcinka 2,7 km i prawie 300 m przewyższenia między Grzesiem i Rakoniem zajęło nam 1h 45 min (wg map opisane jako 1h 10 min). Delektujemy się odpoczynkiem, czekoladą i zasłużonym łykiem wiśniówki, która smakuje najlepiej na świecie (a ja właściwie nie pije zbytnio już alkoholu). Oceniamy, że Wołowiec z tej perspektywy wygląda jak zły, niczym Everest i cieszymy się, że nie mamy go już w planie. Czas się zawijać, jakoś kwadrans po 13:00 zaczynamy schodzenie. Śnieg jest już mocno rozdeptany i na pierwszym ostrzejszym odcinku w dół zjeżdżam razem ze śniegiem, a przy hamowaniu jeden z moich kijków zmienia się w zjazdowy – wygina się elegancko pod moim ciężarem, zapewniając mi temat do rozmowy z każdym napotkanym wędrowcem aż do schroniska. Godzinę później jesteśmy znowu na Grzesiu – jak to dobrze, że schodzi się jednak szybciej, a o 15:00 zasiadamy w schronisku na zasłużony deser chochołowski. Na parking wyruszamy o 16:00 i mamy genialne tempo, bo przy aucie jesteśmy o 17:15 – 7,3 km w 1h 15 min to nowy mój rekord.

 

Info praktyczne:

  • parking przy Siwej Polanie – każdy kosztuje tyle samo: 15 zł za dzień, więc warto dojechać do tego najbliżej kas, żeby skrócić tę asfaltową wędrówkę do minimum;
  • od maja do września od 9 do 18 do spod kas do Polany Huciska kursuje kolejka Rakoń (ciągnik z wagonikami, 7 zł) i pozwala zaoszczędzić trochę siły przed wejściem gdzieś wyżej w Dolinie, czy na powrocie. Kolejka kursuje mniej więcej do 30 minut, a  trasę w jedną stronę pokonuje w ok. 15 minut. Innym sposobem jest skorzystanie z własnego lub wypożyczonego roweru, ponieważ Chochołowska jest jednym z niewielu wyjątków, gdzie do Polany Chochołowskiej można przyjechać rowerem (można jeszcze do Murowańca, ale nie wiem którym szlakiem) i przyjść z psem. Wszędzie indziej w TPN jest to zabronione;
  • wstęp do Doliny Chochołowskiej kosztuje 7 zł, czyli tak jak w innych miejscach na terenie TPN, jednak nie obowiązuje tu bilet tygodniowy ani dzienny kupiony gdzie indziej, bowiem Dolina Chochołowska należy do Wspólnoty Leśnej Uprawnionych Ośmiu Wsi, która jest oddzielnym od TPN bytem. Bilet można kupić online, ale nie ma oddzielnej kolejki dla posiadaczy elektronicznego biletu;
  • w schronisku można płacić kartą;
  • jeśli nie chcecie się zrywać bladym świtem warto przenocować w Zakopanem (klik) lub Nowym Targu – baza hotelowa jest naprawdę spora i przystępna cenowo – sprawdź!

I jak Ci się podobało? Przekonałam Cię do górskich wędrówek? Uwierz mi, jeśli ja dałam radę, każdy sobie poradzi! Wybierasz się na których z opisanych szczytów albo gdzieś indziej w Tatry Zachodnie? Daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję!

Zapraszam Cię również na mój fanpage na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia!

Jeden komentarz to “Tatry: Grześ i Rakoń – zimowe wejście – styczeń 2022”

  1. Tatry są cudowne. Uwielbiam je i z tego powodu w tym roku wybieram się na wczasy zdrowotne właśnie w te rejony. Moim zdaniem to super opcja, aby nie tylko podziwiać piękne krajobrazy, ale dzięki temu będę mogła się zatroszczyć o siebie i swoje zdrowie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.