Skip to main content

Tajlandia: plażowanie na Ko Chang

Pierwotnie na Ko Chang miałyśmy z Bangkoku jechać autobusem. Na szczęście (tak, tak, o tym na końcu postu) Air Asia z Yangunu w Birmie była się łaskawa spóźnić o pół godziny uniemożliwiając nam dostanie się na czas na dworzec Ekkamai na autobus do Trat. W związku z tym odstawiłyśmy scenę niemalże filmową: 11:20 dopadamy do stanowiska Bangkok Air i kupujemy ostatnie 2 bilety na 12:15, a potem już tylko bieg z przeszkodami przez prawie całe lotnisko Suvarnabhumi (serio, dalej już się nie dało ustalić tego gate’a?) i wpadamy wprost na boarding…
Czytaj więcej

Birma, nie Myanmar

Podróżowania po Birmie nie da się oddzielić od jej sytuacji politycznej. Ten piękny kraj od ponad 40 lat znajduje się pod przygniatającą władzą wojskowego rządu i nie należy o tym zapominać. To nie kolejny wakacyjny cel podróży czy moda. Birma jest wymagająca dla jej odwiedzających, ale kto się odważy – pozna jeden z najpiękniejszych krajów Azji Południowo-Wschodniej.
Birma nie była wyborem przypadkowym, w pierwszej kolejności zainspirowały nas piękne zdjęcia podczas azjatyckiego tygodnia w Warszawie. Ludzi i krajobrazy to to, co nas przyciągnęło. Następnie po zgłębieniu historii i obecnej sytuacji tego kraju nie miałam już wątpliwości, że tam właśnie chce pojechać. Z przyjaciółką wyruszyłyśmy więc w nieznane…
Czytaj więcej

Wyspy Kanaryjskie: Gran Canaria i Fuerteventura

Gran Canaria i Fuerteventura – można by rzec – kolejne wakacyjne kierunki. I gdyby nie praca pewnie nieprędko bym tam trafiła, ale stało się i co więcej – było bosko! Wyspy Kanaryjskie to archipelag górzystych wysp pochodzenia wulkanicznego: 7 głównych, na które składają się: Teneryfa, Fuerteventura, Gran Canaria, Lanzarote, La Palma, La Gomera i El Hierro, oraz 6 mniejszych, niezamieszkanych lub zamieszkanych tylko w sezonie. Dzięki łagodnemu klimatowi mówi się, że na Wyspach Kanaryjskich panuje wieczna wiosna. I faktycznie przyjechać można tu przez cały rok.
Czytaj więcej

Tunezja: leniwe wakacje w cieniu palm

Zacznijmy od tego, że kto mnie słyszał jeszcze dwa lata temu nie uwierzyłby, że JA chcę do północnoafrykańskiego kraju. Odmawiałam konsekwentnie, od Maroka, przez Tunezję aż po sam nieszczęsny Egipt. Do tego ostatniego nadal się nie wybieram. Jakiś czas temu jednak zupełnie przypadkiem przewertowałam przewodniki o Maroku i Tunezji i nagle zaczęłam patrzeć na nie zupełnie inaczej.
Po drugie zawsze, z uporem maniaka, odmawiałam masowej turystyki. Żadnych charterów, żadnych wspólnych transferów. Żadnych wycieczek. Wszystko sama, po mojemu. Cóż jednak, ostatnie miesiące były wymagające i nawet ja dojrzałam do urlopu, że tak powiem leniwego. Nabyłam więc drogą kupna pakiet tygodniowych wakacji w Tunezji, w dodatku w ramach last minute, co jak na mnie jest naprawdę sporą nowością.