Skip to main content

Włochy – Dolomity – czerwiec 2023

Latem 2022 wybrałam się pierwszy raz w góry poza Polskę, do Słowenii i zdecydowanie rozbudziło to mój apetyt na górskie przygody poza Tatrami, choć moje serce należy do nich w całości. Wyciągnęłam kilka wniosków ze słoweńskiej przygody i tym razem postanowiłam pojechać w Dolomity samochodem, żeby mieć większą swobodę i nie być uzależnionym od komunikacji lokalnej. Szczególnie, że w Dolomity wybrałam się na samym początku sezonu, dosłownie, np. w dniu przyjazdu 27 maja dopiero otwarto po przerwie parking Aurozno, z którego jest już super blisko by zwiedzić symbol Dolomitów – Trzy Siostry (Tre Cime di Lavaredo). Podczas tygodniowego pobytu w Dolomitach zwiedziłam właściwie wszystkie atrakcje, które miałam w planie i chętnie Wam opowiem jak taki wypad zorganizować, o czym pamiętać i jak zobaczyć jak najwięcej, by cieszyć się wspomnieniami latami.

Informacje praktyczne

Dojazd z Polski w Dolomity

Zasadniczo nie ma tu nic skomplikowanego, wystarczy z domu zaplanować trasę do wybranej miejscowości w Dolomitach. To, co musicie sprawdzić przed wyjazdem to:

  • czy w kraju, przez który chcecie jechać obowiązują winiety? Ja jechałam przez Czechy (winieta online na 10 dni), Austrię (winieta na granicy na 2 miesiące, bo 10 dniowa by mi nie wystarczyła na powrót, UWAGA: winietę można kupić najpóźniej 18 dni przed planowanym wjazdem do Austrii!) i w drodze powrotnej przez Słowację (winieta online 7 dni);
  • we Włoszech nie obowiązują winiety, za płatne odcinki płaci się na bramkach, jechałam płatnym odcinkiem tylko raz i kosztowało mnie to 4,4€;
  • jakie są limity prędkości na autostradach, drogach poza miastem i oczywiście w terenie zabudowanym, we Włoszech fotoradary są w miasteczkach ustawione przy drodze, z naklejką 50 km/h, nie wiem czy wszystkie działają, bo lokalesi często nie przestrzegali ograniczenia nawet będąc w zasięgu fotoradaru;
  • jakie jest wymagane wyposażenie auta w kraju, przez który podróżujemy oraz czy mamy niezbędne, czyli trójkąt, kamizelkę, klucz do kół (nie żebym wiedziała jak go użyć, chyba, że do samoobrony), gaśnicę i apteczkę;
  • czy mamy w polisie OC/AC assistance zagranicą i co dokładnie obejmuje; ja przykładowo mam w bazowej polisie holowanie do 500 km, ale dokupiłam na czas wyjazdu za 120 zł pakiet, który nie tylko zwiększył zakres holowania do 750 km, ale również miał auto zastępcze i nocleg w razie wypadku czy awarii, dzięki czemu jechałam dużo spokojniejsza;
  • czy macie drobne EUR, zwykle 0,50€ na toalety, które w Austrii były zawsze płatne (czasem dało się kartą);
  • ja wiedziałam od razu, że nie dam rady przejechać ponad 1200 km na raz, więc zaplanowałam w obie strony nocleg w Austrii ze śniadaniem, mniej więcej w połowie drogi, żeby komfortowo odpocząć.

Gdzie nocować w Dolomitach

Zanim zaplanowałam gdzie będę spać, zaznaczyłam na mapie wszystkie miejsca, które chcę zobaczyć w Dolomitach i wyszło mi, że powinnam spać gdzieś pośrodku – patrz niebieska gwiazdka.

Znalazłam bardzo fajny apartament w miejscowości Pieve di Marebbe – Bolser App Plan de Corones u Silvii i jej rodziny. Ich dom znajduje się w maleńkiej miejscowości (kilkanaście domów, 1 restauracja, 1 bar) ponad miasteczkiem San Vigilio Di Marebbe, gdzie jest ciut więcej cywilizacji, tj, np. sklep spożywczy SPAR. Mieszkanie na poddaszu miało oddzielną sypialnię (łącznie 3 łóżka, jedno małżeńskie jedno pojedyncze); salon z TV i rozkładaną kanapą oraz kuchnię z jadalnią, oraz taras i łazienkę, do tego duże szafy wnękowe. Idealne miejsce pod kątem lokalizacji, choć do pokonania jest trochę serpentyn, sporo opcji na wieczorne spacery i relatywnie szybki (do 1,5h) dojazd do wybranych atrakcji). Piękne widoki, również na góry i wygoda po powrocie z całodziennej włóczęgi – nieocenione.

Ogólne informacje o wędrowaniu po górach w Dolomitach

  • telefon alarmowy: we Włoszech funkcjonuje międzynarodowy numer alarmowy 112, przez który wezwiecie również Górskie Pogotowie Ratunkowe;
  • oczywiście należy wykupić ubezpieczenie na podróż zagranicę, karta EKUZ to nie wszystko, większość towarzystw ubezpieczeniowych nie traktuje zwykłego wędrowania po górach jako sportu ekstremalnego, ale jeśli będziecie chcieli robić poważniejsze rzeczy typu Via Ferraty – wtedy należy wykupić wyższy zakres ubezpieczenia, który będzie pokrywał sporty ekstremalne;
  • do planowania tras nieoceniona jest apka Mapy.cz lub Komoot;
  • oznakowanie szlaków: na ten temat mogłabym pewnie napisać oddzielny post, ale w skrócie powiem, że jest różnie. Czasem jest podany czas przejścia, czasem nie, czasem oznakowanie jest logiczne, czasem nie. Jeśli macie przyzwyczajenia z polskich gór, lepiej je porzucić;
  • nigdzie nie musiałam płacić tzw. biletu wstępu, choć większość atrakcji leży na terenie parków narodowych czy rezerwatów.

Atrakcje Dolomitów

Top 5 hitów w Dolomitach

Tre Cime di Lavaredo (The Drei Zinnen)

Najsłynniejszy i najczęściej odwiedzany symbol Dolomitów, zupełnie zasłużenie, bowiem masyw Tre Cime di Lavaredo jest naprawdę imponujący. Na Trzy Siostry składają się 3 wieże, na które prowadzą wyłącznie drogi wspinaczkowe,: Cima Ovest (zachodni szczyt – 2973 m n.p.m.), Cima Grande (wielki szczyt – 3003 m n.p.m.), Cima Piccola (mały szczyt – 2857 m n.p.m.) oraz dwie mniejsze turnie: Piccolissima i Punta di Frida. Główny szlak prowadzi dookoła Trzech Sióstr, i jest raczej mało wymagający. Wędrówkę można zacząć jeszcze na dole, albo w sezonie wjechać prawie na samą górę na parking Auronzo i z tego miejsca rozpocząć wędrówkę. Ja wybrałam właśnie ten sposób, co zaoszczędziło mi być może widokowej, ale nie mam pewności, wędrówki 1,5 godziny do góry. Już widok z samego parkingu powala, choć Tre Cime widzimy od tyłu i bokiem, więc jeszcze to nie TO. Natomiast okoliczne szczyty, a jesteśmy na wysokości 2330 m, prezentują się wspaniale. Pod schroniska Rifugio Aurozno zaczyna się główny szlak, tzw. pętla wokół Trzech Sióstr, o nr 101. Na poniższych mapkach jedyny błąd to czas, nie sugerujcie się że prawie 10 km szlak zrobicie w 1h 15 min, nam ta wycieczka z licznymi postojami i pokonywaniem śniegu (27.05.2023) zajęła ok 5,5 godziny. Szlak prowadzi najpierw szeroką, utwardzoną drogą, dochodzimy do pierwszego schroniska Rifugio Lavaredo, potem ścieżka zaczyna się lekko zwężać i wspinać do góry, aż dojdziecie do punku gdzie przed sobą będziecie mieli dolinę, po lewej Siostry a szlak wiedzie w prawo. Pomimo, że nie szczególnie widać stąd główną atrakcję, to peron zdecydowanie Wam odjedzie na widok różnorodnych formacji skalnych, które – choć nie byłam – przypominają mi amerykańskie parki narodowe.

Warto wspomnieć, że na koniec maja wciąż leży tu dużo śniegu, o ile do tego punktu droga była odśnieżona, to tutaj zaczyna się zabawa, bo droga niby jest odśnieżona, ale po nocy resztki rozpuszczającego się w ciągu dnia śniegu zamarzły i mamy szklankę. Z żalem pomyślałam o raczkach, które mam w … bagażniku, o kijkach też. Ale jest jak jest, wchodzę w tryb pingwina, przenosząc środek ciężkości, żeby się nie wywalić i drepczę. Niestety w pewnym momencie na mej drodze napotykam mały pług, który skończył tu widocznie pracę i dalej ścieżki nie ma. Wdrapuję się więc na śnieg i tak krok za krokiem, zapadając się co i raz posuwam się do przodu. Na punkcie widokowym – kawałku odsłoniętej skały – spotykam Andreę z mężem, którzy przyjechali z Brazylii i są zajarani śniegiem, który widzą pierwszy raz. Są równie nieprzygotowani co ja, choć Andrea ma kijki, więc idę za nią, bo dzięki temu wiem, gdzie się zapadnę.

Wspólnymi siłami dochodzimy do schroniska Rifugio Locatelli (Dreizinnenhütte), które jak poprzednie i następne jest jeszcze zamknięte. Stąd panorama na dolinę i Tre Cime jest najpiękniejsza. Latem, można wspiąć się kawałek wyżej, by zrobić słynne zdjęcie ze skalnego okna, jednak przy tej ilości śniegu i bez sprzętu – szkoda byłoby się zabić. Natomiast po drugiej stronie schroniska widać pięknie jeziorka Laghi dei Piani, jeszcze zamarznięte w większości, ale i tak robią wrażenie.  Zupełnie naturalnie dołącza do nas Julia z Niemiec, na której śnieg specjalnie nie robi wrażenia, z suczką Mayą z Meksyku (długa historia), które jak się okazuje dzień wcześniej mijałam na szlaku do jeziora Sorapis (zapamiętuję psy, nie ludzi). Julia też nie ma sprzętu i chce iść z nami, wszak w kupie raźniej. Po zejściu ze schroniska, a raczej częściowym zjechaniu na tyłkach przecinamy dolinę w stronę Zachodniego Szczytu. Na dnie doliny śnieg nam w końcu odpuszcza, ale nie na długo. Jednak możemy dzięki temu zobaczyć nieco budzącej się do życia roślinności oraz … świstaka! Mój pierwszy, którego wypatrzyłam, w Tatrach do tego momentu jeszcze mi się nie udała ta sztuka.

Następnie ponownie się wspinamy i gdy wydaje się, że nasza wycieczka zaraz się zakończy, okazuje się, ze obejście Trzech Sióstr to jednak nie takie hop siup, bo szlak jeszcze się wije przez płaskowyż, znowu wspina, mijamy śliczne jeziorka Sorgenti Fiume Rienza, następnie trawersujemy dość strome i sypkie zbocze i dopiero docieramy na koniec szlaku. Po drodze przystawaliśmy wielokrotnie na gadanie, jedzenie czy odpoczynek, a przed nami jeszcze krótki fragment do punktu startowego schroniska Aurozno. Można jeszcze kontynuować wycieczkę na słynny punkt widokowy Cadini di Misurina, mimo ewidentnej ulewy jaka się zbliża, Andrea z mężem właśnie tam idą, podczas kiedy ja odpuszczam, wszak burze w górach to nic dobrego. Niemniej gdybyście chcieli się wybrać, to prowadzi tam szlak 117, i po 2 km umiarkowanie trudnej wędrówki dotrzecie na miejsce.

Informacje praktyczne: 

  • parking Aurozno jest czynny od końca maja (w 2023 to był 26/05), kosztuje 30€ (płatność na bramce kartą lub gotówką), przyjazd pod 19:00 oznacza, że za 30€ można zostać na noc i mieć opłacony kolejny dzień);
  • schroniska na trasie czynne są zwykle od 3 tygodnia (ok. 20.06) czerwca, jedyne czynne schronisko przed sezonem to Rifugio Auronzo, dlatego należy zadbać o zapas picia i jedzenia na drogę;
  • pod koniec maja zalega wciąż dużo śniegu, kijki trekkingowe to podstawa, raczki przydadzą się na oblodzone odcinki, dalej raki byłyby idealne.

Puez Odle (Puez-Geisler)

Jedno z ikonicznych miejsc w Dolomitach, czyli małe schronisko Geisler Alm z drewnianymi leżakami, które nazywają kinem na świeżym powietrzu, skąd podziwiać można monumentalne pasma górskie Puez i Odle. Wycieczka jest raczej z tych umiarkowanie wymagających, szczególnie jak już zamiast szlakiem to się pójdzie omyłkowo drogą dojazdową do schroniska. Ale po kolei: parkujemy auto w Malga Zannes skąd zaczyna się szlak nr 36. Chwilę to trwa, zanim się człowiek połapie w którą stronę ma iść, bo tutejsze mapy nie ułatwiają zadania. Oczywiście jeśli pomylicie kierunek nic się nie stanie, bo szlaki  układają się w pętlę, niemniej wg mnie z parkingu lepiej udać się w prawo.

Grafika pochodzi z www.earthtrekkers.com

Po kilkunastu minutach dojdziecie do skrzyżowania, gdzie znaki będą pokazywały że szlak 36 prowadzi prosto i w prawo jednocześnie, jednak pod tym „w prawo” była dodatkowa strzałka, potraktowałam to więc jako znak. Okazało się, że w ten sposób trafiłam na drogę szutrową, która prowadzi wprost do schroniska. Nie było źle, dodatkowo wyszłam z lasu ponad schroniskiem, więc to była ciekawa perspektywa, niemniej nie poszłam zgodnie z planem. Choć najważniejsze, że do celu, co zajęło mi ok. 1,5 godziny. Przed południem na pewno wyzwaniem jest fotografowanie schroniska na tle gór, gdyż mamy pod słońce, na pewno lepsze światło będzie po południu. Niemniej zupełnie nie ma na co narzekać, a dodatkowo pyszny strudel na kruchym cieście osładza wysiłki.

Po tym jak się posiliłam postanowiłam wrócić na normalny szlak i kontynuować od schroniska szlakiem 36 i wrócić całym odcinkiem szlaku nr 35, co ostatecznie udało mi się połowicznie, bo doszłam mniej więcej do połowy szlaku 35 gdzie tabliczki albo kazały iść w lewo na parking, albo prosto nie precyzując czy na ten sam parking dojdę. A że nie był to kondycyjnie mój najlepszy dzień, zdecydowałam się pilnować znaku z parkingiem. Czyli patrząc na grafikę poszłam tym zielonym przerywanym odcinkiem do zaznaczonej na biało drogi. Jednak początek drogi powrotnej prowadzący u stóp górskich szczytów był naprawdę imponujący, szlak wiedzie przez las, gdzie korzenie drzew są jedynymi przeszkodami. Czasem jest z górki, czasem pod górkę, ale w tę stronę ogólnie gładko. Osoby, z którymi się mijałam, wyglądały na raczej zmęczone, więc jeśli miałabym coś polecać, to wejście szlakiem 36, zejście 35 i 6, czyli pętla przeciwnie do ruchu wskazówek zegara.

Informacje praktyczne:

  • żeby wjechać na Parcheggio Malga Zannes, trzeba zapłacić 8€ (można kartą), parking jest stosunkowo duży, więc raczej nie powinno być problemu ze znalezieniem miejsca;
  • w schronisku można płacić kartą;
  • moja rekomendacja: wejście szlakiem 36, zejście 35 i 6, czyli pętla przeciwnie do ruchu wskazówek zegara.

Alpe di Susi (Seiser Alm)

O każdym z miejsc w Dolomitach można powiedzieć, że jest najpiękniejsze i na swój sposób takie będzie to prawdziwe. Wjeżdżając kolejką na Alpe di Susi szczęka opadała mi z każdy metrem. Płaskowyż położony jest między 1800 a 2300 m n.p.m. i jest największą wysokogórską łąką alpejską (niem. Alm) w Europie – 52 km². Jest ona podzielona na liczne działki zarezerwowane do wypasu lub z których rolnicy pozyskują siano dla swoich gospodarstw położonych poniżej. Po wjechaniu kolejką do punktu Compatsch już możemy podziwiać wspaniałą panoramę, która obejmuje (od północy, zgodnie z ruchem wskazówek zegara): Peitlerkofel (Sass de Putia, 2.873 m n.p.m.), grupy Odle i Puez (3.025 m n.p.m.), Gran Cir, grupę Sella (3.152 m n.p.m.), Langkofel (Sassolungo, 3.181 m n.p.m.) i Plattkofel (Sassopiatto, 2.995 m n.p.m.), Marmoladę (3. 343 m n.p.m.), grupa Pala (Pale di San Martino, 3 192 m n.p.m.), wieże Vajolet (2 821 m n.p.m.), grupa Rosengarten (Catinaccio, 2 981 m n.p.m.) ze szczytem Kesselkogel (Catinaccio d’Antermoia, 3 002 m n.p.m.) i Schlern (Sciliar, 2 450 m n.p.m.).

Dalej, możemy eksplorować płaskowyż pieszo albo skorzystać z kolejnych kolejek by udać się wyżej. Ja jeszcze podjechałam na 2000 m kolejką krzesełkową do punktu Panorama i stamtąd rozpoczęłam schodzenie plątaniną różnych szlaków. Przyznam szczerze, że jak się na to patrzy z góry, to wydaje się , że wszędzie jest blisko, ale wystarczy rozpocząć maszerowanie, by zorientować się, że odległości są naprawdę spore. Ze stacji Panorama powędrowałam do góry do przepięknie położonej kawiarenki Edlweiß Hütte. Później skierowałam się w stronę Almrosenhütte i tam skręciłam w lewo, w dół. Dalej kierowałam się już wg znaków, żeby jako tako zrobić pętelkę, co zobaczycie na mapce poniżej.

Łącznie intensywny spacer zajął mi kilka godzin a mam wrażenie, że tylko liznęłam temat. Myślę, że można by tu przenocować, poświęcić na wędrówki i dwa dni, nadal byłoby to niewystarczające, żeby zobaczyć wszystko.  Zimą jest to ponoć genialne miejsce do uprawiania sportów zimowych.

Informacje praktyczne:

  • kolejka gondolowa Seisler Alm kosztuje 24€ w obie strony, na dole w kasach można płacić kartą oraz pobrać darmową mapę papierową;
  • kolejka krzesełkowa Panorama w jedną stronę kosztowała 8€;
  • parking na dole jest bezpłatny.

Cinque Torri (Fünf Türme)

Obszar ten był teatrem konfliktu między wojskami włoskimi i austro-węgierskimi podczas I wojny światowej; niezliczone świadectwa walk i schronów wojennych zbudowanych przez armię włoską są obecne i zostały niedawno przebudowane, tworząc skansen z historycznymi szlakami. Pierwotnie planowałam wjechać tu kolejką, w teorii powinny być czynne i będąc na górze widziałam jak jadą, natomiast nie dało się z niej skorzystać. Początek sezonu w Dolomitach jest czasami wyzwaniem, dlatego warto mieć plan B. Szlak z ogromnego parkingu pod stacją kolejki prowadzi najpierw przez las a potem asfaltową drogą aż do schroniska Rifugio 5 Torri. Na górze było sporo zaparkowanych aut, w których ewidentnie ludzie nocowali, nie było zakazu postoju, niemniej nie wiem, jak sytuacja miałaby się w szczycie sezonu. Natomiast wędrówka zajęła mi raptem godzinkę, więc nie jest to jakieś wielkie wyzwanie (szczególnie, że ponad połowa drogi prowadzi asfaltem).

Do kolejnego schroniska Scoiattoli (również nieczynnego o tej porze roku) to około 30 min spaceru i dopiero stąd można podziwiać majestat Cinque Torri, bo widać je w pełnej krasie (do pierwszego schroniska widać je jakby z boku, co nie oddaje ich urody). Można tutaj również zacząć wędrować wąwozami i tunelami w poszukiwaniu pozostałości po zabudowaniach  z czasów I wojny światowej. Jesteśmy na około 2255 m n.p.m, dlatego na przełomie maja i czerwca w wąwozach zalega jeszcze sporo śniegu i trzeba poruszać się bardzo ostrożnie. Przedni zabawa i prawie zero innych turystów, zdecydowanie polecam Wam to miejsce!

Informacje praktyczne:

  • parking pod kolejką był darmowy, ale obstawiam, że w sezonie pojawia się parkingowy i opłaty;
  • mimo iż na stronie kolejki była informacja, że jest otwarta, tak nie było, czasem na początku sezonu kolejki są w remoncie, dlatego zawsze sprawdzajcie na stronie kolejki aktualne informacje, ale też miejcie plan B;
  • podobnie sprawa ma się ze schroniskami, często otwierają się dopiero w połowie/pod koniec czerwca, więc zapas prowiantu na wycieczkę będzie niezbędny.

Jeziora

Lago do Braies (Pragser Wildsee)

Jedno z najbardziej znanych jezior w Dolomitach, super instagramowa miejscówka, na moje oko takie nasze Morskie Oko. Prawie nad samym jeziorem znajdują się 3 parkingi, gdzie można zostawić auto. Następnie wchodzimy na szlak, choć wszyscy zaczną od punktu widokowego przy wypożyczalni drewnianych łódeczek. Następnie wg mapki szlak jest jednokierunkowy (nikt tego nie przestrzega) i zaczyna się za hotelem po prawej stronie jeziora. Ścieżka liczy niecałe 4 km i prowadzi raz w górę raz w dół, przez mostki i schodki (wózki dziecięce zostawiamy w aucie), z każdej strony widoki są obłędne. Polecam przyjechać tu wcześnie rano, bo ok. 9:30 już robiło się tłoczno, ewentualnie późnym popołudniem.

Informacje praktyczne:

  • miejsc na parkingach raczej nie zabraknie, ja wybrałam parking P2 z automatem do płacenia (6€ za cały dzień) i 3 minutowym spacerem przez las;
  • na parkingach z obsługą pierwsze 15 min jest za darmo (można wyskoczyć tylko na foto, ale polecam spacer wokół jeziora).

Lago di Sorapis (Sorapissee)

To była moja pierwsza górska wędrówka w Dolomitach, więc potrzebowałam chwilę, żeby się zorientować co i jak i jak trafić na właściwy szlak. Ostatecznie się udało i zaliczyłam piękny popołudniowy hike na najpiękniejsze jezioro jakie widziałam. Wędrówka szlakiem 215 nie jest trudna, są miejsca bardziej lub mniej upierdliwe, jest kilka sztucznych ułatwień jak schody, platformy czy łańcuch (przy przejściu skrajem szlaku nad przepaścią), ale poza tym wędrówka nie powinna sprawić nikomu problemów, choć są momenty, że droga już się dłuży. Wg mapy przed wejściem na szlak ma on 5,2 km w jedną stronę z przewyższeniami 200 m (choć komoot twierdzi że 460 m i to wydaje się bardziej realne), a jego przejście zajmuje 2,5 godziny + powrót. Mnie udało się dojść nad jezioro w 1,5 godziny, i wrócić w nieco ponad godzinę, mimo wielu przystanków na zdjęcia.

Kolor jeziora mnie absolutnie rozłożył, dodatkowo dzień był super słoneczny, więc to potęgowało jeszcze ten lazur. Z okolicznych szczytów schodziły małe lawinki (na górze wciąż sporo śniegu pod koniec maja). Gdyby nie to, że po 15:00 spodziewałam się burzy chętni pobledłabym kamieniach dłużej, ale trzeba było zasuwać na dół.

Informacje praktyczne:

  • auto za darmo (przed sezonem) można zostawać wzdłuż drogi obok wejścia na szlak, lub nieco niżej za zakrętem jest duży i wygodny parking (również nie płaciłam nic pod koniec maja);
  • nieopodal jeziora jest schronisko czynne w sezonie;
  • trasa to wyjście w wysokie góry, więc przygotować się należy odpowiednio (nie tak jak do obejścia Lago di Braies).

Lago di Misurina (Misurinasee)

Jezioro Misurina jest największym naturalnym jeziorem regionu Cadore, leży na wysokości 1 754 m n.p.m. w pobliżu Auronzo i Trzech Sióstr. Jezioro można obejść dookoła, to tylko 2,6 km, a szlak po jednej stronie prowadzi lasem. Prawdę mówiąc, na tle wszystkiego co łącznie widziałam w Dolomitach, to jezioro wypada blado, ale to ważny punkt startowy wielu szlaków, czy górskich czy drogowych, dlatego na pewno tu traficie prędzej czy później.

Informacje praktyczne:

  • parking jest płatny, jednak poza sezonem maszyny były przykryte, więc nie wiem czy da się zaparkować na godziny, wyczytałam jednak, że doba kosztuje 6€;
  • polecam pizzerię Quinz – Locanda Al Lago nad jeziorem – pysznie, świeżo i akceptowalnie cenowo.

Lago di Landro (Durrensee)

Jezioro znajduje się na trasie do Lago di Misurina i Cortiny d’Ampezzo, a wzdłuż jego wybrzeża przebiega piękna trasa pieszo rowerowa Lunga Via delle Dolomiti. Leży w pobliżu górnego końca doliny Landro na wysokości 1406 m , i ma całkiem imponujący widok na otaczające góry. Jechałam tamtędy kilka razy, buszując w okolicach Tre Cime di Lavaredo czy Lago di Sorapis. Od szosy jest bardzo duży parking i miejsca do plażowania i wypoczynku.

Informacje praktyczne:

  • parking jest płatny, jednak poza sezonem maszyny były przykryte, więc nie wiem czy da się zaparkować na godziny, wyczytałam jednak, że doba kosztuje 6€;
  • jeziora nie da obejść się dokoła.

Lago di Carezza (Karersee)

Jezioro znajduje się w zachodnich Dolomitach na skraju Latemarwald, zaledwie 20 kilometrów na południowy wschód od Bolzano na wysokości 1520 m n.p.m., nieopodal mieściny Carezza. Jezioro ma ok 300 m długości i 140 m szerokości i jest zasilane przez podziemne źródła z pasma górskiego Latemar. Nazwa jeziora pochodzi od „Caricaceae”, rodziny roślin o szeroko rozłożonych liściach. Jezioro można obejść dookoła szlakiem zaznaczonym przerywaną linią na poniższym obrazku, zajmie to jakieś 15 minut. Najlepszy jednak widok oferuje pomost, zaraz po wyjściu z tunelu prowadzącego z parkingu, kiedy widać i krystalicznie czystą wodę jeziora jak i górujące nad nim szczyty.

Mnie akurat złapał deszcz, ale wystarczyło poczekać pół godziny, by znowu odsłoniły się góry i wyszło słońce. Jest to dość popularne miejsce, więc polecam wybrać się albo wcześnie rano, albo później popołudniu.

Informacje praktyczne: 

  • parking i małe centrum restauracyjno-sklepikowe znajduje się po drugiej stronie ulicy (przejście tunelem, który jest zamykany chyba o 17:30 – wtedy przejście górą);
  • parking jest płatny 2€ za godzinę, na wjeździe pobieramy bilet, przed odjazdem opłacamy kartą lub gotówką w automacie;
  • na miejscu są 2 bary szybkiej obsługi, niespecjalne wyszukane dania, ale jest czym ugasić głód czy pragnienie.

Przełęcze

Generalnie gdzie by się człowiek w Dolomitach nie chciał ruszyć to najpewniej jakieś zakręty mu się trafią, nie zawsze musi się to nazywać jakoś fikuśnie. Śmiałam się do siebie, że poranki mogę zaczynać bez kawki, bo zapowiadająca się zupełnie niewinnie droga, w którymś momencie na pewno zmieniała się w drogę kilkunastu zakrętów. Kilka z nich jednak ma swoje nazwy, wiodą przez piękne widokowo przełęcze i warto się tam udać, świadomie. Co jest fajne, w większości przypadków jeśli jedziecie na jakieś passo będzie milion miejsc do zatrzymania się na foteczki, więc bez stresu możecie zjeżdżać na pobocze w miejsca ewidentnie pod foto-stop przygotowane.

Passo Valpalora

Schronisko „Rifugio Passo Valparola” znajduje się bezpośrednio na przełęczy, i prowadzą stąd liczne szlaki turystyczne, w tym na Col di Lana, Lagazuoi (ścieżka Kaiserjäger), na płaskowyż Fanes czy do schroniska Pralongia. Valparola wzięła swoją nazwę od huty żelaza, która niegdyś znajdowała się w pobliżu przełęczy, po łacinie Valparola to dolina pieców żelaznych. Pod koniec XiX wieku armia austro-węgierska zbudowała na szczycie przełęczy fortyfikację Forte Tre Sassi, która w trakcie I wojny światowej została częściowo zniszczona. Współcześnie ruiny twierdzy zostały odrestaurowane i obecnie mieści się w nich muzeum Wielkiej Wojny, jak nazywa się tu I wojnę światową.

Informacje praktyczne: 

  • warto zatrzymać się tu na dużym, bezpłatnym parkingu i przejść w każdą stronę przełęczy;
  • muzeum jest czynne od połowy czerwca do września;

Passo Falzarego

Jadąc Passo Valparola dotrzecie do Passo Falzarego, np. jeśli Waszym celem jest Cinque Torri. Nazwa przełęczy mnie zainteresowała, jak donosi internet pochodzi albo od słowa kosa albo od legendy o fałszywym królu (Faúza Règo w języku ladyńskim) Fanes, który rzekomo został zamieniony w kamień za zdradę swojego ludu. Najciekawszy odcinek, co możecie wywnioskować z poniższej mapki to odcinek z Cernadoi do miejsca, gdzie Passo Falzarego łączy się z Passo Valparola.

Passo di Falzarego

Passo Giau

Jedna z najsłynniejszych przełęczy, położona na wysokości 2236 m, przez którą przebiega droga łącząca Selva di Cadore z Cortina di Ampezzo. Rozlegle okoliczne pastwiska u stóp imponujących dwutysięczników przyciągają amatorów spektakularnych widoków oraz górskich wędrówek a w schronisku Rifuggio Giau można zatrzymać się na kawę czy posiłek. Droga, która zaczyna się od Selva di Cadore, ma 29 zakrętów i 3 tunele chroniące przed lawinami, podczas gdy strona w kierunku Cortiny jest łatwiejsza do przejechania.

Passo Gardena

Przełęcz Gardena położona jest na wysokości 2136 m i jest jedną z najpopularniejszych przełęczy w regionie, głównie dlatego, że startuje stąd wiele szlaków wędrownych o różnym stopniu trudności. Jest również popularnym miejscem treningów dla nartorolkarzy, choć dla kierowców jest to wyzwanie. Pokonanie całej trasy między Corvara a Plan de Grabla liczy prawie 16,5 km i zajmuje ok. pół godziny. Na wszystkich tego typu drogach są wygodne miejsca, z których można fotografować okoliczne panoramy.

I jak Ci się podobało? Jesteś fanem/fanką górskich wędrówek? Co myślisz o Dolomitach? Daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję!

Zapraszam Cię również na mój fanpage na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.