Skip to main content

Beskid Żywiecki: Babia Góra – listopad 2021

Babia Góra nawet dla takiego początkującego, górskiego łazika jak ja, wydawała się górą gór. Tyle się o niej nasłuchałam, naczytałam, że kiedy w końcu postanowiłyśmy na nią iść z J., miałam trochę pietra, czy dam radę. Wejście już nie letnie, ale jeszcze nie zimowe na Babią Górę w pierwszy weekend listopada okazało się jednak znacznie łatwiejsze, niż przypuszczałam. Oczywiście to pewnie kwestia wyboru szlaku, zdaje sobie sprawę, że gdybyśmy poszły odwrotnie, to zmęczyłabym się bardziej, niemniej ja mam korzenie człowieka kartofla, leniwej buły, więc wybieram szlaki na moje możliwości. Babia Góra słynie z nieprzewidywalnej pogody, z tego, że lubi otulać się mglistą kołderką, a w naszym przypadku pogoda zapowiadała się idealnie, co jednak nie gwarantowało … zasadniczo niczego.

Czytaj więcej

Tatry: Grześ i Rakoń – zimowe wejście – styczeń 2022

O tym, że Grześ jest do poprawki wiedziałam już jak na niego lazłam we wrześniu. Szanse na widoczność zerowe, ale wtedy już byłam tak nakręcona na chodzenie, że lazłam nawet wiedząc, że nic nie zobaczę. Taka to proszę Państwa ewolucja człowieka o kondycji kartofla, który unikał wysiłku fizycznego jak tylko mógł, w górołaza co to idzie żeby iść, niekoniecznie coś zobaczyć. Strach się bać do czego człowiek jest zdolny jak tylko przestanie marudzić i ruszy cztery litery. Tak więc we wrześniu nie było mi dane podziwiać obłędnej panoramy Tatr Zachodnich, oczywiście poza tą w telefonie, którą sobie odpaliłam na chwilę na szczycie. Natomiast kiedy w styczniu szukałyśmy z moimi górskimi wariatkami celu, jakoś tak bez większego namysłu padło na Grzesia (1653 m n.p.m.) i dalej na Rakonia (1879 m n.p.m.). W bardzo pierwotnej wersji planu był też Wołowiec, niemniej zimą dzień krótki, tempo inne niż latem, dodatkowo jednak dość niebezpiecznie ślisko było na Przełęczy pod Wołowcem. Zatem zostałyśmy przy tych dwóch szczytach i o ile Grzesia to wciągnęłam już nosem, w tyle Rakoń dał mi skubaniec w kość. Z Grzesia wydaje się tak daleko i tak jest! Niemniej, widoki i panoramę jaką oferuje będę wspominać na długo. To jak, idziemy?

Czytaj więcej

Gorce: Turbacz – zimowe wejście – luty 2021

Ten post powstaje mniej więcej w rocznicę zimowego wejścia Turbacz, które to było odpowiedzią na moje rzucone luźno do mojej przyjaciółki J. „weszłabym na jakąś górę”. Do dziś się z tego śmiejemy, bo ona potraktowała to poważnie, a ja po prostu nie śmiałam się już wycofać. Ale dzięki temu spontanicznemu pomysłowi, jak to zwykle u mnie, zupełnie przypadkiem odnalazłam swoją pasję: góry. Jednak jeszcze na Turbaczu o tym nie wiedziałam, tam skupiłam się tylko na przeżyciu tego wejścia i całego weekendu. Dziś jak o tym piszę, po tym co zdobyłam przez ostatni rok, to się śmieje, ale wtedy do śmiechu nie było mi wcale, bo niczym rasowy korposzczur oderwałam się od biurka i poszłam w góry. Zadyszkę to miałam chyba do końca, nie wiem czy przeszłam 50 metrów bez postoju, ale w swoim tempie doczołgałam się na szczyt. A raczej najpierw do schroniska, a potem na szczyt. Zapomniałam dodać jeszcze, że w grę jak zwykle z J. wchodził dodatkowo wschód słońca, więc nie dość, że było pod górę, to jeszcze początek drogi trzeba było pokonać po ciemku. Jeśli po tym opisie ktoś jeszcze z Was nadal pragnie wejść na Turbacz, zapraszam dalej.

Czytaj więcej

Karkonosze: Śnieżka – zimowe wejście – styczeń 2022

Decyzję o zimowym wejściu na Śnieżkę podjęłam trochę spontanicznie, bo ze mną już tak jest, że jak zakiełkuje mi jakiś pomysł, to trzeba iść za ciosem, inaczej znajdę milion powodów, dla których nie dam rady. Co musicie o mnie wiedzieć, to choć kocham góry, to jestem zawsze pierwsza do odwrotu i wiele energii kosztuje mnie przekonanie samej siebie, że dam radę i się nie poddam. Status związku z górami niezmiennie: to skomplikowane. Żeby było śmieszniej, do wejścia na Śnieżkę przekonało mnie zdjęcie, na które trafiłam na Instagramie, gdzie obserwatorium na szczycie w zimowej odsłonie wyglądało jak z innej planety. Jedno było pewne, było tam zimno, ale o tym jak bardzo, musiałam się już przekonać na własnej skórze. Dosłownie. Korzystając więc z pierwszego, długiego weekendu w 2022, wybrałam się do Karpacza z misją wejścia na Śnieżkę.

Czytaj więcej

Wędrówki górskie po Tatrach dla początkujących – wrzesień 2021

Tatry. Status związku: to skomplikowane. Kocham góry, uwielbiam na nie patrzeć, uwielbiam ten moment już na szczycie i satysfakcję, ale tak bardzo nie cierpię na nie wchodzić! I za każdym razem jest tak samo. Cierpienie – satysfakcja – entuzjazm na kolejną wyprawę i znowu cierpienie. Pociesza mnie jednak to, że nie jestem jedyna, wiele osób choćby spotkanych na szlaku wyrażało podobne opinie, więc jeśli marzą Ci się górskie wędrówki, ale boisz się, że nie podołasz, to niech że ja – człowiek o kondycji kartofla – będę najlepszym przykładem, że się da! Co więcej, przez dwa tygodnie w Tatrach miałam aż 10 dni chodzonych, wydreptałam w żółwim tempie ponad 150 km! I przeżyłam, zatem jest i dla Ciebie nadzieja. W Tatrach się zakochałam, mam nadzieję, że zakochasz się i Ty!

Czytaj więcej

Dolny Śląsk – tygodniowy road trip po najciekawszym regionie Polski

Dopiero za trzecim razem udało mi się wyjechać na Dolny Śląsk. Pierwszy raz miałam się tam wybrać w październiku 2020, ale weszła na grubo druga fala koronawirusa. Potem postanowiłam jechać tam na wiosnę 2021, to  akurat przyszła trzecia fala pandemii. W końcu w czerwcu sytuacja zaczęła się stabilizować i w sumie z tygodniowym raptem wyprzedzeniem postanowiłam, że tym razem ten wyjazd musi dość do skutku. Plan gotowy od miesięcy plus spontaniczny, warto podkreślić, że pierwszy od wybuchu pandemii, wyjazd zagraniczny do Czech, to musiało się udać! Jak tytuł posta wskazuje, na Dolny Śląsk pojechałam samochodem, uwielbiam road tripy, tę swobodę przemieszczania się i niezależność. Dodatkowo na Dolnym Śląsku wszędzie jest dość blisko, więc pojedyncze odcinki zwykle nie przekraczały godziny jazdy. Czy mi się podobało? Jeszcze jak! Według mnie Dolny Śląsk jest najciekawszym regionem w Polsce (z tych, które do tej pory odwiedziłam). Zatrzęsienie pałaców, zamków, kościołów, opactw, naturalnych atrakcji, skałek, gór, dawnych wulkanów, jeziorek. Naprawdę jest w czym wybierać i chyba nikt nie mógłby się tu nudzić. Ja na pewno nie! I już planuje kolejny wyjazd na Dolny Śląsk.

Czytaj więcej

Kraków i okolice na weekend – 15 nieoczywistych atrakcji

Odkąd lata świetlne temu  – tj, coś w okolicach 2011 roku – poznałam na Teneryfie moją drogą przyjaciółkę J., która na stałe rezyduje w Krakowie, staram się odwiedzać dawną stolicę przynajmniej raz lub dwa razy w roku. Przez te wszystkie lata zawsze staramy się odwiedzić nowe miejsce – nowe oczywiście dla mnie, i tak po latach – można powiedzieć – zbierania materiałów, powstaje wpis o moich ulubionych miejscach w Krakowie i okolicach, uzupełniony o miejsca, które polecają moi zaprzyjaźnieni blogerzy podróżniczy. Mam nadzieję, że ten post przyda Wam się przy planowaniu weekendowego wypadu, a ponieważ w tym roku tylko planuje jeszcze przynajmniej 3 wypady do miasta Kraka, wpis będzie na bieżąco aktualizowany.  Czytaj więcej