Skip to main content

Kijów na weekend – informacje praktyczne

Pomysł by długi, sierpniowy weekend spędzić w Kijowie, pojawił się wraz z nowym połączeniem tanich linii. Choć wielu znajomych często podróżowało do Kijowa, mnie wcześniej to miasto zupełnie nie pociągało. Z prostej przyczyny: z niewiedzy. Na pewno też Ukraina w ostatnich latach kojarzyła się bardziej z Pomarańczową Rewolucją i zamieszkami niż turystyczna destynacją. Tymczasem wieczne miasto, jak nazywają je sami mieszkańcy Kijowa, to wspaniała nowoczesna metropolia z niesamowitą historią sięgającą V wieku! Tak, tak! To fantastyczne miasto położone na siedmiu wzgórzach, okazało się bardzo fajnym, ciepłym miejscem, o fantastycznym klimacie, w dodatku niezwykle atrakcyjnym cenowo. Jak zaplanować weekend w Kijowie? I czy tam jest na pewno bezpiecznie? Sprawdźcie, jakie jest Miasto Złotych Kopuł.

Czytaj więcej

Wycieczka do Czarnobyla – zwiedzanie Strefy Wykluczenia

Wiele osób, którym opowiadałam o moich planach na długi sierpniowy weekend, łapało się za głowę. O ile jeszcze zwiedzanie Kijowa, po szybkim wyjaśnieniu, że nie ma tam wojny, spotykało się ze zrozumieniem, o tyle zwiedzanie Czarnobyla (co nie jest do końca właściwym określeniem, ale o tym za chwilę) wzbudzało spore zdziwienie. Być może to faktycznie dziwny pomysł na weekend. W 1986 roku, kiedy w elektrowni w Czarnobylu wybuchł reaktor numer 4, na zawsze zmieniając świat, i nie ma w tym słowa przesady, miałam 2 lata. Całe moje dzieciństwo skażone było katastrofą w Czarnobylu, piłam płyn Lugola (w teorii miał uchronić tarczycę przed wchłonięciem radioaktywnego izotopu jodu), obejrzałam masę filmów dokumentalnych na ten temat, aż wreszcie nadarzyła się okazja, by zobaczyć Strefę Wykluczenia na własne oczy. To 30-kilometrowa, zamknięta strefa wokół terenów najbardziej dotkniętych skutkami katastrofy, zwana również Zoną. Czy zwiedzanie okolic elektrowni jądrowej jest bezpieczne? Jak zorganizować taki wyjazd? Sprawdźcie!

Czytaj więcej

Nie musisz niczego rzucać, żeby podróżować … serio!

Po przeczytaniu kolejnego artykułu o tym, jaka to praca w korpo jest be, jak również na fali nurtu “rzuć pracę w korpo, jedź dookoła świata” postanowiłam zabrać w końcu głos. Jestem zdania, że każdy powinien podróżować, żyć, pracować tak, jak mu odpowiada. Żaden sposób nie jest lepszy, jednak niestety w ostatnich latach modne jest podejście, że praca na etacie to zło, korpo to już w ogóle szczyt dna i najlepiej rzucić to wszystko w cholerę i jechać przed siebie. Jednak te same osoby, które ten nurt kultywują zapominają bardzo często wspomnieć o kulisach swoich decyzji, przygotowań lub faktycznego życia w drodze. A do szerszej publiczności dociera już tylko przekaz “Rzuciłam/em pracę i wyjechałem, jest cudownie.” I pewnie, nie przeczę, że tak może być, jednak to się nie dzieje z dnia na dzień! I trzeba mieć trochę szczęścia. Siedzisz na fejsie w swojej korpo i czytasz kolejny tekst o tym, że praca na etacie to wyrok? Bo świat czeka na Ciebie z otwartymi ramionami a Ty łosiu siedzisz i pracujesz, jak jakiś frajer niemalże? Frustrujesz się, że nie jesteś bohaterką Jedz, módl się i kochaj tudzież Diane Lane z Pod słońcem Toskanii? Mam dla Ciebie super wiadomość! Nie musisz rzucać pracy (ani niczego innego), żeby podróżować! Skąd taka odważna, w dobie social mediów, teza? Otóż, od ponad dekady pracuję na etacie i podróżuje, jednocześnie rozwijam się zawodowo i zobaczyłam już kawał świata. Nie wierzysz mi? Przekonaj się! Czytaj więcej

Armenia: top 10 ormiańskich klasztorów

O tym, że Armenia klasztorami stoi odwiedzający ją po raz pierwszy, dowiadują się niemalże od razu. Na hasło Armenia w Googlach wyskakują słynne panoramy z Chor Wirap albo Tatewem w roli głównej. Szczerze Wam zupełnie powiem, że myślałam, że po pierwszych 3-4 klasztorach będę miała syndrom kolejnej świątyni, który tak często ostatnio mi się zdarzał w Tajlandii. Albo syndrom gruziński, gdzie wszystkie klasztory wyglądają tak samo. W Armenii jednak, ku mojemu zaskoczeniu, nie dość, że nie miałam ich dosyć, to jeszcze bardzo długo nie mogłam się zdecydować, który podobał mi się najbardziej! Po tygodniu jednak nie miałam już wątpliwości, który jest najpiękniejszy! Sprawdźcie ze mną!
Czytaj więcej

Słowenia: Piran i wszystko po drodze nad morze

Maleńka Słowenia ma w swoim krajobrazie wszystko: malownicze niziny pokryte uprawami winorośli, ośnieżone szczyty Alp Julijskich, obłędne jeziora, wiele niesamowitych jaskiń oraz niewielkie, jednak niezwykle urokliwe, wybrzeże Morza Adriatyckiego. To właśnie na tym krótkim, nieco ponad 46-kilometrowym odcinku kryje się Piran, nadmorska perełka, o której wielu powie, że wygląda jak Chorwacja. A ja odpowiadam, że może to Chorwacja wygląda jak Piran? Niezależnie od tego, wakacje w Słowenii nie będą kompletne bez wypadu nad morze, a ten ze stolicy, Lublany, nie powinien zająć Wam więcej niż półtorej godziny jazdy samochodem. Z resztą, w Słowenii wszędzie jest blisko. A po drodze nad morze warto zajrzeć do koni lipicańskich a także skosztować lokalnych specjałów. To jak, jedziemy?
Czytaj więcej